czwartek, 15 grudnia 2011

Niby mam czas, ale go nie mam!

Remont na klatce schodowej trwa, zatem warstwa kurzu w mojej chalupie przyrasta wprost proporcjonalnie!! Szczerze mowiac rzygac mi sie juz chce od tego syfu!!Bede muala prac wszystko jeszcze raz, i na dodatek sprzatac znow generalnie, bo kurz, pyl i wszelakie inne drewniane opilki wiadomo, ze wleza wszedzie!!
Oprocz tego moja instruktorka chce zebym jezdzila i tak dzis np mialam juz jazde o 9h do 10h i drugi raz musze pojechac na 13h do 14h... Zgodzilam sie na to, bo dzis mi powiedziala, ze bedzie chciala mnie zapisac na egzamin, ktory ma byc na koniec stycznia, a chetnych jest sporo, a miejsc niewiele! Zatem robie to co mi kaze, szczegolnie, ze jeszcze na zajecia nie jezdze i chce wykorzystac jak najefektywniej ten czas. W przyszlym tygodniu musze jezdzic jak najlepiej, zeby utwierdzic moja instruktorke w tym, ze na egzamin sie juz nadaje!!
Jak narazie jest to moj priorytet!!

Poza tym prezentow zadnych nie mam, dzis po poludniu mam zamiar zaczac czegos szukac, moj bratanek niesmialo zapytal mnie o plyte jakiegos francuskiego rapera... Boze, ze tez dozylam takich czasow ;))
Czy znajda ta plyte w sklepie to nie wiem, ale poszukac musze, a czas mam okrojony do minimum!! Poza tym musze poleciec do pewnej instytucji i wyjasnic sprawe z pieniedzmi. Korzystamy bowiem z dodatku mieszkaniowego, ktory wplacany jest wlascicielowi mieszkania, a ten przyslal nam list, ze nie otrzymal on tych pieniedzy juz 2. miesiac!!! No koszmar jakis!! I odkrecac, i wyjasnic to musze!

Chcialabym juz zajac sie przygotowywaniem potraw na Wigilie... ale sen z powiek spedza mi to, ze R. bedzie jechal po swojego Syna... na dodatek pociagiem, bo w tej chwili jestesmy bez auta. Bilety sa jednak tak drogie, ze roznosi mnie wprost od srodka tak, ze echhhh az mowic nie bede, bo szkoda slow!!!
No i w ogole jakos tak niby wlasnie nie pracuje, a ciagle cos mi wypada, i cos zalatwiac musze, a to jazdy, a to ktos czegos potrzebuje, a to po prsotu jade wypic z kolezankami kawe... chyba kompletnie nie potrafie sie zorganizowac! Musze nad tym popracowac, bez dwoch zdan!!!
No i za chwile mamy rocznice slubu...ale zapewne bedzie tak jak zawsze, czyli... ot dzien jak kazdy inny... w sumie to i mnie sie swietowac jakos tego dnia nie chce.

No nic to, koncze bazgranine i spadam, bo przeciez na jazdy musze poleciec... obym ten egzamin zdala za pierwszym razem!! Howk :)))

sobota, 10 grudnia 2011

Kawa z kardamonem

w takie dni jak ten, tylko taka kawa pomaga, i nie o to chodzi, ze spiaco jest jakos, pochmurno, wietrznie i mokro, tylko o to, ze jakis taki nastroj bardziej listopadowy mam niz grudniowy.
Kawa pyszna, a i dzieki niej zachcialo mi sie cos popisac.
Generalnie nie przelewam tutaj jakis glebokich mysli, moze ich nie mam :P
A moze, mi sie nie chce z nimi afiszowac, moze wole popisac o moim zwyczajnym zyciu, jak picie kawy i siedzenie w szlafroku w sobotnie przedpoludnie, i sluchania mojego ulubionego radia jakim jest francuskie RFM.

Dom staram sie ogarniac, przystrajac swiatecznie, ale niestety przez wiecznie trwajacy remont na klatce schodowej nie jest to takie latwe. Teraz panowie skonczyli w koncu gladzic sciany i sypac dookola bialym pylem gipsowym, widac juz nawet koniec tych prac, ale wlasnie od wczoraj dzialaja z diabelsko glosna maszyna na drewnianych schodach i przykleja kartki, o tresci "nie dotykac poreczy" "nie chodzic po polowie schodow" i juz sie zastanawiam czy mam zaczac uczyc sie fruwac, a moze lewitowac? Nie uda mi sie to jednak, bom za ciezka, i prawo grawitacji mialoby w moim przypadku niezly ubaw!

R. w pracy pogina, choc nie pracuje na etacie, zasilil bowiem jak na ta chwile szeregi bezrobotnych i czeka na wyplate swojego pierwszego zasilku dla bezrobotnych, ktory przyznano mu na 2 lata w wysokosci nie oszalamiajacej... w kazdym razie plan na otwieranie firmy jest, nawet zamowilam juz dla niego wizytowki. Przez net oczywiscie to zrobilam, sama je zaprojektowalam i wypelnilam trescia, i nawet wzielam sie za robienie bloga professionalnego dla niego, glownie ze zdjeciami jego prac. Minus jest tylko taki, ze komputer R. odmowil posluszenstwa i nasz znajomy, domorosly informatyk bedzie probowac odzyskac zdjecia z dysku tego umarnietego kompa. Kiedy to jednak nastapi to nie wiem.

Ja mam pierwsze jazdy za soba... nie zapeszam jednak... jakby co to na koniec stycznia mam miec juz egzamin... pozyjemy zobaczymy, jesli zdam to stawiam wirtualnego szampana! W kazdym razie kazdy dzien rozpoczynam od przegladania ogloszen z uzywanymi autami... nie ma to jak sie odpowiednio programowac, prawda? :))) Mam bowiem taki plan, ze jak tylko stane sie posiadaczka prawa jazdy to kupuje auto, nie jakas wypasiona bryke rzecz jasna, bo na to mnie nie stac, ale cos, czym bede mogla sie przemieszczac z nieukrywana satysfakcja, mam cicha nadzieje, ze cos do 1000€ max znajde. Kase na to auto bede miec, jesli zaczna mi placic za nauke i prace :) a to juz zaczyna sie od grudnia, pierwsze pieniadze powinnam wiec dostac juz w styczniu... no ale jesli okaze sie ze mam problem z papierami, a moze taki problem sie pojawic przez ten cholerny brak paszportu... no zobaczymy, najwyzej auta nie bedzie... ech dobra nie nakrecam sie negatywnie, co ma byc to i tak bedzie!

