Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą le début. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą le début. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 marca 2010

bylo, minelo, jeszcze wroci

Wrocilismy na "swoja polnoc" z weekendowego pobytu w Alzacji.
Zal mnie cos sciska, chyba sie zzylam i zasymilowalam ogolnie rzec ujmujac z calym klimatem "mojej" polnocy.

Kilka rzeczy musze Wam powiedziec natychmiast, mianowicie wyjazd okazal sie bardzo owocny. Tzn. R. podpisal kontrakt, fakt, ze w nim troche glupot napisali - na szczescie jutro maja go poprawic i wyslac go mailem. Moj malzonek jeszcze nie czuje tego co bedzie robic, bo jak stwierdzil bedzie sie musial troche poduczyc, no ale jego nowy szef powiedzial, ze liczy na niego i, ze w niego wierzy... tym samym wyjscie R. nie ma ;) Nie ma co sciemniac najwiekszym plusem R. jest to, ze gada po francusku!! Reszta wyjdzie w trakcie pracy :))
Mnie sposrod wielu ogloszen, udalo sie wylowic kilka interesujacych i dzieki temu znalazlam juz mieszkanie do wynajecia! Dzieki zreszta nowo poznanej kolezance, ktora okazala sie super babka, nomen omen urodzona tego samego dnia i miesiaca co i ja :))) Ona jest o rok starsza, ale to nic, bowiem czulam sie jak z kims, kogo dobrze sie zna... nawet czesto i gesto mialysmy podobne spostrzezenia, zdanie, mysli... zatem jest ok :))

Co do mieszkania to juz owa kolezanka, jako, ze jest na miejscu to zalatwia wszelkie formalnosci, ja jej tylko skanuje odpowiednie dokumenty i dolaczam do maila. Dzis wlasciciel mieszkania wyskoczyl z tekstem, ze chce 3 ostatnie wyciagi z banku - pogielo chlopa!! Od razu kolezanka A. zatopila sie w stronach www poszukujac wiarygodnych informacji o tym, co na pewno jest potrzebne do wynajecia mieszkania... oczywiscie, o zadnych wyciagach z banku mowy nie ma, zatem do tego wgladu ow pan wlasciciel miec nie bedzie!! Jestem ciekawa jak zareaguje na to... mam nadzieje, ze troche spusci z tonu, bo okaze sie, ze bedziemy mieszkac pod mostem... albo w mieszkaniu, ktore mi sie za bardzo nie podoba, no ale na poczatek moze nie ma co narzekac, zawsze innego lokum mozna szukac... ale jakby co o tym bede myslec jutro :)

W sumie, dzieki temu, ze znalazlam juz mieszkanie, to bedziemy mogli jechac wszyscy razem, od razu :)) Razem to znaczy, R. ja i nasza Kota, ktora przez te 3 dni naszej nieobecnosci tesknila przeokropnie za nami czyt. szczegolnie za mna, a teraz nie odstepuje mnie ani na krok! :)
Wyjezdzamy 10 kwietnia, zatem to juz za 2 tygodnie...
Rzeczy i spraw do zalatwienia mam po prostu ilosc ogromna, o pakowaniu nie wspominam... ale skoro 2 lata temu jakos dalam rade zmienic kraj zamieszkania, to teraz chyba zmiana regionu nie powinna byc az takim problemem ;)
Te 3 dni poza domem, duzo mi daly, poznalam troche siebie, musialam sie sprawdzic w kilku sytuacjach :) Cieszy mnie to, ze przelamuje swoje obawy, leki, strachy, ze przede wszystkim jezykowo radze sobie coraz lepiej. Nadal oczywiscie najlepiej radze sobie z zalatwianiem jakis spraw, natomiast gadki o przyslowiowej "dupie Maryni" - wszystkie Marynie w tym miejscu przepraszam :) - ida mi bardziej opornie... no ale mysle, ze po 2 latach nie jest ze mna tak zle, szczegolnie, ze ja nigdy przenigdy z tym jezykiem wspolnego nic nie mialam!!
Dobra, nie ma co sie tu rajcowac :)) Trzeba zakasac rekawy i zaczac pakowac dobytek, co od jutra zaczynam. Dzis zaleglam w lozku, bo od wczoraj katar mi zyc nie dawal, na szczescie wygrzalam sie dzisiaj, i czuje sie lepiej, przynajmniej glowa mnie nie boli.

