niedziela, 23 czerwca 2019

3 lata przerwy ...

Dlugo mnie tu nie bylo, tak, widac ten czas byl mi bardzo potrzebny.
Czas prozni w pisaniu ale nie w zyciu.

Bardzo myslalam o tym czy jeszcze warto tu cokolwiek pisac, bo jak to tak, po takiej przerwie to jednak troche dziwnie, a moze to tylko jest w mojej glowie?
W sumie w mojej glowie jest ogromnie duzo mysli, szczegolnie ostatnio kiedy znow nie czuje sie zbyt dobrze, moje cialo i moj duch kompletnie nie sa ze soba kompatybilne.
Mysl o powrocie na lono bloga ogarnela mnie od czasu kiedy poczulam, ze moja praca zaczyna mnie bardzo uwierac z kazdej strony, i wysysac ze mnie chec do zycia , przestalam kompletnie o sobie myslec, bo po prostu przestalam miec na to czas, nie mam czasu jesc jak trzeba, przez co cialo sie na mnie msci okropnie, tarczyca rozwalona, hormony tancza jak chca, ciezko je ujarzmic lekami, zmeczenie, stres w pracy i w zyciu, i do tego wszystkiego doszla rozlaka z R.
Ta rozlaka to nic innego jak praca R w Szwajcarii.
Czyli ja jestem tu, w Miluzie, a R pod granica szwajcarska od niedzieli wieczorem do piatku wieczorem... nie jest latwo zyc osobno, ale ta rozlaka jest dla nas, tylko po to bysmy mogli zyc lepiej. Czuje, ze w koncu bedzie dobrze, bo przez te lata kiedy mnie tu nie bylo, niby tez bylo dobrze, ale zawodowo dla R nie bylo najlepiej, firma juz zamknieta i cale szczescie bo tak naprawde to moj maz do jej prowadzenia sie nie nadawal, i nie jest to kwestia wiary w jego mozliwosci, bo w to nigdy nie watpilam. Ot prowadzenie firmy to nie tylko zlecenie do wykonania, ale cala reszta, ktora jest ciezka praca. Dopoki nie pracowalam i bylam w domu, to moglam mu pomagac, ale od kiedy moja praca zaczela pochlaniac cale dnie, i cala moja sile i energie, to przestalam sie zajmowac papierowymi sprawami z ktorymi nie radzil sobie kompetnie R. Poza tym czas od Bozego Narodzenia do prawie marca to zazwyczaj byl czas bez pracy, a co za tym idzie ogromny stres dla R, a przez to i dla mnie bo wszystko to przekladac sie zaczelo na nasze codzienne zycie. Kiedy wiec okazalo sie, ze kolezanki maz zaczal pracowac w Szwajcarii, pomyslelismy, ze to jest dobra sciezka...
Tak, nie jest latwo tak jak mowilam juz wczesniej, ale powoli sie przyzwyczajam, bo zycie w pojedynke, wyglada zupelnie inaczej. Ale dobre jest to, ze nadal tesknimy za soba, i tak po prawdzie jesli sie da, to bedziemy robic wszystko by ten czas rozlaki nie trwal jednak zbyt dlugo.
Czas pokaze ...

Z innej beczki to po smierci naszej Miki pojawila sie w naszym zyciu Mila . Czyli kot rasy Maine-Coon, o ktorym zawsze marzylam, a ktory calkiem przypadkiem znalazl sie w naszym domu, i calkiem skradl nasze serca, choc moje serce po smierci Miki dlugo sie nie otwieralo na nowa kocia milosc...
Dobrze, ze znow jest z nami futrzak, choc niewatpliwie kiedy mamy wyjezdzac gdziekolwiek to potrzeba nam kogos do opieki nad zwierzeciem, ale tych wyjazdow nie ma tak duzo, wiec nie robie problemow tam gdzie ich nie ma.

Ja pracuje , i wcale mi sie o mojej pracy nie chce mowic bo jestem bardzo nia zmeczona i jestem po prostu wypalona .

Chcialabym robic cos innego w zyciu, ale moj slomiany zapal i poza tym zwykla codziennosc, ktora wymaga ode mnie zarabiania pieniedzy, nie pozwala mi na to. Kiedy wiec widze, cytaty, ktore mowia o tym ze kiedy robi sie to, co sie kocha, to wowczas nie jest to praca, jestem po prostu mega wkurzona, bo ja prostu nie wiem jak mam to zrobic!! Frustracja z tego powodu ma wiec poziom mistrzowski i ciagle rosnie... moze to i dobrze, moze ta frustracja cos zmieni...

Przyjaznie przez te 3 lata tez sie zweryfikowaly, kilka osob mnie zawiodlo, moze i ja zawiodlam kogos, ale niczego nie zaluje, zycie nie lubi prozni, wiec kiedy ktos lub cos odchodzi pojawia sie na to miejsce cos innego, nowego, czasem i lepszego. Takie zycie, i nie ma co rwac wlosow z glowy, czlowiek sie uczy cale zycie.
Zycie poza granicami kraju ojczystego tym bardziej uczy, rozwija, i po prawie 12 latach zycia we Francji kazdego dnia ciagle sie jeszcze czegos ucze, i wcale mi to nie przeszkadza. Podskornie jednak czuje, ze przychodzi czas na zmiany, tylko jeszcze do konca nie wiem na jakie... moze zycie mnie znow zaskoczy, oby pozytywnie.

To tyle, jak na pierwszy raz po tak dlugiej przerwie to bardzo sie rozpisalam, ale widac troche potrzebowalam oproznic glowe , i wyrzucic z siebie te mysli, ktore siedza i wyjsc nie chca w rozmowie z kimkolwiek , latwiej pisac i czytac, choc ja na czytanie i pisanie generalnie czasu za wiele nie mam, choc nie, wroc, przeciez mam teraz czas i pisze :)
ot i dobrze ;)

Pozdrawiam kazdego, kto tu jeszcze zaglada... :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz