sobota, 25 grudnia 2010

Swieta, Swieta

Wigilia minela, swieta sie tocza, ja sie tocze...z przezarcia ;)
prezenty mam fajne, moj maz tez, mama rowniez :)
Generalnie fajnie jest i tylko szkoda, ze za jakis czas wszystko sie skonczy.. na razie jednak ciesze sie kazda chwila spedzana z moimi domownikami, choc kilku mi brakuje, ale nie bede sie w to zaglebiac... tak czasem w zyciu bywa i nic sie na to nie poradzi.
Pierogi sa boskie, pasztet maminy tez bomba, a ja sie juz zastanawiam jak sie wcisne w moja sylwestrowa kiecke, ktora niedawno sobie kupilam...oj ciezko bedzie...
Poza tym mam lekki stres, i ten stres moze mi przejdzie gdzies kolo 11 stycznia dopiero, mam nadzieje, ze wszystko bedzie dobrze...
Poza tym, za szybko biegnie ten czas, o wiele za szybko!
Lece do mojej rodzinki, przytulic sie do Mamy musze, bo bardzo ja kocham!!!

WESOLYCH SWIAT WAM WSZYSTKIM :)

piątek, 10 grudnia 2010

I poukladalo sie tak jak trzeba...

tzn sprawa z telefonem i fryzjerem :)
Niczego nie musialam odkrecac, zmieniac, ot okazalo sie, ze znalazlam w skrzynce na listy awizo i moglam odebrac osobiscie moj telefonik :D



Co za tym idzie jutro mam wizyte u fryzjera, zobaczymy co z tego bedzie hehehe
Poza tym reszta bez zmian...
dzis wyslalam kilka kartek swiatecznych, ze tak powiem "z wkladka" ;) reszte posle w przyszlym tygodniu, poza tym czeka mnie mega sprzatanie, bo przeciez za tydzien przyjedzie pani z sanepidu hehehe
Poza tym kiedy dzis wracalam do domu z zajec, jechalam autobusem, potem wskoczylam szybko na poczte oraz zahaczylam jeszcze o mini Carrefour, poczulam sie naprawde dobrze i swojsko w miescie na M., ktore ubrane jest swiatecznie... ktore wydalo mi sie jakos cieple, przymilne, radosne i po prostu piekne. Poczulam zespolenie z tym miejscem, dziwne strasznie, ale czuje sie tu jak w Lodzi, to chyba dobrze :)a moze ja po prostu jestem zwierzeciem miastowym i jednak zycie na peryferiach nie jest dla mnie... choc w sumie na wsi moglabym mieszkac, tylko zeby praca byla :D
Kiedy wiec tak szlam ulicami wlaczylo mi sie myslenie, ze bardzo sie ciesze, ze choc moja Mama bedzie mogla to zobaczyc... bedzie mi brakowac brata i jego rodziny bardzo, ale jak zawsze wszystko sobie wytlumacze i zaakceptuje ten stan rzeczy, zyc przeciez trzeba dalej... i dlatego tez dzis przy kolacji R. poruszyl temat choinki, i tak cieplo mi sie zrobilo na sercu, bo cieszy mnie to, ze R. zmienia z roku na rok swoje nastawienie do Swiat, ot po prostu zaczyna lapac o co w nich chodzi i co jest dla mnie w nich najwazniejsze :D

Reasumujac: czuje sie dobrze, i tylko mi strasznie zal, ze przez to samopoczucie, nie strace ani grama na wadze! ;)))

wtorek, 7 grudnia 2010

zly mam humor, a raczej jakas straszna beznadzieja mnie dopadla

no i tak sobie postanowilam napisac...
Opadla ze mnie fala radosci ze stazu, z nauki, ot okrzeplam chyba, a i w sumie za miesiac z malym hakiem koncze moja przygode z praca w domu starcow, z nauka jezyka rowniez. Juz mysle o tym, ze przyjdzie znow ten dzien, ze nie bede wstawac o 5:15 do pracy... mowiac szczerze przygnebia mnie ta wizja ponownego bezrobocia i co najgorsze braku gotowki... jakby nie patrzec 600€ z groszami pojawiajace sie raz w miesiacu na moim koncie sprawialo mi ogromna frajde, dawalo choc odrobine poczucia niezaleznosci... Kretynskie to, ale zamiast myslec o Swietach, przyjezdzie Mamy to ja juz mysle o tym, ze styczen za pasem, no i wlasnie... i co dalej?? Nie chce znow tej beznadziei i zawieszenia w prozni, chce zmian, chce pracy, chce cos robic, byc przydatna i zarabiac pieniadze...
Jesli nie uda mi sie zaczepic w pracy, to mam plan z prawem jazdy, no i szukanie pracy rzecz jasna to priorytet.
W ogole to gruba jestem... zapuscilam sie koszmarnie, i nie moge odnalezc w sobie kompletnie sily na ogarniecie sie z tego beznadziejstwa, mam wrazenie, ze zajadam stresy, uciekam w zarcie slodyczy tak jak inni w jakies inne uzywki... zle mi ze soba... tzn ze swoim cialem... zla jestem na siebie, obwiniam sie caly czas, tak podswiadomie sie obwiniam... bo czuje, ze zawiodlam sama siebie, ponioslam porazke i na dodatek nie potrafie tego zmienic... czuje sie slaba i to chyba mnie wkurza najbardziej! Po prostu ja bardzo lubie miec poczucie, ze moge nad czyms panowac... panowanie nad waga dawalo mi sile, teraz mnie to tylko doluje, bo waga ciagle rosnie... nie potrafie sie odstawic od koryta... no to chyba czas doksztalcic sie w dziedzinie uzaleznien!

P.S.
zamowilam sobie nowy telefon.. Nokia C3... nie wiem czy sie w koncu na niego doczekam, bo kurier, ktory ma mi go dostarczyc rozwozi przesylki tylko do godziny 14tej...ja pracuje do 14:20... zadzwonilam tam do nich i poprosilam o zmiane daty, no i pani dala mi do wyboru dzien jutrzejszy badz sobote. Wybralam sobote, i wlasnie mi sie przypomnialo mi sie, ze na sobote rano mam "randke" z fryzjerka... no i teraz sie gryze, czy zmienic date "randki" z fryzjerka czy z kurierem... ciezki orzech do zgryzienia mam, bo i na jedno i drugie czekam z niecierpliwoscia!
Ale mam problemy... w obliczu glodu na swiecie, chorob, i biedy, ja o telefonach, fryzjerach i innych takich... w sumie to juz dawno nie mialam takich problemikow, bo te wieksze mnie przygniataly, wiec poniekad ciesze sie, ze na razie moge myslec o dokonaniu wyboru sposrod rzeczy jednak przyjemnych.

Bedzie dobrze, wyjscia nie ma!!