poniedziałek, 29 lipca 2013

Bergheim

Bergheim jest niewielkim alzackim miasteczkiem, w ktorym mieszka moja dobra kolezanka, Polka.
To urocze miasteczko jest polozone w uroczym miejscu posrod wielu winnic, i stanowi jeden z przystankow na znanym alzackim szlaku win . To tutaj przy produkcji wina oraz przy winoroslach pracuje maz owej kolezanki.
Ona i jej maz to nieliczni Polacy, z ktorymi jeszcze jakos sie dogadujemy, moze dlatego, ze od mojego miasta na litere M. do nich mamy okolo 45 min samochodem ;) zatem nie widujemy sie za czesto, choc ostatnimi czasy znacznie czesciej.
Czesciej, gdyz pomagam im teraz w dosc zawilej sytuacji zawodowej P.
Chce on odejsc z tej roboty, okazuje sie bowiem, ze pracodawca oszukuje go na kazdym kroku i to od dluzszego czasu. Nie bede sie wdawac w szczegoly tej historii, bo duzo tego jest, i az mnie samej otwieraly sie szeroko oczy ze zdziwienia jak mozna byc tak nieswiadomym roznych niedociagniec i wrecz przegiec swojego patrona. Dzieje sie tak jednak najczesciej wtedy kiedy wykorzystuje sie nieznajomosc jezyka pracownika.
P. nie mowi super-hiper po francusku, ale daje sobie swietnie rade w zyciu doczesnym, zalatwic wiele spraw moze, ale okazuje sie, ze przy wizytach w Inspekcji Pracy czy w Pôle emploi (czyli w Urzedzie Pracy) potrzebuje kogos kto mowi dobrze, i dobrze rozumie... nieskromnie powiem padlo na mnie, ciesze sie, ze moge im pomoc, mam nadzieje, ze do czegos sie przydaje... Zaraz mi sie przypominaja czasy, kiedy na poczatku mojego pobytu we FR to ja chodzilam po urzedach z moja szwagierka, badz Bratnia Dusza, ktore zadnych problemow z komunikowaniem sie w tym jezyku nie mialy i nie maja :) Wowczas to one pomagaly mnie, a dzis po prawie 6 latach zycia w tym kraju to ja pomagam komus innemu....
Przyznaje, ze dzieki temu sama sie niezle doksztalcam w tej materii, i nie narzekam, choc szlajanie sie po tych wszystkich urzedach jest okrutnie meczace... naplyw tych wszystkich informacji tez jest czasem porazajacy i czacha mi dymi nie raz nie dwa, ale jak na razie ogarniam sytuacje jednak decyzje co i jak musi podjac P. i jego zona... oj nie latwe to sa decyzje, bardzo nielatwe.

Wracajac jednak do samego miasteczka, jest ono piekne, spokojne, stare i klimatyczne. Widzialam juz wiele wioseczek w Alzacji, Bergheim nie jest jeszcze ta najpiekniejsza, ale ma w sobie pewien klimat, moze ten, ze nie jest po prostu okupowane przez tlumy turystow, w nim po prostu sie zyje.... a turysci ktorzy tu sie zjawiaja, sa inni, zazwyczaj sa spragnieni pysznego alzackiego wina, sera, i wedlin... bo w Bergheim jakos inaczej wszystko smakuje, jakos tak po alzacku ;)

A na koniec kilka zdjec, z poprzedniego roku... ale w miasteczku nic sie przeciez nie zmienilo!
Skad to wiem, ano bylam tam dzisiaj :) I tylko jeszcze winogron nie ma... one pojawia sie dopiero poznym latem...