Co do Alzacji.. powiem Wam szczerze, ze jeszcze nie czuje tego regionu, juz widze, ze ludzie maja inne charaktery niz Ci z polnocy... tam panuje bardziej niemiecka kultura, wszak do Szwajcarii i Niemiec rzut beretem jest...nic to zobaczymy jak to bedzie, jak na razie gdybac nie bede...
Jak znajde prace (a mojego R. szef wraz ze wspolnikiem powiedzieli, ze pomoga cos w tej kwestii) to na pewno tam mi sie bardziej spodoba hehehe bo jak na razie to przez to, ze myslenie skoncentrowane mialam na czyms innym, to za wiele nie zapamietalam... Nic to, mam jednak nadzieje, ze wszystko bedzie dobrze, a my w koncu wyjdziemy na prosta!!

Jedna rzecz mi tylko mocno zapadla w pamiec... ten tramwaj i te bloki... no przez chwile to prawie jak na Retkini badz Widzewie sie poczulam... tylko te panie ubrane w swoje burki nie pasowaly do tego obrazka ;) Ech no tesknie za Polska...
I wiecie co... bardzo kocham mojego R. ... ale o tym to ja juz nie raz mowilam...dobrze, ze jedziemy razem, wszak we dwoje razniej, a z Kota, to nawet ciekawiej :))

No to tyle tej mojej bazgraniny... leb mam dzis 6 na 9 wiec popisalam dzis calkiem jak nie ja... a moze to juz jakies alzackie nalecialosci mnie dopadly... kto wie, bo ja to w sumie szybko sie asymiluje hehehe

poniedziałek, 8 marca 2010

Palec Bozy?! Wierze i mam nadzieje!

No dobra, to tak w dniu tak uroczystym zapodam ta nowine! :))

Przeprowadzamy sie!!!

Zeby nie bylo to dodam od razu, ze o 700 km dalej niz teraz mieszkamy.
Przyszedl w koncu czas by opuscic Nord-Pas-de-Calais na korzysc Alsace...
Ja pierdziu... nadal mi to jakos ciezko wszystko ogarnac.

Od poczatku jednak, bo wszystko zadzialo sie znow dzieki internetowi.
Pamietacie przeciez, ze ja i R. to tez historia internetowa :)) No i tym razem tez tak wyszlo.
Udzielam sie bowiem na pewnego rodzaju portalu, poznalam tam wiele ciekawych osob, w tym kilka dziewczyn, ktore mieszkaja we Francji, tylko w innych regionach tego kraju.

Przed Swietami Bozego Narodzenia jedna z tych internetowych kolezanek wyslala mi maila, z propozycja pracy dla mojego R. (tak nawiasem mowiac to ma ten chlop szczescie, mnie to zadna robota sama znalezc nie chce, a dla niego to zawsze cosik wpadnie...:)).
Jej maz ma firme budowlana i zatrudnia duzo ludzi, potrzeba mu kierownika budowy.
Na dwoch innych budowach ma juz kierownikow Polakow (bo zatrudnieni sa tam glownie Polacy), ale potrzebuje jeszcze jednego... dodatkowy plus, ze R. zna francuski szczegolnie dotyczacy pracy.

R. sie krygowal, mial wiele obiekcji, kolezanka nie namawiala, ale prosila zeby zadzwonic, bo jednak przez telefon troche lepiej zalatwiac takie sprawy, a poza tym okazalo sie, ze wszystkie obiekcje, ktore mial sa do obalenia!
Jak widac dlugo myslal o tej propozycji. Okazala sie ona nadal aktualna, i po tych 2 miesiacach przyszedl jednak czas na burze mozgow i w koncu doszlo do polaczenia telefonicznego obu panow.
Okazalo sie zatem, ze proponuja mu:
Samochod firmowy i nawet telefon firmowy.
Kontrakt na stale, pierwszy miesiac pracy jest probny na stanowisku owego szefa ekipy, za stawke godzinowa taka, ze tutaj nawet jakby na rzesach stanal to by tyle nie zarobil.
Czeka go ciezki miesiac, bo bedzie mial pod soba okolo 20 chlopa prosto ze Slaska... przyszly szef R. powiedzial, ze im bardziej beda na niego psioczyc i jezdzic po nim tym lepiej... zatem wiadomo, ze ludnosc owa nie bedzie nalezala do potulnych. Psyche wiec trzeba bedzie miec twarda, dupe tez, o sercu nie wspominam. O zadnym kumplowaniu sie z nimi mowy byc nie moze...kurcze chyba musze R. uzbroic w jakas wiedze psychologiczna, zeby sie nie dal podchodzic w zaden sposob :)
Jesli uda mu sie wytrwac ten miesiac proby to szefowac bedzie nadal, ale za jeszcze wieksza stawke! Jest wiec o co powalczyc!!!
W najgorszym wypadku, jesli nie podola to w firmie i tak zostaje zatrudniony nadal na CDI czyli na stale. Stanowisko inne, ale za stawke nadal wieksza niz zarabia tutaj.
Zatem mimo wszystko gra warta swieczki.

