poniedziałek, 23 listopada 2015

Snieg / La naige

No to oficjalnie oglaszam, ze zima juz przyszla!
Wprawdzie widze ja tylko na szczycie Grand Ballon d'Alsace, ale jak to dzis rano R stwierdzil, przez noc sniegu dosypalo, wiec dla nas, ludzi mieszkajacych w poblizu gor (Wogezow) oznacza to, ze ni mniej ni wiecej jest juz zima!



Czas wiec juz na zimowe wdzianka, czapki, rekawiczki i obuwie odporne na rozciapany snieg ;)

Przyszedl tez czas na poranne skrobanie szyb, i na wlaczanie ogrzewania non stop kolor... Az chce mi sie rzec "byle do wiosny"..

Na razie jednak szykuje sie do Adwentu, Swiat, i przyjazdu mojego brata i mojego przyjaciela.
Wprawdzie dopadlo mnie jakies dziwne przeziebienie i srednio jestem aktywna w kwestii sprzatania... mialam myc okna, zostaly mi jeszcze w kuchni i w pokoju z chmurkowym biurkiem ale jak podzielilam sie ta mysla z R, to zostalam sprowadzona na ziemie, bo oswiadczyl mi , ze temp spadla do + 5 wiec moze bym se na razie dala spokoj z oknami, chyba, ze mi sie marzy znow zapalenie oskrzeli...
No nie marzy mi sie....i nic nie myje :P Choc jak slonce zaswieci to taki brud na szybach widac, ze klekajcie narody!! ale wtedy szybko odwracam wzrok, zeby tylko mnie nie podkusilo stac i myc :P

Powinnam tez zaczac robic ciasteczka, ale nie mam kompletnie ochoty, zarobilam ciasto na pierniczki ale chyba jeszcze troche postoi, zeby i na nie przyszla mi ochota :)

No jak widac lenia mam po calosci...a tyle sobie zaplanowalam na ten tydzien, ze hohohoho....
W sobote zrobilam tylko cos dla kogos, na imieniny Katarzyny :D poza tym leza te moje nieszczesne poduszki, ktore zaczelam robic i cos ich skonczyc nie moge... zrobilam za to cyferki do swieczek , do wianka adwentowego... pobawilam sie jak w przedszkolu, ale efekt mnie zadowala :)
Zobaczymy jednak juz za kilka dni jak prezentowac sie bedzie calosc.



Dzis tez postanowilam poszukac fajnych prostych grafik, by je wstawic w ramki, juz cos znalazlam i w sumie zabawiam sie w ich reczne kopiowanie, choc idzie mi marnie dzisiaj... takze jak widac nudy nie ma, tylko ot jakos slabosc ciala mnie ogarnela.... niemoc chwilowa, ktora zapewne lada chwile przejdzie...



Nic to, mam nadzieje, ze sie wyrobie ze wszystkim, pewnie jak zawsze na ostatnia chwile, ale kto by sie tym przejmowal :)

Do zobaczenia za czas jakis, mam nadzieje, i dziekuje, ze jeszcze czasem ktos tutaj zaglada :)
Pozdrowionka :)


środa, 18 listopada 2015

Zegar

Po tym co sie wydarzylo w ostatni piatek, jakos ciezko bylo sie podniesc chyba wszystkim Francuzom i tym, ktorzy mieszkaja w tym pieknym kraju. Mnie tez.
Mysle tez, ze wszystkim tym, ktorzy nie godza sie na terroryzm i zabijanie bezbronnych ludzi, tylko za to, ze kochaja swoje europejskie zycie!

Mieszkajac poza Paryzem, dzieli mnie bowiem od stolicy cos kolo 500km czuje sie jednak nieziemsko poruszona tym co sie stalo. Inni raczej tez..

Jest stan wyjatkowy i da sie to zauwazyc, pomimo normalnego zycia, do ktorego wszyscy wrocilismy. Nadal pracujemy, chodzimy na zakupy, mowimy swoim arabskim sasiadom dzien dobry i pytamy jak sie maja. Swiat zatrzymal sie na kilkanascie godzin, jednak nie pozwolimy by nasze dotychczasowe zycie zmienilo sie. Widac zwiekszone patrole Policji, ludzie rozgladaja sie czesciej niz kiedys, ot tak dla pewnosci, ze nie stoi za nimi ktos podejrzany. Z drugiej strony w Miluzie mozna by powiedziec, ze co drugi to podejrzany, bo jest tutaj wielu muzulmanow... Ale nie popadajmy w paranoje.