Mam nadzieje, ze Wam sie podoba...

poniedziałek, 22 lipca 2013

Ledwo zipie

Ratunku jest masakrycznie goraco!!!
Fala upalow daje sie we znaki juz od ponad 2 tygodni, od tego tez czasu nie spadla ani kropla deszczu.
W nocy jest ciagle ponad 20 stopni ciepla, dzis bylo np. 25... naprawde jest lato! :)
Czlowiek czeka na slonce, i cieplo przez cala zime, ale upal dlugo trwajacy jest naprawde meczacy i nieekonomiczny, biore bowiem prysznic kilka razy dziennie, uzywam srodkow myjacych, i kurna chata za chwile okaze sie, ze na mydlo wydaje wiecej niz na zarcie :P
Jak na razie wydaje gruba kase na lody, owoce i warzywa, ktore wcale ale to wcale nie chca taniec... przyznaje, ze przez taka diete czlowiek czuje sie o wiele lepiej, a zreszta apetytu sie w ogole nie ma, bo ostatnia rzecz o ktorej sie mysli to jedzenie. Brzuch mi sie skurczyl od tego upalu, no to zle nie jest :D
Wyciagnelam kiecki letnie, bardzo letnie, i az dziwnie sie czuje je noszac, bo juz dawno taka nieubrana nie bylam :P

Z innej beczki, to mam czesto gosci, drzwi sie u mnie nie zamykaja, spontanicznie ktos wpada, prawie, ze z ulicy. Albo przyjezdza spedzic chwilke z nami, bo akurat jest w trakcie podrozy na wakacje :)
Lubie to bardzo, spedzamy naprawde wakacyjnie ten czas i tylko zaluje, ze nie mam domu z ogrodkiem i przez to czesto posilkujemy sie z tarasem w "naszym" zaprzyjaznionym barze, gdzie dobrze schlodzone winko czy piwko wjezdza bezceremonialnie na nasz stol :) uwielbiam te momenty, jednak w takie upaly ograniczam sie do jednego kieliszka winka, inaczej wali mnie ono bezczelnie w leb i moge isc od razu spac. Zatem chwilowo woda jest jedynym napojem, ktory najczesciej przyswajam... i przyznaje, zdarza sie, ze rozcienczam winko woda!! Oj grzesze wiem, mea culpa, ale czasem po prostu inaczej sie nie da...dzieki temu nie chodze wiecznie pijana :P
A na koniec podziele sie z Wami moim ostatnim odkryciem kulinarnym na te upaly czyli:


mietowy i rzeski smak jest wprost genialny!!! Polecam goraco na takie goraco!!! :) ostatnio wiecznie sie tym zywie, a nasi przyjaciele wprost zwariowali na punkcie tej salatki tak jak na punkcie drozdzowca.... zreszta sami sprobujcie, proste a radosc w gebie nieprzecietna :D

Proporcje na 4 osoby.

  • 1/2 melona
  • 1 kulka mozarelli
  • 20 pomidorkow koktajlowych
  • 2 czerwone cebule
  • okolo 8 lyzek oliwy z oliwek
  • 12 listkow miety
  • sol, pieprz swiezo mielony
1 - w malym rondelku podgrzac oliwe z oliwek wraz z listkami miety. Kiedy olej jest cieply podgrzewac go okolo 1-2 min, a pozniej zostawic do calkowitego wystygniecia.
Zostawic go okolo 1h z tymi listkami miety zeby przeszedl smakiem i zapachem.
2 - pokroic czastki melona w kostke
3 - przekroic pomidorki koktajlowe na pol
4 - pokroic mozarelle w kostke
5 - obrac cebule  i pokroic je w cieniutkie ladne krazki, albo ostatecznie pol krazki :)
6 - wrzucic wszystkie skladniki na talerz
7 - polac je mietowym olejem i polozyc kilka swiezych listkow miety na wierzchu salatki
8 - posypac sola i swiezo zmielonym pieprzem


et voilà! 

czwartek, 18 lipca 2013

Ostre ciecie

Dzis przyszla do mnie zaprzyjazniona fryzjerka, i bach...z dlugosci do polowy plecow, zrobila sie dlugosc do ramion.... sa pocieniowane i dobrze obciete.
Jestem pozbawiona sieczki, ktora zrobila sie po wielu farbowaniach, wlosy odzyly i to widac :)
Prawde mowiac czuje sie ok :) podoba mi sie ta fryzurka!
Po prawej stronie powiesilam moje aktualne foto... a co tam, juz nie jestem az taka anonimowa...
R oczywiscie jeczy, ze lepiej mi bylo w dlugich...ale tego sie spodziewalam, on po prostu uwielbial te moje dlugasne wlosy, mnie juz zmeczyly.....
Mysle, ze zmiana fryzury pokazuje moja chec do zmiany czegokolwiek w zyciu, bo zaczynam czuc jakis marazm, moze zmeczona jestem, sama nie wiem juz :) Co ma byc to bedzie, jesli zmiana fryzury przyniesie inne zmiany, bedzie ok.... byleby to byly zmiany tylko na plus :D

