poniedziałek, 31 grudnia 2012

Ostatni post w Starym Roku...

Za chwile styczen, Nowy Rok... kolejny rok... w sumie nie jest to dla mnie jakis znaczacy dzien, jest on jak kazdy inny, niby...
Bowiem kiedy wznosze toast o polnocy czuje w sercu uklucie, iskierke nadziei, ze bedzie lepiej... ze sie wyprostuja sciezki pokrecone...i ze bedzie swiecic slonce, i w ogole, ze bedzie jeszcz elepiej niz bylo...
I tego wlasnie Wam zycze, badzcie szczesliwi w tym nadchodzacym Nowym Roku!

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Swieta...

Z zyczeniami przyszlam do Was :)

Bo to juz dzien wigilijny nastal, ja jeszcze w powijakach, sprzatam, pozniej jeszcze odgrzewanie kapuch, pierogi, ryby... i cala ta reszta.
R. w pracy... ma byc na 16h-17h ... potem zasiadziemy przed komputerem, zeby skejpowo sie z Rodzina polaczyc, i zyczenia sobie zlozyc. Takie o to czasy nastaly, nawet Wigilia bedzie przez internet ;) No moze nie calkiem, bo kolacje zjemy sami, ja i R. no i Kota ;) Nowy to czas w naszym domu nastal, spedzimy Wigilie tylko we dwoje, w swoim towarzystwie... mysle, ze takie doswiadczenie tez jest potrzebne...jeszcze nie wiem do czego, ale mysle, ze jakis sens w tym jest...

Dzis tez nastal cud... zalicze go do cudow wigilijnych! :)
Mamy bowiem od dzis znow polisz TV... Kultura, Polonia, Info... i naprawde poczulam sie fajnie, swiatecznie, bo od razu kiedy wlaczylam polski kanal zabrzmiala polska koleda. Dobrze, jest moc cos polskiego uslyszec, szczegolnie w taki dzien, kiedy mysli sie o bliskich w PL.
Nic to jak zawsze bedzie milo i sympatycznie :) A jutro juz jedziemy do polskich znajomych na Swieta, wrocimy w drugi dzien.

Wigilie mamy skromna, prezentow nie mamy, choinki tez nie, chyba, ze R kupi jeszcze cos jak bedzie wracal... ale w sumie ta choinka nie wazna... wazne, ze bedziemy razem. Pierwszy raz, tak rodzinnie podzielimy sie oplatkiem... we dwoje.

Zycze Wam radosnych Swiat,
rodzinnych i pelnych milosci, spokoju, zdrowa oraz wszelakiego dobra!
Wesolych Swiat!

Caluje!

M.



czwartek, 20 grudnia 2012

Rocznica



drugi link dla Ani :) moze na wrzucie nie zablokuja odbioru :)
ROCZNICA

piątek, 14 grudnia 2012

Czy wiecie co to znaczy?


Tak, wlasnie tak!!!
Mam je :D
Zdalam :D

dokladnie egzamin mialam 12.12.12 .... nie mialam nadziei na to, ze zdam poniewaz na egzaminie byl szefuncio naszej szkoly. Wg mnie moja jazda byla ok, nie popelnilam jakis okrutnych bledow, no moze oprocz tego, ze wjezdzajac na parking zapomnialam sie i wjechalam na 2 biegu, a nie na 1. .... ale poprawilam to od razu, w trakcie wjazdu, czyli szybko przerzucilam na jedynke. Z teoretycznych pytan nie zrobilam z siebie debila, ale i nie bylam najlepsza, cala reszta byla ok, bez jakiejs tragedii, autostrada byla nikiel. Wiec czulam sie ok, wg mnie nie bylo bledu eliminujacego. Wiecz mialam dobre przeczucia!
Kolo godziny 17h tego samego dnia, zadzwonilam do szefuncia pytajac czy zna moze juz wyniki, na co on do mnie, ze niestety nie zna, bo egzaminator kompletnie nie poruszal z szefunciem tematu mojej jazdy, wypelnil papier, wlozyl go do koperty, koperte zakleil i czesc.
Natomiast szefuncio przez telefon maksymalnie skrytykowal moja jazde egzaminacyjna, powiesil na mnie wszystkie psy...wymieniac zaczal mase bledow, ktore popelnilam!!
Zaczelam sie zastanawiac gdzie je popelnilam?!
Powiedzial, ze przejechalam ciagle linie wlaczajac sie na kolejna autostrade, a ja nawet tego nie zauwazylam!!! Objechal mnie, ze na calym parkingu, na ktorym mialam wykonac manewr parkowania tylem, wybralam sobie najgorsze miejsce, bo bardzo ciasne, ale zapomnial dodac, ze poradzilam sobie z tym zadaniem bez wiekszych problemow. Wymienil jeszcze inne rzeczy, ktorych naprawde nie widzialam, moze przez stres, ale doprawdy nie wiem gdzie mialam niby popelnic te wszystkie bledy!
Wiem jednak, ze najwazniejsze jest tutaj by byc ostroznym, zwracac uwage przede wszystkim na bezpieczenstwo, swoje i innych uczestnikow ruchu, i nad tym zapanowalam w 100%. Powiedzialam wiec, ze dziekuje za informacje, a on powiedzial, ze jak tylko dostanie wynik to do mnie zadzwoni. Zebym raczej nastawiala sie, ze wynik dojdzie w piatek, a nie w czwartek i zebym po prostu czekala. Rozlaczylam sie.