Wiaze sie z tym jednak wiele zmian, znow szukanie mieszkania, zamkniecie wszystkich spraw tutaj, czyli spakowanie calego dobytku, porozkrecanie mebli - tu moze byc problem, bo zostaje w kwietniu tutaj sama - R. jedzie juz do pracy - no i trza sie bedzie znow zajac zamknieciem wszelkich licznikow, przeniesieniem internetu i telefonu.
Teraz z perspektywy czasu wydaje mi sie, ze to co zrobilam 2 lata temu wyjezdzajac z Polski i przewracajac do gory nogami cale moje zycie, to byla betka ... nie wiem bowiem jak sie zabrac za to co mnie czeka... chyba musze jakis plan nakreslic, najwazniejsze jednak to znalezc tam mieszkanie!
Bowiem przez ten miesiac probny R. bedzie zakwaterowany z robotnikami... co akurat uwazam, za nie najlepsze rozwiazanie, bowiem wg mnie lepiej zachowac dystans i nie wlazic w zadne blizsze koneksje z ludzmi, ktorymi ma sie zlecac robote i patrzec im na rece.
W sumie kiedy ja pracowalam to w koncu wypracowalam sobie taka metode, czyli niespoufalania sie z nikim, ot praca to praca, zadnych tam takich sympatii, bowiem zawsze znalazl sie ktos, kto wladowal w odpowiednim momencie przyslowiowy noz w plecy badz podlozyl wypasiona swinie!
Bardzo bym wiec chciala zeby ta sprawe z mieszkaniem udalo sie zalatwic jakos inaczej i jak najszybciej. No i zebysmy jak najszybciej znow byli razem... R. juz przezywa troche to nasze rozstanie, ze w sumie od czasu slubu nie zostawalismy bez siebie na dluzszy czas, a tutaj caly miesiac....ja tez oczywiscie to przezywam, ale co zrobic, czasem sie trzeba pomeczyc, dla dobra zwiazku. W tym czasie kazde z nas bedzie mialo mnostwo zajec, tylko, ze R. bedzie na nowym terenie sam, i sam bedzie musial przetrzec szlaki, przede wszystkim wdrozyc sie w prace. Nawet nie wiecie jak bardzo mu kibicuje, i wspieram, bo ciesze sie, ze jest przed nim taka szansa, w koncu nie bedzie jakims popychadlem... beda od niego wymagac wiecej i bedzie pod sporym obstrzalem przynajmniej na poczatku, ale w koncu moze przyszedl moment na to by zajac lepsze stanowisko w zyciu, poleciec o ten jeden stolek wyzej, cos osiagnac!!!

Dla siebie tez upatruje szansy na wyjscie z tego marazmu, licze na to, ze uda mi sie w koncu znalezc prace, skonczy sie ten czas siedzenia i zamykania sie w sobie. Prawde mowiac zaczelam zauwazac u siebie co raz gorsze nastawienie do zycia, z wielu powodow... nie chce mi sie w to teraz zaglebiac.
W kazdym razie moze przyjdzie ten moment, ze odetchne, a nawet wezme znow swiezego gorskiego powietrza w pluca.
Jak mantre powtarzam sobie "bedzie dobrze" w koncu skoro sie cos zaczelo to trzeba isc za ciosem...

No wlasnie na dodatek ta kolezanka z Alsace zadzwonila dzis do mnie i powiedziala, ze ma znajoma, ktora ma szkole nauki jazdy i zapytala ja czy wie cos o tym, ze tutejszy Urzad Pracy robi dofinansowania ludziom do kursu prawa jazdy... no i coz, okazuje sie, ze i owszem...
Zatem jak tylko zadomowie sie w nowym miejscu to szoruje do ANPE zeby sie ponownie zapisac w szeregi bezrobotnych, szlifuje francuski i skladam odpowiednie papiery o dofinansowanie mojego kursu prawa jazdy!! Daja cale 1500 euro!! Toz to koszt calego kursu!! Zatem to nie dofinansowanie, ale pokrycie kosztow ;)) No to co... nie ma co sie zastanawiac, trza sie brac z tym za bary... R. mam nadzieje bedzie mnie troche uczyl w wolnych chwilach, tylko jakby co to neospasmine mu podam, zeby sie nie darl na mnie ;P.... no bo nie wiem czy Wam juz mowilam, ze samochod "nowy" mamy...
...sliczna, czarnulke, ktora mnie wyszczupli.... Renault Megane... no to coz... marzenia sie chyba spelniaja :)))

A i tak troche z innej beczki... chyba Matka Polka zawita do nas na Swieta :))
Ludzie.... znowu przytyje!! :PP

i tak cichutko tylko powiem, ze wierze w Nas :)) Damy rade, bo najwazniejsze, ze jestesmy razem... My i nasza Kota ;))

...palec Bozy?... Mulhouse.