No i jakos kawa sie skonczyla... jak ktos ciekaw i tu zaglada, to wie teraz co u mnie :) niby nic, ale ciagle czasu nie mam, towarzysko sie rozwijam, znajomych sporo, a i jakos czas mi szybciej niz zwykle umyka...
W Alzacji czuc zblizajace sie Boze Narodzenie, na starowce stoi fantastyczna karuzela, pachnie grzane wino, swiateczne piosenki plyna do ucha, a usmiechnieci i rozbawieni ludzie sa wszedzie... pierniki, zabawki, i wszystko to co ze Swietami zwiazane mozna juz znalezc na alzackich starych uliczkach, a miasto na M. pomimo grudniowego deszczu wyglada pieknie, w Strasbourgu rownie przyjemnie, wiem bo bylam w poprzednia niedziele, ale karuzeli nie maja wiec... przegrywaja :PP

Na dowod krotki film :)

piątek, 25 listopada 2011

Pierwszy krok do tego milowego!

Wczoraj mialam egzamin teoretyczny z prawa jazdy!

No i zdalam go :))))
Zatem polowe prawa jazdy juz mam w kieszeni :DD
Jestem z siebie dumna, tym bardziej, ze zdalam jaka jedna z nielicznych :D I to na dodatek nie w swoim jezyku ojczystym :D Zatem, jak sie tu nie cieszyc!!
No ale butelka szampana pozostaje w lodowce, otworze ja kiedy juz bede miec wszystko za soba :))
A tymczasem jade sie umowic na jazdy :)) Trzymajcie kciuki!!!

piątek, 18 listopada 2011

Ja pierdziuuuu



czasu nie mam, duzo sie w mojej glowie dzieje, planuje a w sumie bardziej afirmuje, a mianowicie ze zdalam i mam prawo jazdy, ze swietnie sobie poradze z nauka, i w ogole z zyciem. Jedyne co mi nie wychodzi to chudniecie i widze ze jest ze mna coraz gorzej! Probuje psychologicznie podejsc do problemu, bo jest to dla mnie problem.
Chcialabym zapisac sie na step... ale czuje jakies blokady w sobie jak o tym pomysle, a przeciez to dla mojego zdrowia!
Zle mi ze soba w tej cielesnosci, tesknie za mniejszym rozmiarem!
A tak z innych doniesien, to dodam, ze wije nasze gniazdo...a raczej moje gniazdo, bo R. albo pogina w robocie albo poszukujac robot, albo sie rozrywkujac, a ja jakos nie mam ochoty rozrywkowac sie wraz z nim, wole cwiczyc testy i uczyc sie, a na rozrywkowanie przyjdzie czas, ale pozniej :) Wicie gniazda polega na liftingowaniu naszego M...chyba chce sie czuc bardziej domowo, a moze mam poczucie, ze jednak Mulhouse staje sie moim miastem...
Juz niedlugo ulice rozswietla sie swiatecznymi swiatelkami, choinki na starym miescie beda jak zawsze piekne, a napotkani ludzie beda sie usmiechac, ot tak, bez powodu, bo ogarnie ich swiateczny czas...Ja juz odliczam dni do tegorocznego Marché de Noël, 24 listopada oficjalnie rozpocznie sie czas przygotowan do Swiat Bozego Narodzenia, i swoje podwoje otworza swiateczne stragany na rynku starego masta. Swieta spedze znow we FR, niby nie sama, ale.. no nic to zobaczymy, dobrze ze mam choc kilka kanalow polskich w TV to moze jednak jakos to bedzie, w koncu to raptem kilka dni...
Uch ale zima powialo :)) No bo wlasnie jakis takis ten czas u mnie... niby listopad cieply w tym roku, tylko ja jakas taka lodowata sie zrobilam... az sama sie sobie dziwie, bo ja przeciez z natury ciepla i empatyczna osoba bylam... no wlasnie czas przeszly. Ja to juz nie ta sama osoba co kiedys czy mi z tym zle??? Nie wiem, wiem tylko tyle, ze do zycia potrzebuje moich malych sukcesow!

sobota, 22 października 2011

4 lata



minely jak z bicza strzelil...
i jak na razie nie zaluje. Nie zawsze jest rozowo, jednak dzieki Francji, dzieki wyjazdowi z rodzinnego domu jestem dzis inna niz kiedys i co najwazniejsze, swiadoma swoich potrzeb i pragnien. Mam poczucie niezaleznosci i bardzo to lubie :))

niedziela, 16 października 2011

Choram jest

biore antybiotyk.
Kolka nerkowa mna poniewiera, a ktos kto to mial to wie o czym mowie, bol ponoc jest porownywalny do tego porodowego... no to ja w swoim zyciu juz rodzilamw takim razie kilka razy, a w nocy z poniedzialku na wtorek rowniez... boli mnie zajebiscie, choc w tej chwili odrobine mniej i lacze nadzieje, ze to juz jednak ostatnie podrygi bolu i calkiem mnie w koncu odpusci! Byle jak najszybciej!
Moj ojciec jest w szpitalu, dzwonil do mnie w srode, chyba sie stesknil za mna ;) i wlasnie mial rozbijane kamienie nerkowe - coz za zbieznosc z dolegliwosciami corki ;) - poza tym bedzie mial biopsje, bo ma przerost prostaty... Ech zycie, Matka Polka tez nie najlepiej ze zdrowkiem stoi... martwie sie... No ale coz, nie ma mnie tam wiec polegam tylko na rozmowach telefonicznych, tylko szkoda, ze nie mozna tak mamusi przytulic przez telefon, ani wpasc do niej na przepyszny obiad z deserem :)
Nic to koncze, bo chyba glodna jestem... znaczy sie.... zdrowieje?! :D

wtorek, 4 października 2011

W telegraficznym skrocie:

1. R. oficjalnie jest jeszcze zatrudniony do 24 pazdziernika, a tymczasem pracuje u kogos innego, calkiem prywatnie, jest plan otwierania dzialalnosci, ale moj malzonek ma dupe pelna strachu, no ja dobrze rozumiem, ale wkurza mnie, ze zamiast ta dupe spiac i sie wziac za organizacje, to wiecej jeczy niz dziala! Mam nadzieje, ze jest to stan przejsciowy, a jesli nie, to mnie szlag trafi i nie wiem jak to przetrwamy!

