piątek, 24 czerwca 2011

Alez mi sie nic nie chce!!!

W domu mam rozpierduche totalna, syf, kila i mogila, i co najgorsze - az siebie nie poznaje - zupelny brak checi na jakiekolwiek uporzadkowanie tego syfu, nawet teraz zamiast dzialac z zapalem, badz chociaz z poczucia obowiazku, to siedze i pisze, a minute wczesniej skonczylam grac na fejsie... Rozmemlana jestem jak flaki z olejem i nijak nie wiem jak sobie z tym poradzic, a moze mi to jakos wcale nie przeszkadza??? Rety, jesli okazaloby sie to prawda, to chyba czas sie nad soba zastanowic ;) No ale skoro pisze o tym, to chyba, az tak obojetne to to mi nie jest! :)
Godzine temu R. wyjechal do Niemiec po swojego syna... no i chocby sie walilo i palilo, musze do jutrzejszego poludnia ogarnac wszystko na tip top... no przesadzam z tym tip topem, ale ogarnac jakos musze... a tu sterta zmywania czeka, pranie do powieszenia, nastepne pranie do wstawienia, zmiana poscieli, uporzadkowanie sterty ciuchow, ktore zalegaja w pokoju mlodego od x czasu... no i lodowka, bo dzis ja odmrozilam i musze ja umyc... a no i musze przeciez jeszcze doszorowac lazienke i kibelek, umyc podlogi, a potem to juz tylko siebie i walnac sie do wyra...
I tak sie zastanawiam czy zrobic to wszystko teraz, polozyc sie po polnocy i wstac kolo poludnia, czyli tuz przed powrotem R. .. czy wstac skoro swit i zabrac sie do roboty? Hmmm.. chyba jednak juz wiem... zabiore sie za robote teraz, a jutro pospie sobie i leniwie wypije poranna kawke grajac w ulubiona gierke... aaaa no a potem to juz musze tylko wlosy ufarbowac, bo siwizna sie przebija... Niby jakos mi to nie przeszkadza koszmarnie, bo w robocie nie moge sie rozpuszczac, ale jakos tak starowinkowato sie czuje z tymi jasnymi odrostami.
Ech dupowato sie czuje jakos, a i moj staz mnie wkurza nieprzecietnie... zrobilam sie jakos wyszczekana po tym francuskiemu i dzis powiedzialam co mysle o mojej szefowej, wprost prosto w jej twarz... zmrozila mnie wzrokiem Bazyliszka, ale okazalam sie dosc odporna na palace spojrzenie i odpowiedzialam w taki sam sposob. Zatem mam teraz wykopany wojenny topor i ciezko bedzie go zakopac, w sumie w ogole jakos nie zalezy mi zbytnio na tym zeby zostal zakopany, co ma byc to i tak bedzie, a wiem od kolezanek z roboty, ze baba miala cos do mnie, i w sumie nie wiadomo co, bo pracuje jak wyrobnik na przodku, a i z mysleniem jak co niektorzy problemow nie mam. Kolezanka Brigitte powiedziala mi, ze wlasnie najprawdopodobniej w tym jest problem, IQ za wysokie to i problemy w robocie. Z tego tez powodu kolezanka Brigitte lat 51 szuka sobie innej pracy, w tej samej domenie, ale na wyzszym stanowisku bo ma do tego wszelkie umiejetnosci i papiery, no i ma dosc tez ciezszych rozmow z szefowa, dla ktorej myslenie logiczne okazuje sie byc jej achillesowa pieta. Nic to, jakos dam rade, poza tym w domu staruszkow zostaje do 5 sierpnia, wiec jeszcze miesiac z kawalkiem, a moja najlepsza motywacja jest... comiesieczny wplyw gotowki na konto. W lipcu chce kupic bilet do PL... no bo ten cholerny dowod osobisty musze odebrac. I jak wszystko dobrze pojdzie to w sierpniu w ojczyznie sie objawie... no ale tfu tfu tfu.. wole nie zapeszac!

No dobra, a teraz doopa w troki o do roboty! O polnocy strzelam sobie kieliszek winka.. na dobry sen rzecz jasna :D

4 komentarze:

  1. Majlooczku mój kochany.Tfu tfu szykuję się na Twoje odbieranie dowodu. A z tym "nic się nie chce" to ja Cię rozumiem. Mam tyle do roboty TYLE, że nie wiem za co najpierw się złapać. Muszę chyba to na godziny rozpisać.

    OdpowiedzUsuń
  2. hm... a co w sierpniu po stazu? Masz plan?

    OdpowiedzUsuń
  3. no co Ty mi nie powiesz? :)))... też mi się nic nie chce... pora taka /a może natura ludzka?/...
    z tą robotą to tak jest... nie można być za dobrym... kiedyś mnie pogonili z jednej... dlaczego?... bo za dobrze obsługiwałem firmowy komp, za dobrze mówiłem po rosyjsku i za dobrze liczyłem w pamięci... i klientki mnie lubiły /bo mnie wszystkie baby lubią :P :))/... i główny szeryf miał już tego dość... tak to jest... niby chodzi o dobrego pracownika, ale jak jest za dobry to niedobrze... katolicka logika: 'dobry' znaczy 'posłuszny'.... a w tym ostatnim to ja jestem kiepski, jak wiesz :))))...
    pozdrowaśki :* :))...
    aha... i odezwij się, jak już po ten dowód będziesz miała jechać... coś pokombinujemy... tak? :))...

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja Ci Maju powiem, ze mnie coraz mniej cieszy moja robota. Gdyby nie to "krociotkie miesieczne wskrzeszenie" wplywajace na konto to bym sie sama z miejscem pracy pozegnala:))
    Ptr no ja niewyrabiam:)) te Twoje katolickie skojarzenia...przepadles- przesiakles katolicyzmem :))) PO zdrowaski:)

    OdpowiedzUsuń