Czuje sie troche jak w ruchu oporu, w sumie mamy wojne wiec moge smialo powiedziec, ze biore w nim udzial. Pije bowiem nadal wino na tarasach knajpek (pogoda bowiem nadal na to pozwala) smieje sie, troche udajac, ze zyjemy normalnie, ale z drugiej strony wiem, czuje, ze wlasnie tak trzeba! Nikt nie bedzie mi mowil jak mam zyc, i czy mam prawo isc na koncert, czy pic wino na tarasie, spotykac sie w restauracji ze znajomymi czy isc na mecz z rodzina.. jest we mnie na to jawny sprzeciw, tym bardziej zyjac tutaj, w tym kraju, ktory przyjal mnie do siebie jak swoja!

Nie rozumiem wiec tych wszystkich zmij wychowanych na piersi swojej matki, ojczyzny Francji, ktorzy zabijaja z zimna krwia, ktorzy daja sie omamic, wyprac sobie mozgi!
I tylko boje sie jeszcze jednego... czytajac niektore komentarze na polskich portalach, w ktorych wieje jadem nienawisci do kazdego araba badz chocby kogos kto wyglada inaczej niz typowy Polak, to mi sie robi slabo, jak ludzie bardzo daja sioba manipulowac!! I jak bardzo w tym wszystkim staja sie podobni do tych samych ludzi, ktorzy strzelaja do innych, ktorzy zyja inaczej ...

Czlowiek czlowiekowi wilkiem.... smutne, prawdziwe, ale ja nadal z tym walcze, bo kompletnie sie na to nie zgadzam!

Ale tak jak mowilam, zycie toczy sie dalej, swieta za pasem, czekam na Adwent, na pewno bedzie innym czasem niz dotychczas chyba bardziej bede go przezywac.. Juz za 11 dni pierwsza niedziela Adwentu, a ja postanowilam sobie, ze wlasnie w te pierwsza niedziele chce miec juz mieszkanko ubrane w swiateczne szaty... wlasnie przerabiam poszewki na poduszki, recznie z braku maszyny do szycia, ale przynajmniej czyms rece i mysli mam zajete :)

A wczoraj, zmienilam troszke wyglad zegara sciennego, ktory wisial sobie nad kanapa w salonie i nie byl zbytnio widoczny, nad czym odwiecznie utyskiwal R. chlopina bowiem po 40tce juz jest i wzrok ma nie ten i nie widzi godziny, na wyswietlaczu dekodera, telefonu tez przyklejonego do reki nie posiada (w przeciwienstwie do mnie :P) i skrzeczy mi ciagle, ze ten zegar zle wisi...

W sumie przyznalam mu racje, ale z drugiej strony, nie bardzo lubilam ten zegar, bo nie za bardzo mi sie po prostu podobal, i srednio wg mnie pasowal do charakteru wnetrza... obiecalam mu wiec, ze owszem,  przewiesze go ale wtedy, gdy najdzie mnie na to ochota, i chyba wlasnie wczoraj mnie ona naszla :)

Szybko urodzil sie pomysl na zmiane, w sumie bardzo prosty, bo ja nie lubie komplikowac sobie zycia :P

Najpierw wydrukowalam piekny transferek, korzystajac z bloga na pewno znanej wam, graficznej wrozki :)
Dokladnie ten:

A potem przystapilam do zdjecia wskazowek z zegara by moc dzialac dalej.
Zegar wygladal oryginalnie tak
kupilam go w Niemczech w sklepie KIK za chyba 4 euros... 

Po zdjeciu wskazowek, wycieciu kola z transferu o takiej srednicy by przykryl napis i rysunek, nakleilam go za pomoca kleju uzywanego do robienia decoupage, zamontowalam ponownie wskazowki, zmienilam przy okazji baterie na nowa i powiesilam zegar nad telewizorem, ku uciesze mojego meza, ktory stwierdzil, ze w koncu widzi wszystko tak jak trzeba :)

A Wy co myslicie? wg mnie wyglada znaczniej ladniej, i subtelniej.... No i pasuje do reszty wnetrza... A na tym mi najbardziej zalezalo :)



Zdjecie robilam wieczorem, widac po godzinie :) wiec juz w swietle sztucznym...
Ale nadal mi sie tak samo podoba :D