2. Przyjeli mnie na robienie dyplomu, bylo fajnie, przez caly jeden tydzien! Pozniej niestety okazalo sie, ze nie chca mi pojsc na reke i nie moge w tym samym czasie robic prawa jazdy! Zrezygnowalam wiec z robienia dyplomu i wybralam prawo jazdy, bo drugi raz taka gratka moze sie nie powtorzyc, szczegolnie, ze UE doklada do tego mojego prawka.

3. W czwartek mam rozmowe w sprawie innego dyplomu, zobaczymy czy mnie przyjma... wiadomo, ze musze byc pewna siebie, zeby osiagnac cos czego moge sie troche obawiac... Jesli mnie przyjma, zaczne od grudnia.

4. Nie zrobilam w PL paszportu, i kompletnie nie wiem dlaczego tego nie zrobilam?!?! Chyb mi rozum odjelo i jasnosc myslenia... mysle o tym, ze musze zrobic ten paszport, tylko sie zastanawiam czy koniecznie musze jechac do Lille czy moge jechac do np. Paryza, bo on blizej przeciez i w sumie powinni mi zrobic paszport w placowce umiejscowionej najblizej mojego miejsca zamieszkania! Wyjazd do Polski bylby bardzo fajny zeby ten paszport zrobic, ale nie wiem czy by sie kalkulowal, a nie ma co sciemniac czas podrozy jest znacznie krotszy.

5. Zaczelam prawo jazdy, i na ten temat na razie cisza, bo poki go nie zmaterializuje to nie ma o czym gadac.

6. Czuje, ze zajda jakies zmiany w moim zyciu, ale nie wiem jeszcze jakie... ale na razie istnieje tak troche w zawieszeniu...

7. Czas sie wziac za siebie, bo wygladam okropnie, co uswiadomily mi do kwadratu zdjecia zrobione na potrzeby kursu PJ... zaczynam od dzis, trzymac kciuki prosze, bo mam sporo do zrzutu!

Howk!

środa, 14 września 2011

Dola mam dzisiaj

z kazdej strony dostaje w leb, nie, zle mowie, to po prostu proza zycia mnie doluje przysylajac z predkoscia swiatla faktury do zaplacenia, a kasa niestety z taka sama predkoscia z portfela wyplywa a nie wplywa.
Zla jestem chyba na to moje zycie, i od jakiegos czasu zaczelam sie zastanawiac nad tym "co by bylo gdyby". Wiem, ze myslenie o takiej tresci kompletnie nie ma sensu, i powoduje, ze czlowiek jeszcze bardziej jest niezadowolny i rozczarowany ze swojego zycia. Mowiac tak w skrocie, to najwiekszym problemem sa pieniadze, a raczej ich brak... i jak sobie pomysle, ze wczoraj ktos mieszkajacy w Normandii wygral ponad 162 miliony euro to az mnie rozklada na czesci pierwsze. Mam tylko nadzieje, ze szczesliwy posiadacz tego losu, nie zszedl wczoraj na zawal dowiedziawszy sie, ze wlasnie zostal mega milionerem :) Mnie by wystarczylo male 7 tys euro.. ot tak zeby wyjsc na prosta... Przy tych milionach to male miki, nie? No ale miec, a nie miec robi jednak ogromna roznice :))

P.S.
No i nadal czekam na odpowiedz... prawde mowiac to oczekiwanie tez mnie o siwe wlosy przyprawia.

wtorek, 13 września 2011

Jak na razie to,

zmieniam czesciej szate bloga niz pisze cokolwiek :) Ale jak na razie nie mam o czym sie z Wami podzielic... no moze moglabym powiedziec, ze dzis mialam sen... no ale to przeciez zadna atrakcja, kazdy raczej cos tam sni... Moj sen jednak byl dzis dosc dla mnie meczacy, a mianowicie snilo mi sie ze bylam w ciazy, nie wiem tylko z kim :P w kazdym razie ow stan mnie bardzo denerwowal i stresowal, szczegolnie, ze kazali mi sie jacys ludzie mocno skupic na samym akcie porodu!! Mysle sobie, ze sen odzwierciedla oczywiscie moje oczekiwanie. Czekam bowiem w napieciu na odpowiedzi czy mnie przyjma tu i owdzie, i czy wyjdzie nam otworzenie firmy... Pelno mam watpliwosci, ale w sumie klamka zapadla, firma i tak bedzie, a wszystko jest tylko kwestia czasu. Jak na razie to 20.09. idziemy na spotkanie na ktorym dowiemy sie czym to sie je i jaka opcje wybrac, by bylo jak najkorzystniej.
No i poza tym... odpoczywam sobie, totalnie staram sie wyluzowac... latwo nie jest, bo problemy sa, ale... no wlasnie codziennosc przeciez tez ma swoje prawa, zatem ide robic obiad, dzis mielone, ziemniary i mizeria... prosto i swojsko :) Mniam :D

poniedziałek, 5 września 2011

Stres mam!!

Dopiero co wrocilam z PL, a wpadlam od razu w wir codziennosci. Dzis czeka mnie spotkanie w sprawie kursu na prawo jazdy, zaakceptowali moje papiery, i w poprzedni czwartek zadzwonili do mnie zapraszajac na spotkanie... Nie wiem dlaczego ale cholernie sie stresuje, chyba za bardzo mi zalezy, i przez to mnie tak zjada od srodka :/ Jutro mam kolejne spotkanie dotyczace mojej przyszlosci, i to tez doklada mi do pieca... tez mi bnardzo zalezy zeby mnie przyjeli na robienie tego dyplomu, i cykam sie okropnie, bo ciagle mi sie wydaje, ze za malo wiem, i mysle sobie, ze sa lepsi ode mnie, co z palcem w nosie sie na ten dyplom dostana ... Oj glupia ja, dlaczego ciezko mi uwierzyc w slowa mojej formatrice, oraz innych osob, ktore uwazaja, ze spokojnie moge sie dostac i na prawo jazdy i na robienie tego dyplomu?? Pokierana baba ze mnie, bo w dniu codziennym raczej wierze w siebie i w swoje umiejetnosci, a tu... ech... Dam znac, jak to wszystko wyjdzie... mam nadzieje, ze wbrew moim skretynialym myslom, odblokuje mi sie w glowie jakas magiczna klapka i stres ze mnie zejdzie przed spotkaniami niczym powietrze z dziurawego materaca!

