czwartek, 31 stycznia 2013

Leci jakos

no przez palce ten czas ucieka... ale w sumie nie narzekam! Pierwsza wyplata wplynela na konto i juz jej nie mam :) Poszla na zaplacenie zaleglych rachunkow :P
Ale nic to, mam jeszcze szanse na 2 wyplaty :) Podpisali bowiem ze mna umowe do konca marca! Fajnie, spodziewalam sie bowiem, ze tylko miesiac bedzie, a pozniej znow zacznie sie bezrobocie... no ale widac pracuje ok, skoro mi dali na dluzej :)
Czy mi pozniej przedluza, raczej nie... przynajmniej dyrektor mi tak mowil, ale ze on z dniem 1 kwietnia odchodzi na emeryture, to w sumie wszystko moze sie zdarzyc. Pozyjemy, zobaczymy, wazne, ze do wiosny w domu nie bede siedziec :)
Atmosfera w pracy jest spoko, wesolo bywa :)

Co do urodzin R. jednak zrobilismy je w knajpie :)
Wszystko sie tak poukladalo, ze wypalilo ekstra!!! Bylo polskie jadlo, wodka i goscie przezachwyceni!! Niby mieli wszyscy wyjsc o 22h do domu, a okazalo sie, ze do polnocy sie ludzie bawili :) Francuzi zachwyceni, i to najwazniejsze :)

Z innych doniesien, jezdze autem! W koncu jezdze bez R. bo czasem daje mi auto, np na zakupy kiedy mam wolny weekend :) Chlopakow zawoze do pracy, a sama biore auteczko i wypuszczam sie tym naszym powozem do Niemiec... z parkowaniem mam jeszcze problem, bo to van jest, i nie potrafie sie jeszcze wcisnac w jedno miejsce, zajmuje zazwyczaj poltora miejsca parkingowego heheheh ale wisi mi to :P naucze sie :D

Szwagierek zostaje u nas do konca marca... na razie uklada sie wsio ok... zreszta on naprawde jest bezproblemowy...tylko teraz czekam, na to co tym razem ugotuje...za kazdym razem cos produkuje w kuchni, choc raz :) wiec razem tez musi sie postarac :D

Poza tym... proza zycia, dom, praca, zakupy, sprzatanie, gotowanie, pranie i czasem jakies wyjscia ... zatem... nie bede narzekac, bo ciagle zdrowa jestem, a dookola wszyscy choruja!!!

Pozdrowienia kochani!!!

piątek, 11 stycznia 2013

Jakos szybko poszlo...

znalazlam prace w pierwszy piatek tego nowego roku, a w sobote juz zaczelam pracowac...
Wprawdzie ciagle ktos do mnie dzwonil, bo swoich ofert wysylalam na peczki, ale problem byl w tym ze auta nie mam...a tu nagle sie okazalo, ze propozycja z pewnego domu starcow. Poszlam w piatek na rozmowe, a w sumie okazalo sie, ze nawet to nie byla rozmowa wstepna jakas, tylko po prostu juz propozycja pracy, i to od dnia nastepnego.... no to co mialam nie przyjac :) Wzielam robote i tak juz mija 6 dni jak pracuje hehehe tamten weekend przepracowalam, ten mam wolny :) Praca niby jest na jeden miesiac, a co bedzie dalej... na razie sie nie zastanawiam... Okaze sie :)
Ciesze sie i tak :) No i nie potrzebuje samochodu, moge sobie za to na niego zarobic hehehe bowiem nawet na piechote mam 30 min drogi :) autobusem nawet z przesiadka 20 min.

Lekko nie jest, bo sie trzeba wdrozyc, ale jakos nie czuje sie tam zle :) zreszta pracuje w sumie caly czas na rano wiec zaczynam o 7 rano, koncze o 14h30... czasem mam zmiane na 9h do 16h30 albo po poludniowa od 12h30 do 20h... ta wieczorna zmiana niestety wypada mi w urodziny R. a to 40 urodziny... i mielismy juz knajpe zarezerwowana, na kolacje, a w takim przypadku wszystko odwolalismy...zrobimy tylko maly stol szwedzki i przejdziemy sie do innej knajpy zaprzyjaznionej, w ktorej to zorganizujemy... no inaczej sie po prostu nie da...Ani ja, ani R. czasu nie mamy niestety...Na szczescie mam dzien wolny po jego urodzinach wiec moge poszalec, i odespac te szalenstwa.

Z innych nowosci, to przyjezdza w ta niedziele brat R. na ile czasu to nie mam zielonego pojecia jeszcze...ale nie narzekam, on jest kompletnie nieuciazliwy, a i jeszcze czasem jakis obiad ugotuje :D
No i to tyle... soldy sie zaczely :) wiec jutro pewnie sie na nie wybiore, jak jeszcze cos znajde, bo oczywiscie szalenstwo soldowe ludzi ogarnelo...
Mam plan odpoczac w weekend, bo od poniedzialku znow kieracik :) ech czekam na moja wyplate hehehe

Pozdrowienia i pomyslnosci moi kochani :) niech Was tez pozytywnie zaskakuje ten 2013 rok :D

wtorek, 1 stycznia 2013

No i jest...

2013 Rok...
Sylwester sie udal, choc brakowalo mi mojej francuskiej przyjaciolki Christine i paru innych osob. No ale nie mozna miec wszystkiego, wybawilam sie tak, ze nogi mnie bola jak cholera. Wrocilismy o 4 rano do domu, i od razu padlismy w kimono. Wstalam przed 10h, a R. przed 12h...
Bardzo sie ciesze, ze przygotowalam w sobote barszczyk czerwony, wykorzystalam do tego sok z burakow w kartonie, reszte spreparowalam sama! Wyszedl cudownie!! Na dzisiejszy poranek byl idealny hehehehe Poza tym trzepnelam na obiad kopytka (z puree ziemniaczanego ugotowanego dzien wczesniej) i pieczen... pomyslec, ze takie obiady sa dla mnie juz bulka z maslem!! O pierogach nie wspominam... wyrobilam sie ja kulinarnie przez to zycie z dala od Mamusi :D

Wczoraj zaraz po polnocy zadzwonilismy do Ojca R., Mojego Ojca, i Mojej Mamy... ech fajnie bylo uslyszec, ze taki telefon sprawil im ogromna frajde :)
A teraz... siedzimy sobie i ogladamy Wieczor Sylwestrowy z Wroclawia, ktory wczoraj nagralismy, i tak sie zastanawiamy czy otwierac szampana... w koncu mozna by sprobowac zrobic powtorke ze wznoszenia toastu noworocznego! ;)

Nic to lece nadal sie byczyc, i pic kawe :)
Miejcie sie dobrze w tym Nowym Roku!
:*