Sciskam Was mocno i dziekuje za wszystkie wiadomosci! 
Dobrze wiedziec, ze ma sie wokol takie dobre dusze! 

czwartek, 5 listopada 2015

Listopadowe zmiany

Jesien przyszla i Swieta za pasem, milo o nich mysle, a co sie bedzie dzialo w te Swieta tego nie wie nikt :)
Wiem, ze za 2 tygodnie wezme sie powoli za zmiane dekoracji w mieszkaniu, by cieszyc sie zblizajacym czasem... tak dla przypomnienia Adwent juz 29 listopada :)
A 4 grudnia przylatuje moj brat i moj przyjaciel, takze bedziemy zwiedzac przez pierwszy weekend grudnia swiatecznie przystrojona Alzacje, i pic duzo grzanego wina hehehehe
Ale o tym wszystkim opowiem kiedys indziej, bowiem dzis chce sie z Wami podzielic tym co zaczelysmy robic wraz z.... no wlasnie, o tym juz teraz!! :)

Powstal wiec nowy projekt, takie nasze artystyczne dziecko, ktore rodzilo sie chyba faktycznie 9 miesiecy ;)
Wraz z Kasia z bloga Retro Blue postanowilysmy zaistniec na sprzedazowej stronie ebay.

Bedziemy tam przedstawiac przedmioty, ktore wyszukalysmy na francuskich i nie tylko francuskich starociach, ktore skradly nam serce gdy przechadzalysmy sie po tutejszych klamociarniach, ktore albo zrobilysmy same czy odnowilysmy, przemalowalysmy (np meble), badz zrobil je ktos inny, ale sa tak piekne, ze chcialysmy zeby i inni mogli je miec!! :)

W Passion Retro mozecie dokonac zakupu poprzez nasza strone na eBay badz piszac do nas bezposrednio na naszego retrowego maila: mk.passionretro@gmail.com

Zapraszamy tez do sledzenia i obserwowania naszego konta na Google + bowiem tam beda pojawiac sie rowniez nasze przedmioty z Pasja Retro :)

To dopiero nasz poczatek, rozwijamy sie, ale mamy glowe pelna pomyslow ...Zapewniamy! :)

Mam nadzieje, ze spodoba sie wam Passion Retro, pasja, ktora chcemy z Wami dzielic, i ktora stworzylysmy dla wszystkich Was, zyjacych w swiecie Retro...tak jak My :)

Sciskamy mocno! 

Wasze polsko-francuskie blogerki w stylu retro :D

Maja i Kasia :)

sobota, 31 października 2015

Jesien / Automne

Mam wyrzuty sumienia, ze tak zapuscilam bloga, ale prawde mowiac moje cialo nie ogarnia rzeczywistosci zycia doczesnego.
Jestem jakas zaplatana w zwyczajnosci kazdego dnia, i w myslach o przyszlosci, na dodatek jesien nastraja mnie bardzo nostalgicznie co wlasnie objawia sie pustka na blogu. Wydaje mi sie, ze w mojej glowie nie ma kompletnie nic, jestem jakas wyjalowiona, pusta, nieciekawa, nie boje sie rzec, ze nudna.
Wiec nie pisze, bo i o czym?
Wycofana jestem z zycia i mam poczucie, ze tak troche wypadlam z szyn, stoje na bocznicy.
Moze troche sie pogubilam, zmeczylam.. a moze jakies astrologiczne aspekty ulozyly sie tak, ze zwijam sie do srodka, jak slimak.....

Hormonalnie jestem rozchwiana, zaburzona. Lecze to, ale jak na razie z marnym skutkiem, wierzac jednak ciagle, ze znow bede taka jak dawniej.
Wczesniej staralam sie nie zauwazac choroby, wypieralam ja troche, uwazajac, ze nie moze ona az tak zmienic mojej osobowosci i ciala... ale jednak, chyba musze zaczac sie z nia zaprzyjazniac, co nie jest latwe, szczegolnie kiedy widze swoje odbicie w lustrze i przezywam rozpacz za kazdym razem kiedy nie moge wcisnac sie w kolejna sukienke, ktora jeszcze rok temu lezala na mnie wdziecznie.

Zle mi po prostu ze soba. Wiec ciezko naprawde wykrzesac z siebie ochote do czegokolwiek.
Mam wrazenie, ze zycie ucieka, a ja jestem ciagle w tym samym miejscu.... okropne!

No ale koniec tych utyskiwan, koniec zali i smutkow. Niczego to przeciez nie zmieni.