Alez fajnie, miec lzejsza glowe ;)

wtorek, 16 lipca 2013

Nowe szaty moja bloga

Prawde mowiac, wzielam sie za owe zmiany, dzieki mojej alzackiej kolezance Katarzynie , ktora poprosila bym jej pomogla graficznie i logistycznie ogarnac jej bloga. Szczerze, zgodzilam sie z radoscia, bo lubie takie wyzwania :)
Bede wiec cwiczyc troche na moim blogu, i zamierzam sie przylozyc do tego mocno. Mam kilka pomyslow na zmiany i mam rowniez nadzieje, ze kolezance mojej przemilej, u ktorej dzis bylam na sniadaniu - o w jakze pieknym miejscu Ona mieszka !!! - rowniez przypadnie to do gustu!

Kolezanka zajmuje sie odnawianiem mebli. Nadaje im drugie zycie oraz napelnie je swoja artystyczna dusza.. zreszta sami mozecie zobaczyc... bo blog juz istnieje, zapraszam do zagladania! Retro blue

niedziela, 14 lipca 2013

Vive la France!

tak, w koncu przyszedl ten dzien, na ktory czekaja wszyscy Francuzi, i ja tez :)
Uwielbiam wieczor 13 lipca, bo podczas niego sa zawsze piekne pokazy sztucznych ogni, jest zabawa, jest radosc, i przede wszystkim, tego dnia widac jak na dloni materializujace sie hasla, owe 3 cnoty Francuskiej Republiki "Liberté, Égalité, Fraternité" czyli wolnosc, rownosc, braterstwo.
To fakt, ze w tym kraju o te hasla sie walczy i dla kazdego sa one wazne, dla mnie rowniez. Martwi mnie jednak to, ze niektorzy potrafia ich naduzywac, przekrecac na swoja korzysc... Francja wpadla w pulapke wlasnych przekonan niestety, zapetlila sie i nie potrafi z tego sie wyzwolic. Jednak uwazam, ze jest to kraj pelen dobrej energii dla cudzoziemcow, mowie to na podstawie wlasnych doswiadczen. Po prostu bardzo rzadko kiedy mozna spotkac kogos, kto wydaje sie byc niemily... w piekarni (i nie tylko) wita mnie zawsze wyspiewane Bonjour i ca va... i choc czasem mam dzien do dupy, to geba mi sie smieje do naszej piekarskiej rodziny :) bo to oni mogliby narzekac, ze wstaja o 2 w nocy, by o 5h otworzyc juz podwoje swojej piekarni i witac nas swoimi pachnacymi, jeszcze cieplymi bagietkami, chlebami, i croissaintami i cala masa jeszcze innych francuskich pysznosci, ktore zajadamy na sniadanie popijajac café au lait...
prawdziwe francuskie sniadanie - le petit dejeuner
i kocham ten kraj tez za to:

i moglabym tak wymieniac bez konca... ciesze sie, ze tu jestem, ze moge poznawac Francje dzieki ludziom, ktorych los stawia na mojej drodze, i kocham tych ludzi, bo maja serce na dloni, i powiem szczerze, ze mam przyjaciol, na ktorych moge zawsze liczyc... bo ja chyba w ogole mam szczescie do ludzi, do dobrych, serdecznych i prawdziwych, szczerych ludzi!
I pewnie, niektorzy mi powiedza "Wiesz ty to juz jestes taka 'sfrancuziala'" i coz, wcale ale to wcale nie zaprzecze, ani sie nie obrusze na te slowa!! Wrecz przeciwnie, przytakne i powiem z radoscia na ustach: "Tak, masz racje... bo Francja to moj dom, a dom twoj tam gdzie serce twoje... a moje jest tutaj, i bije dla Matki Francji!"