P.S.
o pobycie w PL postaram sie cos skrobnac innego dnia, jak widzicie czestotliwosc moich wpisow jest nedzna, ale co zrobic, jak mi sie nie chce pisac... poza tym tyle roznych rzeczy sie dzieje, ze ciezko to przelewac non stop na moja blogowa strone :))

Pozdrawiam zagladaczy i podgladaczy ;))

piątek, 24 czerwca 2011

Alez mi sie nic nie chce!!!

W domu mam rozpierduche totalna, syf, kila i mogila, i co najgorsze - az siebie nie poznaje - zupelny brak checi na jakiekolwiek uporzadkowanie tego syfu, nawet teraz zamiast dzialac z zapalem, badz chociaz z poczucia obowiazku, to siedze i pisze, a minute wczesniej skonczylam grac na fejsie... Rozmemlana jestem jak flaki z olejem i nijak nie wiem jak sobie z tym poradzic, a moze mi to jakos wcale nie przeszkadza??? Rety, jesli okazaloby sie to prawda, to chyba czas sie nad soba zastanowic ;) No ale skoro pisze o tym, to chyba, az tak obojetne to to mi nie jest! :)
Godzine temu R. wyjechal do Niemiec po swojego syna... no i chocby sie walilo i palilo, musze do jutrzejszego poludnia ogarnac wszystko na tip top... no przesadzam z tym tip topem, ale ogarnac jakos musze... a tu sterta zmywania czeka, pranie do powieszenia, nastepne pranie do wstawienia, zmiana poscieli, uporzadkowanie sterty ciuchow, ktore zalegaja w pokoju mlodego od x czasu... no i lodowka, bo dzis ja odmrozilam i musze ja umyc... a no i musze przeciez jeszcze doszorowac lazienke i kibelek, umyc podlogi, a potem to juz tylko siebie i walnac sie do wyra...
I tak sie zastanawiam czy zrobic to wszystko teraz, polozyc sie po polnocy i wstac kolo poludnia, czyli tuz przed powrotem R. .. czy wstac skoro swit i zabrac sie do roboty? Hmmm.. chyba jednak juz wiem... zabiore sie za robote teraz, a jutro pospie sobie i leniwie wypije poranna kawke grajac w ulubiona gierke... aaaa no a potem to juz musze tylko wlosy ufarbowac, bo siwizna sie przebija... Niby jakos mi to nie przeszkadza koszmarnie, bo w robocie nie moge sie rozpuszczac, ale jakos tak starowinkowato sie czuje z tymi jasnymi odrostami.
Ech dupowato sie czuje jakos, a i moj staz mnie wkurza nieprzecietnie... zrobilam sie jakos wyszczekana po tym francuskiemu i dzis powiedzialam co mysle o mojej szefowej, wprost prosto w jej twarz... zmrozila mnie wzrokiem Bazyliszka, ale okazalam sie dosc odporna na palace spojrzenie i odpowiedzialam w taki sam sposob. Zatem mam teraz wykopany wojenny topor i ciezko bedzie go zakopac, w sumie w ogole jakos nie zalezy mi zbytnio na tym zeby zostal zakopany, co ma byc to i tak bedzie, a wiem od kolezanek z roboty, ze baba miala cos do mnie, i w sumie nie wiadomo co, bo pracuje jak wyrobnik na przodku, a i z mysleniem jak co niektorzy problemow nie mam. Kolezanka Brigitte powiedziala mi, ze wlasnie najprawdopodobniej w tym jest problem, IQ za wysokie to i problemy w robocie. Z tego tez powodu kolezanka Brigitte lat 51 szuka sobie innej pracy, w tej samej domenie, ale na wyzszym stanowisku bo ma do tego wszelkie umiejetnosci i papiery, no i ma dosc tez ciezszych rozmow z szefowa, dla ktorej myslenie logiczne okazuje sie byc jej achillesowa pieta. Nic to, jakos dam rade, poza tym w domu staruszkow zostaje do 5 sierpnia, wiec jeszcze miesiac z kawalkiem, a moja najlepsza motywacja jest... comiesieczny wplyw gotowki na konto. W lipcu chce kupic bilet do PL... no bo ten cholerny dowod osobisty musze odebrac. I jak wszystko dobrze pojdzie to w sierpniu w ojczyznie sie objawie... no ale tfu tfu tfu.. wole nie zapeszac!

No dobra, a teraz doopa w troki o do roboty! O polnocy strzelam sobie kieliszek winka.. na dobry sen rzecz jasna :D

niedziela, 5 czerwca 2011

"Minuit à Paris"

bylam na tym w kinie dzisiaj...
To nowy film znanego Woodego Allena, mowiac szczerze jestem zauroczona tym filmem, a przede wszystkim muzyka!! Muzyka, stanowi rewelacyjne dopelnienie tego pieknego obrazu... kiedy wychodzilam z kina zalowalam, ze nie jestem akurat teraz w Paryzu...
Obejrzyjcie ten film jesli chcecie milo spedzic czas w towarzystwie paryskiej bohemy... no ale o tym juz ciiii :))



