środa, 14 września 2011

Dola mam dzisiaj

z kazdej strony dostaje w leb, nie, zle mowie, to po prostu proza zycia mnie doluje przysylajac z predkoscia swiatla faktury do zaplacenia, a kasa niestety z taka sama predkoscia z portfela wyplywa a nie wplywa.
Zla jestem chyba na to moje zycie, i od jakiegos czasu zaczelam sie zastanawiac nad tym "co by bylo gdyby". Wiem, ze myslenie o takiej tresci kompletnie nie ma sensu, i powoduje, ze czlowiek jeszcze bardziej jest niezadowolny i rozczarowany ze swojego zycia. Mowiac tak w skrocie, to najwiekszym problemem sa pieniadze, a raczej ich brak... i jak sobie pomysle, ze wczoraj ktos mieszkajacy w Normandii wygral ponad 162 miliony euro to az mnie rozklada na czesci pierwsze. Mam tylko nadzieje, ze szczesliwy posiadacz tego losu, nie zszedl wczoraj na zawal dowiedziawszy sie, ze wlasnie zostal mega milionerem :) Mnie by wystarczylo male 7 tys euro.. ot tak zeby wyjsc na prosta... Przy tych milionach to male miki, nie? No ale miec, a nie miec robi jednak ogromna roznice :))

P.S.
No i nadal czekam na odpowiedz... prawde mowiac to oczekiwanie tez mnie o siwe wlosy przyprawia.

wtorek, 13 września 2011

Jak na razie to,

zmieniam czesciej szate bloga niz pisze cokolwiek :) Ale jak na razie nie mam o czym sie z Wami podzielic... no moze moglabym powiedziec, ze dzis mialam sen... no ale to przeciez zadna atrakcja, kazdy raczej cos tam sni... Moj sen jednak byl dzis dosc dla mnie meczacy, a mianowicie snilo mi sie ze bylam w ciazy, nie wiem tylko z kim :P w kazdym razie ow stan mnie bardzo denerwowal i stresowal, szczegolnie, ze kazali mi sie jacys ludzie mocno skupic na samym akcie porodu!! Mysle sobie, ze sen odzwierciedla oczywiscie moje oczekiwanie. Czekam bowiem w napieciu na odpowiedzi czy mnie przyjma tu i owdzie, i czy wyjdzie nam otworzenie firmy... Pelno mam watpliwosci, ale w sumie klamka zapadla, firma i tak bedzie, a wszystko jest tylko kwestia czasu. Jak na razie to 20.09. idziemy na spotkanie na ktorym dowiemy sie czym to sie je i jaka opcje wybrac, by bylo jak najkorzystniej.
No i poza tym... odpoczywam sobie, totalnie staram sie wyluzowac... latwo nie jest, bo problemy sa, ale... no wlasnie codziennosc przeciez tez ma swoje prawa, zatem ide robic obiad, dzis mielone, ziemniary i mizeria... prosto i swojsko :) Mniam :D

poniedziałek, 5 września 2011

Stres mam!!

Dopiero co wrocilam z PL, a wpadlam od razu w wir codziennosci. Dzis czeka mnie spotkanie w sprawie kursu na prawo jazdy, zaakceptowali moje papiery, i w poprzedni czwartek zadzwonili do mnie zapraszajac na spotkanie... Nie wiem dlaczego ale cholernie sie stresuje, chyba za bardzo mi zalezy, i przez to mnie tak zjada od srodka :/ Jutro mam kolejne spotkanie dotyczace mojej przyszlosci, i to tez doklada mi do pieca... tez mi bnardzo zalezy zeby mnie przyjeli na robienie tego dyplomu, i cykam sie okropnie, bo ciagle mi sie wydaje, ze za malo wiem, i mysle sobie, ze sa lepsi ode mnie, co z palcem w nosie sie na ten dyplom dostana ... Oj glupia ja, dlaczego ciezko mi uwierzyc w slowa mojej formatrice, oraz innych osob, ktore uwazaja, ze spokojnie moge sie dostac i na prawo jazdy i na robienie tego dyplomu?? Pokierana baba ze mnie, bo w dniu codziennym raczej wierze w siebie i w swoje umiejetnosci, a tu... ech... Dam znac, jak to wszystko wyjdzie... mam nadzieje, ze wbrew moim skretynialym myslom, odblokuje mi sie w glowie jakas magiczna klapka i stres ze mnie zejdzie przed spotkaniami niczym powietrze z dziurawego materaca!

P.S.
o pobycie w PL postaram sie cos skrobnac innego dnia, jak widzicie czestotliwosc moich wpisow jest nedzna, ale co zrobic, jak mi sie nie chce pisac... poza tym tyle roznych rzeczy sie dzieje, ze ciezko to przelewac non stop na moja blogowa strone :))

Pozdrawiam zagladaczy i podgladaczy ;))