poniedziałek, 5 września 2011

Stres mam!!

Dopiero co wrocilam z PL, a wpadlam od razu w wir codziennosci. Dzis czeka mnie spotkanie w sprawie kursu na prawo jazdy, zaakceptowali moje papiery, i w poprzedni czwartek zadzwonili do mnie zapraszajac na spotkanie... Nie wiem dlaczego ale cholernie sie stresuje, chyba za bardzo mi zalezy, i przez to mnie tak zjada od srodka :/ Jutro mam kolejne spotkanie dotyczace mojej przyszlosci, i to tez doklada mi do pieca... tez mi bnardzo zalezy zeby mnie przyjeli na robienie tego dyplomu, i cykam sie okropnie, bo ciagle mi sie wydaje, ze za malo wiem, i mysle sobie, ze sa lepsi ode mnie, co z palcem w nosie sie na ten dyplom dostana ... Oj glupia ja, dlaczego ciezko mi uwierzyc w slowa mojej formatrice, oraz innych osob, ktore uwazaja, ze spokojnie moge sie dostac i na prawo jazdy i na robienie tego dyplomu?? Pokierana baba ze mnie, bo w dniu codziennym raczej wierze w siebie i w swoje umiejetnosci, a tu... ech... Dam znac, jak to wszystko wyjdzie... mam nadzieje, ze wbrew moim skretynialym myslom, odblokuje mi sie w glowie jakas magiczna klapka i stres ze mnie zejdzie przed spotkaniami niczym powietrze z dziurawego materaca!

P.S.
o pobycie w PL postaram sie cos skrobnac innego dnia, jak widzicie czestotliwosc moich wpisow jest nedzna, ale co zrobic, jak mi sie nie chce pisac... poza tym tyle roznych rzeczy sie dzieje, ze ciezko to przelewac non stop na moja blogowa strone :))

Pozdrawiam zagladaczy i podgladaczy ;))

7 komentarzy:

  1. Jeżeli oni ci mówia, że możesz się starać i jesteś ok kandydatem, to zaufaj i uwierz, a nie podtrzymujesz jakies lęki na swój temat w sobie. Przecież wiesz i wiesz jak z takim czyms pracować. ja tam "kciuki" zwace się modlitwa za Ciebie trzymam i myslę , że będzie dobrze....bo to tak jakos dziwnie jest, że najpierw czegos bardzo chcesz i nie dostajesz, zależy komus i nic i potem jak sobie ciut odpuszczasz, stajesz się "lżejsza" w tym oczekiwaniu to...bach i jest...tak, że spokojnie- zwieńczenie twoich pragnień nadchodzi:))

    OdpowiedzUsuń
  2. jeżeli piszesz posty tak często, jak miewasz stresa, to można się tylko cieszyć :))...

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahahaha Piter, cos Ty ja mam stres prawie non stop kolor, ale nie pisze o tym, bo i po co i na co? :))

    OdpowiedzUsuń
  4. No i co? Po rozmowie jesteś? I jak poszło?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ania, no po rozmowach jestem, ale i tak musze czekac co najmniej do polowy wrzesnia na odpowiedz...w sumie dostalam potwierdzenie ze sa bardzo zainteresowani moja osoba, wiec to jakis pozytyw, ale jest tyle osob chetnych ze kosmos, a miejsc wolnych tylko 15... nic to bede sie martwic jakby co jak mnie juz przyjma hahaha A z prawkiem tyz musze czekac, pan mi powiedzial, ze skoro sie znalazlam juz na tej jezdzie probnej to dobry znak ale i tak to odpowiednia komisja podejmie decyzje w przyszlym tygodniu... zatem... zennnn :))) co moglam to zrobilam, teraz juz na nic nie mam wplywu, trza czekac :D
    Nie spodobala mi sie tylko jedna rzecz, po wczorajszej rozmowie w sprawie robienia tego dyplomu, a mianowicie zapytano mnie czy mam dzieci... kiedy uslyszeli odp to widac bylo u nich usmiech i zaraz uslyszalam, ze dzieki temu zem bezdzietna to zyskuje w oczach komisji rekrutujacej, bo nie musze organizowac opieki do dzieci, czyli jestem totalnie wolna.... no nie powiem, ale srednio mi sie to podoba, juz nie wspomne o tym, ze takie pytanie w ogole nie powinno sie pojawic na rozmowie!! Z tego co wiem, takie pytania sa zabronione na rozmowie.... niby nie powinno mnie to interesowac, ale jakos mnie to ruszylo... chyba dyskryminacja to smierdzialo, nie??

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie. Nie dyskriminacja, ale.... taki pieprzony jest ten swiat obecnie. Dziecko "ogranicza"....ja chyba zaczne walczyc o prawa kobiet dzieciatych. u mnie w pracy przyjmuja na cały etet, ale....ja szanse mam nikłe bom dzieciata i zamężna , no i dziecko jeszcze małe. To M. ma się wyginac aby na rodzine zarobic, a nie ja...a mi się marzy robota na cały etat.
    Sa tu babki na całym etacie, ale samotne matki...takich nawet ruszyć nie mogą. Te pracowac muszą i szacun, że chca i robia to. Im to nawet godziny pracy dopasowuja. Kiedy babka do przedszkola prowadza dziecko na 7.30 to rozpoczyna robote o 8.00, a nie o 6.00 ....
    Marie akurat chora jest i M. mi gledzi, że;"patrz jak to dobrze, że Ty tylko w soboty i niedziele pracujesz, bo mielibysmy teraz niezły kłopot".
    Tak, że Maju...taki świat. TYrzeba polubic wychowywanie dzieci ( dla społeczeństwa) i to za friko:))) Chociaz ja bym jej nikomu na wychowanie nie oddała....nawet za góre forsy:))

    OdpowiedzUsuń