Od tego srodowego telefonu, popadlam w czarna rozpacz... naprawde popadlam w dol, beczalam, beczalam i pilam to nieszczesne wino, dzieki, ktoremu udalo mi sie przespac jakos noc.
R. mnie najzwyczajniej w swiecie przytulil i powiedzial, ze jak moge sie przejmowac skoro nie mam jeszcze wyniku, i ze to nie szefuncio decyduje o tym czy zdam czy nie tylko egzaminator, mial oczywiscie racje, tylko, ze bardzo ciezko mi bylo uwierzyc w te slowa! Czulam sie tak kompletnie do niczego niezdolna, nic nie warta, ze naprawde uwierzylam we wszystko co powiedzial szefuncio. Teraz widze, jak bardzo, raptem 3-4 minutowa rozmowa moze czlowieka rozbic na czesci pierwsze, jak mozna przestac w siebie wierzyc...jak mozna poczuc sie podle.

Dzis o godzinie 13h zadzwonil do mnie szefuncio, i oznajmil mi, ze ma wynik i ze mam prawo jazdy!! Serio ale nie uwierzylam mu, i zapytalam go czy to prawda, czy jest pewien? A on do mnie, ze tak, ze zdalam i jak widac egzaminator byl o wiele milszy i lagodiejszy niz on... nie wiedzialam co mam mu odpowiedziec, wiec palnelam: tak, faktycznie to prawda, on byl o wiele bardziej mily niz pan!
Potem zapytalam kiedy moge przyjsc by zalatwic reszte papierowych spraw i odebrac ten list, zaprosil mnie na wtorek...zatem we wtorek dopiero na wlasne oczy zobacze to zakreslone "favorable"!! :)

Zeby nie bylo, jak tylko dowiedzialam sie, ze zdalam, to od razu do gwiazdeczki z nowina uderzylam, nawet o tym nic nie wiedziala, bo od rana w biurze nie byla. Powiedziala mi, ze kolo 14h bedzie w biurze wiec sama sprawdzi czy na 100% jest to prawda i potwierdzi... no i kilka minut po 14h zadzwonila do mnie mowiac, ze moge otwierac szampana!! :) i ze zaslugiwalam na to prawko, zlozyla gratulacje i powiedziala, ze we wtorek pogratuluje mi osobiscie!! :D

Ech cudownie po prostu!! :) jak mi to teraz ulatwi zycie, prace bedzie mi latwiej znalezc...
I w ogole w koncu poczuje sie taka wyzwolona :P

Nie bede sciemniac, ale na egzamin zalozylam spodnice, nie mini, zeby sobie ktos nie pomyslal jakis glupot :P ale ta sama, ktora mialam na sobie gdy zdawalam testy rok temu :) rozpuscilam wlosy, slonce pieknie swiecilo, wiec okulary przeciwsloneczne mialam na nosie... R. mowi, ze wygladam jak la star ;) oko sobie przymglilam, mejkap delikatny strzelilam, i zauwazylam, przechodzac obok egzaminatora - bo akurat pil kawe na zewnatrz z moim szefunciem - ze zwrocil na mnie uwage... jak to facet na kobiete... nie spodziewalam sie, ze to bedzie akurat ten egzaminator, nie byl to bowiem ten co wczesniej... w sumie od poczatku mialam nadzieje, ze to nie bedzie ten sam egzaminator co za pierwszym razem :)
Moze wiec tak choc troche moj urok osobisty egzaminatora oslepil, i nie zauwazyl tych wszystkich bledow, o ktorych mowil szefuncio... :PPP nie wiem, ale wiem jedno, ze czasem nawet dla swojego lepszego samopoczucia dobrze byc kokina... czyli nie robiac nic, zrobic cos z facetem :P

Ech... R. mi mowi, ze wiedzial, ze zdam...a nawet jakbym nie zdala, to by sie swiat nie skonczyl. Dobrze, ze we mnie wierzy... czasem trzeba kogos innego, kto uwierzy za nas...

