wtorek, 29 grudnia 2009

nowy rok sie zbliza

w sumie to tylko zmiana daty, nic wiecej.

Zmiany jakiekolwiek zaleza od nas samych, wiec nie licze na zadne cuda. Jedynie co mnie przygnebia to to, ze skoncze 34 lata. Chyba dopada mnie jakas chandra zwiazana z uplywajacym czasem. Wszystko to laczy sie w sumie z jednym, niemoznoscia posiadania swojego dziecka. Nigdy nie przypuszczalam, ze tak mnie to bedzie "ruszac", wczesniej dawalam sobie jakos z tym rade. Chyba jednak dosc nieudolnie skoro tak bardzo mi teraz moja bezplodnosc daje popalic. Jestem taka na siebie zla, na te cholerne niedrozne jajowody, niby to nie moja wina, ale zlosc, zal, agresja sa we mnie i za cholere nie moge tego z siebie wyrzucic. Przyklepuje tylko w sobie ta kupe gnoju i zyje dalej... a na takim nawozie dalej rosna te odczucia...

Kiedys R. powiedzial, ze sprobujemy in vitro, teraz zmienil zdanie...
Ostatnio mi powiedzial, ze moze powinnam zmienic partnera... zajebiscie mnie to zabolalo, ale dla niego takie zdanie swiadczylo o tym, ze skoro on nie moze mnie uszczesliwic w tej kwestii, to moze znajdzie sie ktos kto tego bedzie chcial... tylko, ze ja chce miec dziecko z nim, z nikim innym!! To chyba nie jest trudne do zrozumienia!!!
R. dobrze jest jak jest, nie chce juz przechodzic przez pieluchy, przez zabkowanie i ta cala reszte... majac 10 letniego syna cieszy sie, ze to ma juz za soba, teraz sa gry komputerowe, playstation, wrestling i cala ta chlopieca reszta... przezywa kazde rozstanie ze swoim dzieckim. Mowi mi, ze niby ma dziecko, ale w sumie go nie ma, bo jest z nim kilka razy w roku, i ze jego tez powinnam zrozumiec. Pewnie, ze rozumiem, ale co ze mna?
Kazde z nas chyba jest egoista.

Ostatnio zagladam na rozne strony, jak np "nasz bocian", kiedys juz tam bylam nawet zalogowana, przed HSG, kiedy jeszcze nie wiedzialam, co mi "dolega".
Teraz zagladam na forum i szukam pomocy psychologa, czytam to co pisza inne dziewczyny, kazda z nich przezywa to samo co ja, to daje mi pocieszenie, choc kiedy wiem ile jest osob, ktore cierpia tak samo jak ja, to dobija mnie to tez okrutnie.
Zla jestem, bo we Francji in vitro jest refundowane, moglabym sprobowac, ale coz z tego... moj maz nie chce, w Polsce musialabym za to placic krocie, ale... ech ... w ogole to tak strasznie nienawidze bylej zony R. i to nie dlatego, ze byli razem, to nie ta zazdrosc tylko... dlatego, ze ona urodzila dziecko!!! Dziecko R. .... tak zajebiscie czuje sie wybrakowana!!!
Siostra R. ... teraz caly swiat kreci sie wokol jej Malego, staram sie go nie brac na rece jak nie musze, nie potrafie jej powiedziec, jak mnie boli to, ze ona ma juz trzecie dziecko, a ja ... po prostu jest mi zle!
Mam nadzieje, ze wszystko minie... nie chce czuc tego wszystkiego, chce zyc spokojnie, chcialabym miec drozne jajowody, chcialabym.... chciec to nie zawsze moc!

... Boze, po co ja to wszystko pisze!!! Pojde do sklepu, kupie Kocie puszke zarcia.

niedziela, 27 grudnia 2009

w sumie to nie wiem po co to pisze

ale w sumie to takie moje poletko, taka wirtualna kartka papieru, ktora zawsze mozna wyrwac, jak ze zwyklego zeszytu.

Jest pozna noc, chlopaki spia w naszym lozku, a ja siedze z mruczaca Kota, wtulona w rekaw mojego turkusowego szlafroka, i grzejacym laptopem na kolanach.
Czuje, ze jestem zmeczona, ale nie moge zasnac...