środa, 1 czerwca 2011

postanowione,

wybralam jednak zamrazarke! Stwierdzilam, ze lodowke kupie sobie nastepnym razem :)
Dzis rano wiec usiadlam do kompa, i dokonalam zakupu droga internetowa, po raz kolejny zreszta :) Pierwszym zakupem w tym sklepie internetowym byla pralka, nastepnym xbox 360 jeszcze jakies gry, maszynka do golenia, oraz wlasnie dzis zamrazarka :)



wg powiadomienia, ktore dostalam, to cudo bedzie u mnie w przyszlym tygodniu, i to wszystko za 220€ z kosztami dostawy :)

wtorek, 31 maja 2011

francuski PIT

w niedziele usiadlam do kompa, i zalogowalam sie na stronie dzieki, ktorej rozliczylam nas z tutejszym urzedem skarbowym. Jestem rada, ze w tym kraju, mozna dokonac tej rzeczy, miedzy innymi w taki sposob! Droga tradycyjna, papierowa rowniez istnieje, i w naszym regionie termin przesylania rozliczen papierowych minal wlasnie wczoraj, czyli 30.05. jak chyba w kazdym kraju - o polnocy. Internetowo moglismy poczekac z rozliczeniem do 23 czerwca, ale.. po co czekac, im szybciej tym lepiej, juz mam to z banki :) No wlasnie, bo za rozliczenie w naszym domu, biore sie ja, zreszta za wszystkie inne faktury i wypelnianie wszelkich innych formularzy i deklaracji rowniez biore sie ja... i robie to, bo: nie sprawia mi to zadnych trudnosci i co najwazniejsze, sprawia mi to po prostu przyjemnosc :)
Jak juz pisalam jakis czas temu, w PL nie bylam w stanie wypelnic zadnego PITu, oprocz wpisania swoich danych osobowych, oraz numeru podatnika, cala reszte oddawalam w rece mojej cioci, ktora siedziala w tym po uszy i z tego co widzialam, sprawialo jej to radosc! Tutaj natomiast, w momencie kiedy wyjmuje ze skrzynki pocztowej nasze zneznanie podatkowe, w ktorym wpisane sa juz zarobki mojego R. nie czuje niecheci, czy irytacji. Robie sobie dobra kawe, biore do reki zaswiadczenie o zarobkach mojego R z grudnia poprzedniego roku i sprawdzam kwote, ktora widnieje juz w formularzu. Jak wiadomo, w poprzednim roku moj R zmienial prace wiec musialam wziac 2 zaswiadczenia, ostatnie z poprzedniego miejsca pracy i to z miesiaca grudnia. Zsumowalam te kwoty i sprawdzilam, ze wszystko sie zgadza w formularzu. W tym roku dopisalam rowniez odpowiednia ilosc godzin przepracowanych przez R. na pol etatu, bo to tez wazne! A na koniec wpisalam swoj dochod, ktory jakby nie patrzec mialam dzieki temu, ze bylam na stazu. Wpisalam rowniez kwote alimentow, ktore R placi co miesiac, i ot to by bylo na tyle!
Potem sprawdzilam wszystko jeszcze jeden raz, a kiedy wszystko sie zgadzalo moglam jeszcze dorzucic wszystkie dane konta bankowego, na ktore jakby co zostanie przelana kwota zwrotu podatku. Gdybym nie podala tych danych zwrot podatku - jesli taki bedziemy miec, bo w sumie tego nie wiem :) - zostanie wyslany pod postacia czeku, ktory bedzie mozna zdeponowac w banku, w ktorym mamy konto.
Jak widac wiec, proces wypelniania zeznania podatkowego jest prosty, przyjemny i szybki... nawet kawa nie zdazyla mi wystygnac :)

A tak z innej beczki, to mam maly dylemat... chce kupic zamrazarke, a moze nowa lodowke z zamrazarka?? Jak do tej pory mam mala lodoweczke, w ktorej zamrazalniczek jest rownie wielkosci mikro :)i niewiele sie w nim miesci..
Co polecacie?? Sama zamrazarke czy lepiej 2 w 1? Ja jestem w kropce, choc w sumie skladam sie do tej opcji 2 w 1... no ale musze cos kupic szczegolnie, ze znow jestem na stazu i jednak jakas kase z tego mam... z poprzedniego stazu mam pralke, no to teraz czas na lodowke, czyz nie? ;)))

środa, 11 maja 2011

Jasna cholera nic tu nie pisze!

Tak sie wciagnelam w gre na fejsie, oraz w zycie na zywca, ze czasu na bloga nie mam, a i jakos tak kiszkowato mi sie pisze cokolwiek.
A powinnam, bo jak z bicza strzelil, przelecial 1. rok zycia w Alzacji... we Francji, ktora wydaje mi sie w tym regionie jak najmniej francuska... a w sumie juz troche tej Francji widzialam... poza tym przelecialy 4 lata pozycia z moim R. ... minelo 5 lat od rozwodu z exemmmm i 3,5 roku w innym kraju.

Musze powiedziec, ze jesli chodzi o moja skromna osobe, to pobyt w Alzacji wychodzi mi na korzysc, a wszystko to dzieki polozeniu geograficznemu tej jakby nie patrzec pieknej krainy. Alzacja sasiaduje z Niemcami oraz ze Szwajcarami co za tym idzie reegion dosc bogaty jest nie tylko w wino i sery, ale i w kase! :) Dzieki temu jest wiecej mozliwosci zarobienia, choc ja jak do tej pory korzystam ze stazy zawodowych oraz nadal sie ucze za co region alzacki oczywiscie mi placi! Nie sa to jakies nieslychane kokosy, choc mam tzw pelen etat czyli 35h tygodniowo, ale na waciki wystarczy :P wlasnie jestem w trakcie zastanawiania sie czy lepiej kupic sobie nowa lodowke wraz z zamrazarka, czy zostawic sobie mala lodoweczke, a zakupic wieksza zamrazare... w koncu lato za progiem, a nawet dobija sie juz do okien...i musze kupic cos takiego, a skoro do sierpnia jestem na wikcie "panstwowym" to trzeba to wykorzystac i zakupic sprzet AGD, ktorego mi brakuje! :) Hmmm a moze kupie i to i to?
Poza tym Alzacja sprawila, ze czuje sie lepiej pschicznie, choc serce mnie boli, ze moj R. zapieprza wiecej, i jakos nieslychanie wiecej kasy z tego nie ma... on tez zamierza wyrwac sie w poszukiwaniu pracy w Szwajcarii... niewatpliwie sie to bardzo oplaca, a od z domu do centrum Bazylei mamy jakies 40 min drogi samochodem... wiec nie jest zle, tym bardziej, ze np. teraz na najblizsza budowe musi dojezdzac rowniez 1 godzine!! Nie ma co tez ukrywac, ze zmiana klimatow w jakich pracuje wyszla by mu niewatpliwie na zdrowie - takze to psychiczne!
Coz bym mogla jeszcze dorzucic, by wyszlo mi z tego jakies male podsumowanie tego czasu na nowych alzackich smieciach... moze to, ze stalam sie jeszcze bardziej smielsza, jestem bardziej optymistycznie nastawiona do zycia, w sumie ogolnie rzecz ujmujac jestem szczesliwa... choc w sercu wraz z uplywajacym czasem czuje dziwna pustke po tej przeprowadzce, po prostu brakuje mi tej, jednak juz m o j e j polnocy FR.