Cieszmy sie wiec jesienia i jej urokami, bo jakby nie patrzec za chwile beda Swieta :)

Ciasteczka owsiane do kawki :)

Grzybki marynowane wlasnorecznie robione :)
Smaki jesieni :)
Kasztany jadalne - przerobione juz na slodki Crème de marrons :)

Moj jesienny stroik 

Piekne jesienne kwiaciarnie...


Pozdrowienia moi mili :*


poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Sierpien? Ale jak to? Kiedy? / Août? Mais comment ça? Quand?

No wlasnie, lipiec jakos uciekl mi z kalendarza!!
Skandal!! ;)
Mialam goscia u siebie przez 10 lipcowych dni, i kompletnie sie zatracilam w wakacyjnych obrazach i nastrojach... Nie mam chwilowo weny na deco, na zmiany... ciesze sie po prostu latem, i tym czasem kiedy wieczory mozna spedzac na powietrzu pijac chlodne winko z przyjaciolmi, korzystam z kazdej chwili i okazji jesli taka sie tylko nadaza.

Moj przyjaciel zachwycony Alzacja, Francja... ciesze sie bardzo! Zreszta kto tu byl, ten wie, ze trudno sie nie zakochac w tej czescie Francji.

Podczas tych 10 dni pojechalismy do Strasbourga by m.in. obejrzec spektakl swiatla i dzwieku pokazywany na 1000 letniej juz Katedrze - polecam jesli ktos bedzie w poblizu - koniecznie trzeba zobaczyc. Zalapalismy sie tez na taki pokaz na Starym Rynku w Miluzie.
Poszwedalismy sie po alzackich wioskach, miasteczkach, pilismy wino, jedlismy sery, i inne alzackie pysznosci i oczywiscie chlonelismy wszystko w rytmie tzw slow life...

Odwiedzilismy ten Bazylee, bo przeciez ona tuz za miedza, oraz przygraniczna miejscowosc w Niemczech, w ktorej daja swietne i pyszne lody!!
Oj duzo by opowiadac... i pewnie to kiedys zrobie, ale na razie musze odpoczac jeszcze troche :) cos czuje, ze kolo jesieni bede czesciej aktywna, jeszcze na poczatku wrzesnia czeka nas mala podroz na polnoc Francji, z przyjaciolmi, tymi samymi z ktorymi bylismy w Polsce... wiec jak na razie wszystko zaczyna sie krecic tez wokol tego...

Tymczasem w tym tygodniu jestem sama, bo R. dzis po pracy jedzie jeszcze konczyc inna budowe, ktora ma w pieknych okolicznosciach alpejskiej przyrody.... Jak dobrze pojdzie to w czwartek wroci, ale z ta jego robota to nigdy nic nie wiadomo. Czekam tez na przyjazd innej kolezanki, ktora mieszkala kiedys w Alzacji, milo bedzie sie spotkac po ponad roku...

A na koniec kilka zdjec.. 10 dni w pigulce, piguleczce ;)

Do zobaczenia kochani, i wybaczcie, ze tak krotko, ale przeciez lato trwa... 
korzystajcie wiec z niego i z czasu spedzanego z bliskimi :*


la tarte flambée

la choucroute

sam tluszcz, z miesa i sera :P

Strasbourg

Riquewihr

Katedra w Strasbourgu

Pyszne wloskie lody w Niemczech

Wieczorny pokaz w Miluzie, piekne i wzruszajace!

Apero - ser z polnocy z Neufchâtel - bajeczny!!!!

Jeszcze prawie 2 miesiace do winobrania...

Szwajcarska Bazylea i jej spokoj...

Fois gras i Gewurtzraminer - najlepsze polaczenie smakow... jak ktos nie probowal to goraco polecam.....

No i wlasnie tak korzystam z zycia, we Francji nie da sie inaczej :PBisous :*


poniedziałek, 13 lipca 2015

50 twarzy mojego balkoniku ;) / 50 nuances de mon petit balcon ;)

Lipiec i w ogole to lato upalne jest niemilosiernie, przynajmniej u nas, we Francji, w Alzacji.