Za duzo mysli klebi mi sie w glowie.
Miniona Wigilia byla zupelnie nie taka jak w Polsce i choc tak bardzo probowalam sobie wmawiac "magie tych Swiat" to ni cholery nie poczulam tego nawet przez moment. Swieta byly dla mnie ot dniem wolnym, niczym jakas sobota z sympatyczna kolacja, plus taki, ze dzieci byly szczesliwe, dorosli chyba tez, choc w Wigilie to wlasnie Ci najmlodsi maja byc najszczesliwsi.

Po sniegu jest juz tylko wspomnienie, i dobrze, bo takiego kolejnego ataku zimy to ja nie chce tu przezyc. Czulam sie odcieta od swiata, cale szczescie internet i telefony funkcjonowaly, jednak ten kraj kompletnie nie jest przystosowany na "Polska zime stulecia" ;)

W ogole to mialam pisac o czyms innym.

Zauwazylam jednak u siebie pewien syndrom, za kazdym razem kiedy chce pisac o tym co mnie najbardziej boli, nurtuje, to wpycham to tak mocno w glab samej siebie, ze po chwili udaje, ze tego juz nie ma, ze wszystko jest ok, zmieniam temat myslenia i zakopuje smutek w sobie.
Usmiecham sie, i zyje normalnie. Jednak co raz ciezej mi zyc z ta maska na twarzy, i choc dorosla jestem i potrafie sobie jakos radzic z emocjami tak to co czuje w tej jednej, jedynej sprawie doskwiera mi okropnie.

W sumie to nie chce dzis spac w naszym lozku... wyszlo jak wyszlo, ze T. spi z nami, a raczej ze swoim Tata... R. stwarza sobie iluzje rodziny, on wie, ze to jest tylko iluzja, ale chce sie troche oklamac, potrzebuje tego. A ja takiej iluzji nie chce, ta iluzja mnie boli, do kosci, do szpiku. Nie zdazylam jednak zaprostestowac -bo zasneli obydwoje - rano z R. porozmawiam.

Boli mnie caly czas to, ze nie bede Mama, zawsze tylko ciocia, dla kazdego dziecka tylko ciocia!!!
I nie piszcie mi prosze, ze czasem ciocia lepsza niz Matka, ze widac nie dla kazdego Pan Bog pisze to samo, ze nie kazdy musi sie spelniac w roli rodzica... mam to wszystko gdzies, wiec lepiej nie piszcie mi nic!!
Nikt nigdy nie zrozumie tego co czuje, no moze tylko ten, kto jest w podobej sytuacji do mojej, to tak jak w tym powiedzeniu, ze "glodny nie zrozumie sytego"... ktos moze sie wczuc w moje emocje, ale nigdy nie poczuje tego piekacego bolu pustki, rozrywajacego bolu w sercu, duszy, glowie, w calym ciele... kiedy widze gdy R. przytula T., kiedy ktokolwiek inny tuli swoje dziecko!!!

Za kilka lat, bede stara kobieta, potem umre i nie zostanie po mnie nic, czasem ktos o mnie wspomnie, moze popatrzy na zdjecie, mam nadzieje, ze sie usmiechnie... ale nikt nie powie "o zobacz, a tak wygladala moja Mama"... powie "a to byla moja ciocia" ....
czuje sie jak pusty worek ...

R. powie, "przeciez wiesz, ze Cie kocham, ale nie chce miec juz dziecka" .... a ja?
Chowam swoj smutek, zal, bol w siebie, placze suchymi lzami i co raz mniej sie usmiecham, co raz czesciej lapie sie na tym, ze wole zeby dzieci mnie nie lubily, nie chce ich przytulac, calowac... kazda taka chwila jest jak kolec, zostaje w ciele i rani do zywego...
... czasem po prostu chcialabym nic nie czuc...
.. jestem taka beznadziejna, nie wolno mi przeciez zazdroscic!!! Po prostu nie wolno....