Jesli chodzi o rozwod z exemmm i pozycie z moim R. - czuje, ze jest dobrze, i nie zaluje zadnej chwili, ktora dokonala sie juz w moim zyciu, choc czasami bylo tak, ze trzewia mnie palily, mozg rozsadzalo, a oczy wyplakaly tyle lez, ze juz wiecej nie moglam z nich nic wycisnac. Znam tez dobrze poczucie pustki w umysle i w ciele... wiem tez, ze wlasnie takie chwile sa w zyciu niezwykle potrzebne, po to by odczuc i zrozumiec, po co sie zyje, po to by poczuc swiadomie samego siebie, by dotrzec do tych granic, ktore wydaja nam sie juz nie do wytrzymania, a jednak je wytrzymujemy... okazuje sie przeciez, ze tak wiele mozemy zniesc; noszenie tych ciezarow jest proporcjonalne do ilosci szczescia, ktora mozemy przyjac i niesc... w koncu w naturze wszystko jest w rownowadze, i mysle, ze nawet najwieksze kataklizmy tego nie zmienia... przynajmniej dopoki ja zyje ;)

Mysle, ze moge jeszcze smialo powiedziec, ze nie czuje, ze w tym kraju
e m i g r a n t k a czuje sie o b y w a t e l k a
choc nie posiadam obywatelstwa FR (a zamierzam cos zaczac robic w tym kierunku by to zmienic) moze to kwestia tego, ze nie mam kompleksow, czuje sie pelna! Moze to dlatego, ze po prostu Polska jest od wiekow w Europie, a i mam dobrze poukladane w glowie dzieki szkole, rodzinie, no i nie ma co sciemniac zasob mojej podstawowej wiedzy szkolnej zdecydowanie przewyzsza poziom wiedzy tubylcow! Jednak najwazniejsze jest chyba jednak to, ze po prostu wierze w siebie!

I to chyba byloby na tyle... a jak mi sie cos przypomnij, to na pewno o tym napisze... o w sumie juz mi sie cos przypomnialo!
Gruba sie zrobilam w tej Alzacji! I za cholere nie potrafie tego zmienic!! A bardzo bym chciala! :))

sobota, 9 kwietnia 2011

Bo chcialam wykazac sie postawa obywatelska

i postanowilam, wraz z R. spisac sie powszechnie, wszerz i wzdluz i oczywiscie przez internet! Trabia na tym na TV Polonia, ktora czasem ogladamy, a i w necie atakuja mnie jakies informacje tego dotyczace... wiec mialo byc latwo i przyjemnie...

Prawde mowiac na checi sie skonczylo, bo ten pojebany za przeproszenie system kompletnie mnie nie odnajduje w swoim rejestrze po podanym przez mnie nr pesel... mojego R. tez nie odnajduje... to ja juz sie zaczelam zastanawiac czy ja w ogole jeszcze jestem obywatelka RP?!?!
Przykro mi bardzo, ale nie posiadam nr tel stacjonarnego, komorkowego tyz nie - no chyba, ze francuskie, ale tych formularz identyfikacyjny nie przyjmuje! Wiem, bo probowalam... za kazdym razem ukazuje sie moim oczom komunikat o takiej o to tresci:
"Nie udało się poprawnie zweryfikować tożsamości użytkownika. Proszę sprawdzić poprawność wprowadzonych danych lub skorzystać z innych pól dostępnych w sekcji „Dane do weryfikacji
Wypinam sie wiec cala moja szanowna na to spisywanie!!
Wg. mnie nie jestem az tak skretyniala, zeby nie umiec wypelnic jakiegokolwiek formularza tym bardziej w ojczystym jezyku! Stosuje sie wiec do wszystkich zalecen i wypelnilam wszystkie pola potrzebne do weryfikacji uzytkownika, no oprocz nr telefonow, wpisuje poprawnie kod i co... i jajco! Jeszcze zebym wypelniala formularz po francusku, no to moze zaczelabym sie zastanawiac nad tym, ze cos moze zle zrozumialam, albo co... ale do cholery po francusku nawypelnialam sie juz tyle formularzy i kwestionariuszy rowniez przez internet i nigdy jeszcze nie mialam zadnych problemow, a tu okazuje sie, ze mam...
zatem, niech sie buja caly ten spis, nie odpowiem na zadne pytania, bo jestem uzytkownikiem o trudnej do zweryfikowania tozsamosci... moze dlatego, ze nie mam tych nr telefonow, ale co mam podac nr mamy, brata, ojca, a moze babci??!!
Paranoja jakas!!
... chyba czas sie zaczac interesowac obywatelstwem francuskim...