Slonce piecze, deszczu nie ma, ja znow opalona na skwierczaco...ale zyc bede :) kazdy wolna chwile staramy sie spedzac na lonie przyrody, szczegolnie nad woda, bo inaczej sie po prostu wystrzymac w tych murach nie da... ciezko oddychac, i marzy sie o powiewie wiatru...
Dlatego moj balkonik, przeszedl mala transformacje... ja jakos tak kocham zmiany, ze znudzil mi sie poprzedni wystroj i chcialam jednak miec miejsce bardziej wygodne dla 2 osoby.. TU mozna podejrzec poprzednia aranzacje balkonu :)

Jak na razie korzystam z niego lezac z nogami opartymi o sciane i wpatruje sie w przeplywajace chmury, badz ogladam wieczorem rozgwiezdzone niebo...
Dzis mam nadzieje, ze uda mi sie obejrzec pokaz sztucznych ognii, wszak jutro narodowe Swieto Francji 14 lipca, i z tego powodu prawie w kazdym miescie organizowane sa takie pokazy, defilady... coz dlugi weekend trwa i polega na swietowaniu, co robimy najlepiej jak potrafimy :D

W niedziele wiec bylo jezioro z przyjaciolmi, dzis pokaz sztucznych ognii, i chlodne wino, jutro grill z przyjaciolmi... salatki juz zrobilam... nawet sukienke na jutro wyprasowalam...bo jutro znow ponad 30°C . Lubie moje zycie, choc nie zawsze uslane jest rozami... wazne bowiem, by umiec cieszyc sie najprostszymi rzeczami, krotkimi chwilami kiedy smiejemy sie radosnie, bo jak to kiedys stwierdzilam, minuta smiechu to godzina dluzsza :P

Cieszmy sie wiec i nie stawiajmy zyciu zbyt wielu wymagan... bo im mniej oczekujemy tym wiecej dostajemy... Nie trzeba miec wiele by sie dzielic ,czasem wystarczy usmiech, dobre slowo, i nagle okazuje sie, ze zycie zmienia swoje oblicze... tak jak ten moj balkon :)

Lubie zmiany, lubie cos tworzyc, lubie zycie, i lubie chlodne wino i ciepla kawe... bawcie sie dobrze w swoim zyciu, szkoda kazdej chwili :)

Jak widac, mam mini sofe ;P jest to gabka, ktora mialam ze starego fotela, dalo sie latwo ja zgiac by miala odpowiedni ksztalt. Material w kratke wyzebralam tej wiosny od mojej Mamy :) Dziekuje Mamus :D Pasuje idealnie prawda? :D
Za poduszka moj nowy nabytek, doniczka ozdobnych traw... wlozylam ja do plastikowego woreczka, i potem do szyfonowego woreczka... Wszystko jest bezpiecznie zamocowane i tym samym nikt nie ryzykuje, ze trawy spadna mu na glowe :)

Bardzo chcialam zrobic jakies zdjecie bez Koty, ale niestety... okazuje sie, ze jest to nadal jej ulubione miejsce...
pojawil sie tez nowy kwiat - w bialym wiklinowym koszyczku ... ma drobne listki i kwiatuszki podobno nazywa sie nieprawdziwym wrzoscem... w sumie podobny do niego :)

Kota ma tez swoja trawe, uwielbia ja podjadac. Uwielbia tez nowy dywanik... ja zreszta tez :)
Tutaj tez widac, jak rozrosly sie moje roslinki... 


Pyszna trawka omomomomom :)










W lewym dolnym rogu, jest maciejka, w koncu zakwitla i pachnie oblednie!!
Oslonke na doniczke zrobilam z podkladki pod talerz, po prostu przecielam ja wzdloz, na pol, i obwiazalam potem sznurkiem i dolozylam wstazeczke.. proste a efektowne rozwiazanie dla kazdego :) Poelcam!




Do zobaczenia kochani :) profitujcie lato :D


środa, 8 lipca 2015

Wielki blekit

Oj pojechaloby sie nad morze... A przeciez ja dopiero wrocilam z wakacji, cudownych wakacji! no moze nie dopiero, ale ponad 2 tygodnie temu, i prawde mowiac dopiero teraz powraca mi ochota do robienia czegokolwiek.
Nadmienie tylko, ze dzis w koncu nadszedl dzien w ktorym odpoczywamy od afrykanskich upalow, ktore sa tak meczace i tak trudne do zniesienia, ze kiedy pojawia sie ochota do pracy to znika ona rownie szybko jak sie pojawila!:P

