czwartek, 15 grudnia 2011

Niby mam czas, ale go nie mam!

Remont na klatce schodowej trwa, zatem warstwa kurzu w mojej chalupie przyrasta wprost proporcjonalnie!! Szczerze mowiac rzygac mi sie juz chce od tego syfu!!Bede muala prac wszystko jeszcze raz, i na dodatek sprzatac znow generalnie, bo kurz, pyl i wszelakie inne drewniane opilki wiadomo, ze wleza wszedzie!!
Oprocz tego moja instruktorka chce zebym jezdzila i tak dzis np mialam juz jazde o 9h do 10h i drugi raz musze pojechac na 13h do 14h... Zgodzilam sie na to, bo dzis mi powiedziala, ze bedzie chciala mnie zapisac na egzamin, ktory ma byc na koniec stycznia, a chetnych jest sporo, a miejsc niewiele! Zatem robie to co mi kaze, szczegolnie, ze jeszcze na zajecia nie jezdze i chce wykorzystac jak najefektywniej ten czas. W przyszlym tygodniu musze jezdzic jak najlepiej, zeby utwierdzic moja instruktorke w tym, ze na egzamin sie juz nadaje!!
Jak narazie jest to moj priorytet!!

Poza tym prezentow zadnych nie mam, dzis po poludniu mam zamiar zaczac czegos szukac, moj bratanek niesmialo zapytal mnie o plyte jakiegos francuskiego rapera... Boze, ze tez dozylam takich czasow ;))
Czy znajda ta plyte w sklepie to nie wiem, ale poszukac musze, a czas mam okrojony do minimum!! Poza tym musze poleciec do pewnej instytucji i wyjasnic sprawe z pieniedzmi. Korzystamy bowiem z dodatku mieszkaniowego, ktory wplacany jest wlascicielowi mieszkania, a ten przyslal nam list, ze nie otrzymal on tych pieniedzy juz 2. miesiac!!! No koszmar jakis!! I odkrecac, i wyjasnic to musze!

Chcialabym juz zajac sie przygotowywaniem potraw na Wigilie... ale sen z powiek spedza mi to, ze R. bedzie jechal po swojego Syna... na dodatek pociagiem, bo w tej chwili jestesmy bez auta. Bilety sa jednak tak drogie, ze roznosi mnie wprost od srodka tak, ze echhhh az mowic nie bede, bo szkoda slow!!!
No i w ogole jakos tak niby wlasnie nie pracuje, a ciagle cos mi wypada, i cos zalatwiac musze, a to jazdy, a to ktos czegos potrzebuje, a to po prsotu jade wypic z kolezankami kawe... chyba kompletnie nie potrafie sie zorganizowac! Musze nad tym popracowac, bez dwoch zdan!!!
No i za chwile mamy rocznice slubu...ale zapewne bedzie tak jak zawsze, czyli... ot dzien jak kazdy inny... w sumie to i mnie sie swietowac jakos tego dnia nie chce.

No nic to, koncze bazgranine i spadam, bo przeciez na jazdy musze poleciec... obym ten egzamin zdala za pierwszym razem!! Howk :)))

sobota, 10 grudnia 2011

Kawa z kardamonem

w takie dni jak ten, tylko taka kawa pomaga, i nie o to chodzi, ze spiaco jest jakos, pochmurno, wietrznie i mokro, tylko o to, ze jakis taki nastroj bardziej listopadowy mam niz grudniowy.
Kawa pyszna, a i dzieki niej zachcialo mi sie cos popisac.
Generalnie nie przelewam tutaj jakis glebokich mysli, moze ich nie mam :P
A moze, mi sie nie chce z nimi afiszowac, moze wole popisac o moim zwyczajnym zyciu, jak picie kawy i siedzenie w szlafroku w sobotnie przedpoludnie, i sluchania mojego ulubionego radia jakim jest francuskie RFM.

Dom staram sie ogarniac, przystrajac swiatecznie, ale niestety przez wiecznie trwajacy remont na klatce schodowej nie jest to takie latwe. Teraz panowie skonczyli w koncu gladzic sciany i sypac dookola bialym pylem gipsowym, widac juz nawet koniec tych prac, ale wlasnie od wczoraj dzialaja z diabelsko glosna maszyna na drewnianych schodach i przykleja kartki, o tresci "nie dotykac poreczy" "nie chodzic po polowie schodow" i juz sie zastanawiam czy mam zaczac uczyc sie fruwac, a moze lewitowac? Nie uda mi sie to jednak, bom za ciezka, i prawo grawitacji mialoby w moim przypadku niezly ubaw!

R. w pracy pogina, choc nie pracuje na etacie, zasilil bowiem jak na ta chwile szeregi bezrobotnych i czeka na wyplate swojego pierwszego zasilku dla bezrobotnych, ktory przyznano mu na 2 lata w wysokosci nie oszalamiajacej... w kazdym razie plan na otwieranie firmy jest, nawet zamowilam juz dla niego wizytowki. Przez net oczywiscie to zrobilam, sama je zaprojektowalam i wypelnilam trescia, i nawet wzielam sie za robienie bloga professionalnego dla niego, glownie ze zdjeciami jego prac. Minus jest tylko taki, ze komputer R. odmowil posluszenstwa i nasz znajomy, domorosly informatyk bedzie probowac odzyskac zdjecia z dysku tego umarnietego kompa. Kiedy to jednak nastapi to nie wiem.

Ja mam pierwsze jazdy za soba... nie zapeszam jednak... jakby co to na koniec stycznia mam miec juz egzamin... pozyjemy zobaczymy, jesli zdam to stawiam wirtualnego szampana! W kazdym razie kazdy dzien rozpoczynam od przegladania ogloszen z uzywanymi autami... nie ma to jak sie odpowiednio programowac, prawda? :))) Mam bowiem taki plan, ze jak tylko stane sie posiadaczka prawa jazdy to kupuje auto, nie jakas wypasiona bryke rzecz jasna, bo na to mnie nie stac, ale cos, czym bede mogla sie przemieszczac z nieukrywana satysfakcja, mam cicha nadzieje, ze cos do 1000€ max znajde. Kase na to auto bede miec, jesli zaczna mi placic za nauke i prace :) a to juz zaczyna sie od grudnia, pierwsze pieniadze powinnam wiec dostac juz w styczniu... no ale jesli okaze sie ze mam problem z papierami, a moze taki problem sie pojawic przez ten cholerny brak paszportu... no zobaczymy, najwyzej auta nie bedzie... ech dobra nie nakrecam sie negatywnie, co ma byc to i tak bedzie!

No i jakos kawa sie skonczyla... jak ktos ciekaw i tu zaglada, to wie teraz co u mnie :) niby nic, ale ciagle czasu nie mam, towarzysko sie rozwijam, znajomych sporo, a i jakos czas mi szybciej niz zwykle umyka...
W Alzacji czuc zblizajace sie Boze Narodzenie, na starowce stoi fantastyczna karuzela, pachnie grzane wino, swiateczne piosenki plyna do ucha, a usmiechnieci i rozbawieni ludzie sa wszedzie... pierniki, zabawki, i wszystko to co ze Swietami zwiazane mozna juz znalezc na alzackich starych uliczkach, a miasto na M. pomimo grudniowego deszczu wyglada pieknie, w Strasbourgu rownie przyjemnie, wiem bo bylam w poprzednia niedziele, ale karuzeli nie maja wiec... przegrywaja :PP

Na dowod krotki film :)