poniedziałek, 21 marca 2011

Bryndza

no normalnie bezsens...
Nic tu nie pisze, bo mi sie nie chce, poza tym musialabym caly czas narzekac, a po co narzekac, jak to niczego nie zmieni.
Generalnie wklad w klawikordzie mi sie chyba wypisal, zwoje przegrzaly i robie sie totalna grafomanka, co najgorsze pomimo tego, ze cholernie mnie to wkurza to nie chce mi sie nic z tym robic. Leza obok mnie ze 3 ksiazki napisane w moim jezyku ojczystym, a ja normalnie jestem kompletnie na nie nieczula!
Poza tym nie wiem czy to ta anemia, a moze jakas menopauza sie u mnie zaczyna, albo jakis inny grzyb mi sie przyplatal, bo czuje sie czesto i gesto bezsilna, myslowo wypompowana i co najgorsze jakos taka zakrecona jak chinskie litery. Bardzo mnie to zastanawia, bo ja jestem z tego gatunku ludzi skoncentrowanych i skupionych, nie zapominajacych kodow pin do karty bankowej wlasnego meza , i nie grajacej pozniej slodkiej idiotki, probujac ta karte odzyskac z placowki banku...
Boze jaki wstyd... teraz mnie wszyscy juz w tym banku znaja i jak sie tylko pojawiam, z byle czym, to pytaja czy maz dzis w humorze, a on przeciez nie byl w "nie humorze" dlatego, ze mu zona kochana karte przyblokowala na tydzien... ot powiedzial tylko:
"Kurwa! ... - tu byla chwila ciszy - ... dlaczego kotku do mnie nie zadzwonilas, skoro widzialas, ze Ci kasy bankomat nie wyplaca po 2. razie kiedy wprowadzalas pin, nie pomyslalas o tym??"
Alez ja pomyslalam, i owszem, ale po co mialam dzwonic skoro mialam w moim slicznym telefoniku zapisany nr pin do jego karty, i nawet drugi pin do drugiej karty, a na dodatek przeciez przed wladowaniem tej karty do bankomatu rozmawialam z nim przez telefon... no to ja sie pytam, po co ja mam dzwonic do niego tyle razy, skoro on w pracy pogina, i nie lubi jak z byle pierdola sie dzwoni. No to wprowadzilam po raz 3. ten cholerny kod pin, i po raz kolejny pokazal mi sie komunikat, ze "operacja nie moze zostac wykonana" a po chwili znow ujrzaly moje oczy komunikat "karta zostala zatrzymana, prosimy zglosic sie po jej odbior w placowce ble ble ble" i wyplulo mi jeszcze karteczke z nr karty, data, i innymi cyferkami, w ktore sie nawet juz bardziej nie zaglebialam.
Przez to tragikomiczne zajscie to nie wiem ile czasu mi zajmie odbudowanie wizerunku kobiety zorganizowanej i konkretnej w tym cholernym banku? A moze lepiej nic nie odbudowywac? Moze dzieki temu, ze teraz mnie wszyscy znaja, bede mogla liczyc na jakies profity, jak chociazby ten smieszny futeralik na karte bankomatowa co mi go dali w prezencie, tylko ja sie pytam: na co mi futeralik do karty? Bo ja to bym wolala jakis zgrabny pokrowiec na telefon, w ktorym mam zapisany juz tylko jeden i poprawny kod pin do karty mojego wlasnego meza. Dziwi mnie tylko jedno, ze jeszcze pamietam numer do wlasnej karty... tylko ciekawe jak jeszcze dlugo!
:P

środa, 9 lutego 2011

Bo dobrze jest miec kalendarz w,

ktorym nie tylko moge znalezc przepis na wegetarianski bigos, badz dobra recepte na walke z przeziebieniem ale takze i pewne notki, ktore akurat bardzo mnie zaskoczyly... Jedna z nich postanowilam sie z Wami podzielic, bo jest... wg mnie po prostu zyciowa, prawdziwa i dowcipnie napisana :)

"INTELIGENT
Co wyroznia psy sposrod innych zwierzat z czlowiekiem na czele?
Przede wszystkim to, ze psy sa bardzo inteligentne. Pies moze od biedy przyniesc w pysku gazete z kiosku, ale nigdy nie ponizy sie, zeby ja czytac. A juz internetu z blogami nawet do ust nie wezmie. Po drugie, psy uczciwie kochaja i sa wierne. Ludzie te ceche psow - nie wszyscy wprawdzie - znosza z duza trudnoscia. Czlowiek glaszcze psa po glowie, a mysli o interesach. Gdyby czlowiek umial samego siebie naprawde poglaskac po glowie, to nie warczalby na innych ludzi."



P.S.
a u mnie nic nowego na razie... na wszystko znow musze czekac, a od tego czekania juz odciskow na dupie dostaje. No ale nic, trza byc twardym i nieugietym, to moze jednak odciski znikna, a kasy na koncie przybedzie :)

środa, 26 stycznia 2011

Zminilam szate

i lepiej mi :)
Rysunek Mai Berezowskiej jest cudny, i wg mnie idealnie oddaje moje samopoczucie hahahaha no zeby nie bylo, ze ja calymi dniami na golasa siedze i kaze sobie intelektualnie dogadzac :PPP ale cos w tym jest... nie bede sie jednak tutaj w interpretacje zaglebiac, bo moglabym pojsc za daleko, a blog jakby nie patrzec jest miejscem publicznym, choc mym prywatnym :)) Z reszta kazdy czytelnik w miare wyedukowany moze sobie sam dokonac interpretacji, w koncu wolno mu :)

Dzis popoludniu wyskakuje na maly szoping z moja kolezanka Bulgarka, w sumie nie mam za bardzo ochoty ruszac sie z kanapy, bo jakos od poniedzialku strasznie sie z nia zasymilowalam, jednak dla zdrowia glownie psychicznego musze dokonac tego aktu i odpepowic sie od niej. Zreszta dobrze jest moc pogadac o zyciu calkiem babskim, pomarzyc, posmiac sie, ot zmienic na chwile punkt widzenia :)

Dowiedzialam sie tez, ze jutrzejsze spotkanie w wiekszym babskim gronie nie dojdzie do skutku, szkoda, bo jednak fajnie bylo sie tak spotykac. Raz w tygodniu spotykamy sie z dziewczynami z kursu francuskiego, wiec jest nas troche, i na dodatek bardzo urozmaicone to nasze grono - pod wzgledem narodowosciowym roznorodne :) Fajnie jest moc poznawac inne kultury, religie i na dodatek obalac stereotypy. Co najwazniejsze pomimo roznic kulturowych swietnie sie rozumiemy i mamy podobne poczucie humoru - no w wiekszosci :) w sumie w kazdym narodzie znajda sie tacy co maja problemy z zaczajeniem dowcipu, wiec nie ma co sie czepiac :)

Poza tym ... do konca tygodnia trwaja moje wakacje, a pozniej biore sie powaznie za bary z moim zyciem zawodowym i zamierzam w koncu dzialac by realizowac moj plan, ktory wyglada nastepujaco:

1. prawo jazdy - zamierzam ubiegac sie o dofinansowanie tego projektu przez PE
2. szukanie formacji celem dalszego ksztalcenia sie - wycieczka do PE czyli tut. PUP
3. aktywne szukanie pracy w sektorze staruszkowym - ze tak to nazwe :)
4. chudnac!

no i to by bylo na tyle :)

wtorek, 18 stycznia 2011

ble, ble, ble...ble

i jakos tak mi nadal beznadziejnie, odretwiala jakas jestem koszmarnie, klopoty sie mnoza jak grzyby po deszczu, a ja je prawde mowiac przyklepuje i zamiatam pod dywan. Wychodze z zalozenia, ze i tak czy tak, kiedys wyjda na wierzch, a jesli nie wylaza teraz to niech se siedza dalej pod dywanem i czekaja... Biore sie za rozkminke problemow najwazniejszych, a te, ktore nie cisna mnie jak guma w zaciasnych majtach odlozone zostaly na polke...przypomna sie na pewno w odpowiednim momencie.
Zycie ucieka wprost szalenczo, dzien za dniem, cos sie konczy, i niby powinno sie cos zaczac, a tu nijak nie widze, zeby mialo sie cos zaczac, wrecz przeciwnie wiecej jest tego co sie juz konczy.
Strasznie duzo rozmyslam nad swoim zyciem, az chyba za mocno... czasem az mnie glowa boli. Ulozylam sobie plan, i zamierzam go zrealizowac, po pierwsze prawo jazdy, po drugie praca, po trzecie zycie... bo ono wymaga troski, po ostatnim bilansie zdrowia okazalo sie, ze mam anemie... tak, tak, ja tez bylam w szoku, bo to jakos nie idzie w parze z moja osoba, no ale jak wiadomo choroba nie wybiera. Uporam sie z tym, tak jak i z tymi nadmiarowymi kilogramami, ktore wprost uparly sie by mnie doprowadzac do szewskiej pasji, zatem tu tez kolejne postanowienie, lada chwila zaczynam ofensywne dzialania i postaram sie madrze zrzucac balast.
Staram sie tez ponownie wdrozyc w nurt pisania bloga, i znow mysle uporczywie o zmianie jego szaty graficznej, bo ta jakos przestala mi sie podobac, no i nuda wieje.
Z nowosci musze dodac, ze moj staz dobiegl konca, mam kontrakt o prace, ktory opiewal na cale 5 dni hehehe no ale lepszy rydz niz nic, poza tym dano mi nadzieje, ze w razie urlopow czy jesli ktos zachoruje to napewno bede pierwsza osoba, ktora bede chcieli u siebie widziec - milo, choc to tak naprawde nic nie zmienia w mojej sytuacji zawodowej. Zaczynam wiec znow szukac pracy, szukac nowej formacji, nie zamierzam spoczac na laurach, szczegolnie, ze moj francuski osiagnal poziom calkiem przyzwoity - choc oczywiscie ja nadal nie jestem jakos szczegolnie z siebie dumna, a w sumie powinnam byc! :)
Coz jeszcze moglabym dodac... aaaa wlasciciel naszego mieszkania powiedzial mi, ze w przyszlym tygodniu przyjda ludziska wymierzac okna, bo beda je wymieniac - i tu krzykne hura, bo okna sa stare, zniszczone i naprawde w zlym stanie wiec bez dwoch zdan trzeba je wymienic, no i remont na klatce schodowej sie zaczal i tu tez krzykne hura, bo i klatka schodowa obskurna jest bardzo, wymaga rowniez remontu... mam tylko nadzieje, ze przez te remonty nie okaze sie nagle, ze podniosa nam oplate za wynajem, badz zaskocza innymi wiesciami... no ale jak na ta chwile, to nie ma co sobie zasmiecac glowy zbednym gdybaniem, co ma byc to i tak bedzie...
A tymczasem ide pod prysznic, zeby zmyc z siebie zmeczenie calego dnia... mam nadzieje, ze niebawem tu wroce :)

niedziela, 2 stycznia 2011

Moj blog

od dluzszego czasu obumiera, a moze zapadl tylko w zimowy sen?
nie chce mi sie pisac, chyba dlatego, ze mysle sobie, ze nie mam nic ciekawego do powiedzenia, sporo sie dzieje, ale nie az tak zebym miala o tym pisac...
Od Wigilii zyje niczym w okopach, a wszystko to za sprawa prezentu gwiazdkowego mojego meza, ktory zeby bylo smieszniej sama mu podarowalam ;) jakby ktos nie wiedzial, to mam w domu doroslego chlopa - doroslego wiekiem rzecz jasna, ale czasem sobie mysle, ze dzieciak z niego okropny - no wiec, zeby mi sie chlop w domu nie nudzil to otrzymal pod choinke XBOXa360 i gre strzelankowa Call of Duty z serii tych najnowszych...
Owa aparatura zostala podlaczona pod odbiornik TV i tym samym najczestszym filmem przez nas ogladanym jest film wojenny - wlasnie w tej chwili zolnierz zdobywa Berlin - wojna jak wiadomo powszechnie trwala 5 lat, mam jednak nadzieje, ze moj chlop rozprawi sie z wrogimi wojskami znacznie szybciej i znow zapanuje w naszym domu pokoj i harmonia... a odbiornik TV znow zacznie nadawac znane mi juz programy.

Poza tym musze powiedziec, ze bylam na najgorszym Sylwestrze w calym moim zyciu, oraz, ze mam kwasowy nastroj, tylko sama jeszcze nie wiem dlaczego...
Nowy Rok kompletnie mi jakos nie byl potrzebny, ot nastapila zmiana daty, a w sumie wszystko jest bez zmian i tylko sie zastanawiam czy to dobrze, czy zle... nie wiem dlaczego ale jakos dziwnie boje sie tego roku... czuje jakis lek kiedy mysle o przyszlosci, a moze najzwyczajniej w swiecie boje sie tego co nieznane, oprocz tego nadal nie mamy stabilnosci finansowej, moj R. chce koniecznie zmienic prace, i ja go do tego namawiam...ech dziwne to wszystko jakies, mam tylko nadzieje, ze jednak wszystko bedzie dobrze! I tego wlasnie nam zycze - i Wam oczywiscie rowniez :)
DOSIEGO ROKU!! :)