sobota, 6 lipca 2013

Ciasto drozdzowe - proste i smaczne :D

Przyznaje, w kuchni to ja jestem zazwyczaj przez przypadek i dlatego, ze musze :P
Do drozdzowego ciasta sie kiedys zabralam, ale niestety, spieprzylam totalnie moj wypiek najprawdopodobniej zaparzajac drozdze w mleku :P
Po 5 latach i po sprobowaniu pysznego drozdzowego, ktore przywiozla do mnie kolezanka z Colmar, postanowilam odczarowac drozdzowe i sprobowac je zrobic.
Przepis prosty jak drut, bez zadnego ugniatania, bez paprania, ot milo i przyjemnie jest takie ciasto robic i na dodatek zawsze mi wychodzi!
Co zadziwiajace bowiem nie posiadam sprzetu kuchennego sterowanego najnowsza elektronika, a zwykly piekarniczek nazywany przeze mnie pipka, na dodatek pierwszej ceny.. Czyli tanioche, ktora powinna wg niektorych nie zdawac egzaminu w kuchni, a jednak... daje sobie rade, moj pipek i to calkiem dzielnie, trzeba tylko jednak znac jego mozliwosci i z nim wspolpracowac, trzeba sie po prostu go nauczyc, bo lubi przypiec, badz niedopiec :P

Prezentuje Wam wiec dzis ten przepis i dziele sie nim z Wami, bo naprawde warto :)
Mnie to ciasto przywoluje smak dziecinstwa, babcie Halinke i kakao do jej drozdzowca, ktory smakuje tak samo jak ten moj :)
Smacznego :)

CIASTO DROZDZOWE

2 jaja
1/2 szkl cukru
1/2 szkl mleka
2 szkl maki
1/2 paczki masla
1 saszetka suchych drozdzy (taka na 500g maki, bądź tyle ile trzeba byleby na 500g maki)

 Jaja utrzec z cukrem w misce.
 Podgrzac mleko (ja grzeje w mikrofali, na 50sek na 850w)
 Rozpuścić maslo (tez rozpuszczam w mikrofali , nie musi się rozpuścić idealnie)
 Wlac mleko i maslo do tych utartych jaj, na to rozsypac drozdze, i delikatnie przemieszac lyzka, przykryc czysta szmatka.
 Zostawic na 1,5h. Można wstawic do piekarnika cieplego, ustawionego na minimalna temp (20-25°C) na kolejne 30 min, tak żeby się po prostu drozdze w ciepelku podzielily.
 Po tych 2h dosypac do tego rozczynu 2 szklanki maki, ja nie przesiewam ot prosto z torebki. Mieszac mikserem z tymi nakładkami do ucierania drożdżowego ciasta az do gładkości!
 Ciasto – nie zrazac się konsystencja, bo może być lejaca się, a nie gesta - wlac do brytfanki kwadratowej, bądź okraglej (ja mam kwadratowa taka 25x25cm) wylozona papierem do pieczenia.
 Można dodac dowolne owoce, bądź bez owocow, zrobic kruszonke – do miseczki troche maki, cukru, i masla zimnego… i rozmieszac palcami… jak cos link w necie można znaleźć do dobrej kruszonki
 Piec w 160°C około 40 min … choc to zalezy od piekarnika, ja w swoim małym pipku pieke ponad 1h i w temp 150°C – trzeba sprawdzac patyczkiem po prostu



ot i cala filozofia, mam nadzieje, ze ktos skorzysta :D warto!!

środa, 3 lipca 2013

Boulogne Sur Mer



tak bardzo mi tego miasta brakuje.....

wtorek, 2 lipca 2013

Moje Wakacje



Podrozuje palcem po mapie.
W internecie mozna zobaczyc juz prawie wszystko.
Nie mam wakacji w tym roku, wszystko poszlo w pizdu, wiec laze sobie po sieci i ogladam morze, gory, dzis bylam znowu w Barcelonie i w Paryzu...Nawet "pojechalam" do PL...
Jestem zmeczona, chyba jutro popatrze na palmy i morze... szum fal doszumie sobie w wyobrazni..

Zycze Wam udanych wakacji :) tylko takich prawdziwych, a nie palcem po mapie :D

A wideo pokazuje miejsce za ktorym tesknie, moja polnoc Francji... tam bym chciala znowu mieszkac, bo Alzacja nie jest na 100% moim miejscem na ziemi...