Moze juz jutro wyrwe ta wirtualna kartke... mowilam, ze nic po mnie nie zostanie.

piątek, 11 grudnia 2009

CZEKOLADA

Prawda o czekoladzie ;)

Czekolada pozwoli Ci okreslic Twoj wiek!
Nie oszukuj!!!
1. Jak często w ciagu tygodnia masz ochote na czekolade? (musi to byc liczba od 0 do 10)
2. Pomnóż tę liczbę przez 2
3. Dodaj 5
4. Pomnóż rezultat przez 50. (Poczekam aż wyjmiesz kalkulator…)
5. Jesli miałaś/łeś już urodziny w 2009 dodaj liczbe 1759. Jeśli nie, to dodaj tylko 1758.
6. Teraz odejmij Twój rok urodzin (czterocyfrowy!).
Rezultatem jest trzycyfrowa liczba.
Pierwsza liczba pokazuje ile razy w tygodniu masz ochote na czekolade...
Pozostale liczby to...
Twój wiek !! (Taaak!!! Twoj wiek !!!)
Rok 2009 jest jedynym rokiem kiedy to funkcjonuje.
Pokaż tę wiadomość trzem kobietom -schudniesz wtedy 2 kilo!

Pokaż tę wiadomość wszystkim znajomym którzy lubią czekoladę ... i schudnij 5 kilo!!
Ale jesli nie pokażesz jej - utyjesz 10kilo!!!! :)))
Dlatego pokazałam tę wiadomość wszystkim ;)
To ryzyko bylo zbyt wielkie... ;-) :)))

P.S.
znalazlam to dzis na pewnym blogu i oczywiscie przekopowialam, mimo wszystko wolalabym nie przytyc tych 10 kg, zatem wolalam nie zapeszac hehehe
A w ogole to cholera.... jak w morde strzelil, wynik mnie powalil!!
:)))

czwartek, 10 grudnia 2009

ciezko

i w zyciu i w kwestii pisania bloga.

Nic nie jest poukladane, zyje dniem dzisiejszym choc o przyszlosci musze myslec.
Za 10 dni nasza pierwsza rocznica slubu, za 10 dni bedzie z nami Tomek... a w przeciagu tych 10 dni moze sie wydarzyc wiele, bardzo wiele... ale wole nie kusic losu!

Jak na razie dostajemy kopniaki z kazdej strony, jeszcze sie nie uodpornilam sie na bol, nie bede sciemniac brak kasy wiaze nam rece, ciezko wyjsc z tego dolka, pisac o tym temacie mi sie nawet juz nie chce.

Wierze tylko w to, ze to okres przejsciowy, byc pod wozem widac musi byc kazdy... nawet we wtorek kiedy poszlam na tutejsze targowisko okazalo sie, ze kazdy cierpi z braku gotowki, handlowcy placza, bo towar nie schodzi, a to przeciez juz czas przedswiateczny... widac na ludzkich twarzach zawod, niezadowolenie... wcale sie nie dziwie w koncu kazdy ma taki sam zoladek, potrzeby, oczekiwania... kazdy chce zyc na poziomie, zapewnic swoim bliskim dobre zycie.

Jakos w takim czasie grudniowym, kiedy wiekszosc ludzi ogarnia szal zakupow boli mnie to bardzo, dokucza, ja sama chcialabym moc sprawic jakis prezent swojemu mezowi, bo akurat wraz ze Swietami nasza rocznica idzie prawie w parze... ha moze najlepszym prezentem jest po prostu to, ze jestesmy ze soba hehehe

Nadal szukam pracy, teraz sprzatalam u mojej szwagierki, oprocz tego robie jej prasowanie... nie powiem moglabym sie tym zajac czesciej, bo zarobek jest z tego oki, a praca... w sumie bardzo to lubie :) Po poludniu mamy jechac do agencji pracy, dzieki szwagierce maja mnie z tej agencji wyslac do pracy, praca okropna przy rybach... co najgorsze, ze w lodowkach.... wole nie skupiac sie na negatywach, przy pozytywnym mysleniu trzyma mnie tylko wizja tego, ze jest z tego jakas wyplata... rety, rety, rety.... az mi sie wyc chce!!

Nic to, nie raz czlowiek siedzial w gownie, i z tego wychodzil, wiec wierze, ze i tym razem razem z niego wyjdziemy... dobrze, ze sa ludzie, ktorzy nam pomagaja, bez nich to chyba bysmy juz dawno niczym Tytanic... poszli na dno...
.....bedzie dobrze...
... bedzie dobrze i jest dobrze... musi byc dobrze, w koncu zaslugujemy na to, zeby bylo dobrze!! :)