Od kilku dni spie w salonie, na wprost drzwi balkonowych, w przeciagu pomiedzy kuchnia a salonem.. inaczej sie nie da! W mieszkaniu mialam przez caly czas prawie 30°C wiec naprawde spac w takich warunkach sie nie da, przynajmniej ja nie daje rady.
Dzieki tym biwakowym warunkom, narodzila sie jednak calkiem sympatyczna mysl...chyba mozg mi przewietrzylo to spanie w przeciagu :)

Jakis czas temu R. przyniosl mi 2 puszki niebieskiej farby do drewna. Ucieszylam sie bardzo, ale zaraz pomyslalam sobie "rety do czego niby ja ja uzyje, przeciez ja wszystko na bialo maluje"...choc ja kocham niebieski kolor, i turkusowy... od razu pomyslalam o bialym domu z niebieskimi okiennicami, ale przeciez ja ani domu ani tym bardziej okiennic nie posiadam :P wiec myslalam dlugo, do czego ja moge wykorzystac... Od kilku dni chodzila tez juz za mna ochota na przemalowanie czegokolwiek, na jakas zmiane w mieszkaniu ... oj dziwny to stan, chyba tak jak alkoholik szuka flaszki, tak ja laze po chacie, rozgladam sie i rozmyslam co by tu zmienic....

I wczorajszego ranka, przypomnialam sobie o drewnianej poleczce, ktora dostalam od przyjaciol z polnocy, oni chcieli sie jej pozbyc, a ja ja z checia zaadoptowalam i ...schowalam pod szafe, bo jeszcze wowczas nie wiedzialam jak ja wykorzystac... 


Jak widac, poleczka byla podniszczona... i posiadala trojkacik, ktory kompletnie mi w niej nie pasowal, wiec go zdemontowalam. Poleczka robiona byla wlasnorecznie przez naszego przyjaciela, wiec zalezalo mi, zeby ja jednak zatrzymac u siebie, na pamiatke :)

Poszla wiec w ruch ta niebieska farba od R. ... i tak wczorajszy dzien gdy na zewnatrz panowal afrykanski upal, i wewnatrz prawie tez, spedzilam na malowaniu, wierceniu i eksponowaniu... Bo na poleczce znalazly sie wszystkie moje ukochane filizanki, w odcieniach i kolorach, ktore uwielbiam..
I choc jestem fanka bieli, tego nic nie zmieni - to uwazam, ze niebieska poleczka swietnie ozywila nasz jadalniany kacik... i wcale nie kloci sie z reszta salonu... no ale to moje skromne zdanie :)

A co Wy o tym myslicie? :)














Pozdrawiam Was przemilo! 
No nie wypada powiedziec, ze goraco :P

czwartek, 4 czerwca 2015

Wakacje / Vacances

Swiat pomimo odejscia Macka nie zwolnil, wszystko plynie...

Jest noc, dzien, wschod i zachod slonca, i przychodzi tez czas na wakacje. Dlugo nie wiedzielismy czy w ogole pojedziemy, no ale cale szczescie.. wyjazd jutro po poludniu, kierunek Polska...

W tzw. miedzyczasie stalam sie posiadaczka kanapy, na ktora chorowalam juz od x czasu, czyli ikeaowskiego Ektorpa. Kanapa przechodzona, ale wcale mi to nie przeszkadza :) bo kupilam ja od tej samej babeczki, od ktorej kupilam fotel (patrz pierwsze zdjecie )
Jestem szczesliwa, ze stoi juz u mnie w salonie i cieszy nas i naszych gosci, ktorzy wczoraj sie tak dobrze na niej czuli, ze wstac z niej nie chcieli ;) 
Kota zreszta tez kanape zaakceptowala, i lubi urzadzac sobie na niej poranne drzemki :) A poranna kawa, ktora pijemy razem z R, jakos od razu inaczej mi dzis smakowala :)





No jak widac, kanapa rozgoscila sie u mnie na dobre, i moze jeszcze kiedys wymienie sobie te druga kanape.... no ale na razie ciesze sie chwila i .... lece pakowac walizki....

Odezwe sie zapewne po 21 czerwca... z wrazeniami z Polski, i mam nadzieje, ze nasi francuscy przyjaciele beda z tego wyjazdu zadowoleni!

Zyczcie wiec nam pieknej pogody :P, tylko dobrych wrazen i spokojnej, nudnej podrozy :D

P.S.
Podroz zaczynamy od polskiego wybrzeza, potem Mazury/Gizycko, potem Lodz/Pabianice, nastepnie Krakow i Szczawnica... podroz sentymentalna.... 

Sciskam Was mocno :)