Ech... ide pic szampana :D


środa, 12 grudnia 2012

Muzycznie, bo zwieche mam....



i zwiecha nie ma zwiazku z moim zyciem wraz z R. ... ot wydaje sie sobie calkowicie beznadziejna. Chyba wyczerpalam limit szczescia na ten rok, ide sie napic...Beaujolais nie moze az tyle stac i czekac...zmarnieje...

czwartek, 6 grudnia 2012

Mikolajki

Do swiat coraz blizej...
juz widze jak moja mama by do mnie mowila: "wez sie dziecko za robote, podlogi wypastuj, okna umyj, firanki nowe powies..pierogow nalep..." cale szczescie, ze dywanu nie mam, bo pewnie i dywan by mi kazala trzepac...no moze nie mnie, ale R. na pewno!

Dobrze mi, z tym blogostanem, w przyszlym tygodniu zapewne wezme sie za jakies przygotowania, ale na razie leze i pachne ;)
Odwiedzam kolezanki, latam sobie po sklepach, i spotykam sie z innymi znajomymi, no po prostu nic nie robie!!
Chyba to moje lenistwo poczula moja doradczyni od spraw zawodowych, bo zaczela mnie dzis atakowac telefonami. Ja, jak przystalo na prawdziwego lenia nie odbieralam, bo mi sie z nia gadac nie chcialo. Jutro jak mi len minie to zadzwonie i bede sie tlumaczyc, dzis nawet nie odsluchalam tej ostatniej wiadomosci od niej... nie chce mi sie...sciga mnie kobita, bo koniec roku sie zbliza i zapewne musi jej sie statystyka w kompie zgadzac.
Dobra dzis Mikolajki, czyli lenie sie, patrze na sterte prasowania i udaje ze to za chwile samo sie uprasuje...alez fajnie...przede mna na porcelanowym talerzu leza takie o to rzeczy:

to sa Manala...typowe drozdzowe ludziki, zzerane w Alzacji w dniu Sw Mikolaja zamiast czekoladowych mikolajkow...to taki alzacki tlusty czwartek ;)ech jak mi dobrze...to moze juz zaczne chate dekorowac na Swieta? Cholera i mama by znow powiedziala: "corka, znowu zaczynasz od dupy strony..." ech... no i co poradzic... chyba zaraz do niej zadzwonie, a co niech tez sie ucieszy ze nic nie robie, tzn robie, ale tradycyjnie, czyli po swojemu... :D

niedziela, 2 grudnia 2012

Niedzielny poranek

Nie ma jeszcze zimy kalendarzowej, ale jest juz zima w miescie na M.





Kalendarze adwentowe otwarte?
No to zaczynamy odliczanie do Swiat!

niedziela, 25 listopada 2012

Nadal nic

na szczescie juz row zasypalam :)

Zaczelo sie Marché de Noël... jest pieknie!!
Zapach grzanego wina, piernikow i innych przysmakow drazni nos... lubie ten czas :)
Za miesiac Swieta!!! :)

piątek, 23 listopada 2012

Kociokwik

nadal czekam, mam nadzieje ze jutro dostane list, dzis poczta juz byla ale na ten list chyba za wczesnie.

W sumie to juz cos wiem, ale po tej wiadomosci wpadlam w taki dol, ze row Marjanski przy tym to nic!
Rano nikt do mnie nie dzwonil, wyslalam sms do gwiazdeczki, ona nadal nic nie wiedziala, zadzwonilam do biura w koncu kolo 11h30.
Odebral szef, i mowie: dzien dobry, tu MT przy telefonie, czy wie juz pan cos moze na temat wczorajszego egzaminu, zna pan wyniki? Na co on odpowiada: no wynikow nie mam, ale wiem, ze w wiekszosci nie bylo dobrze... no i to w sumie tyle, tak mnie to wbilo w fotel, ze nie zapytalam czy to dokladnie chodzi o mnie osobiscie czy ta wiekszosc o ktorej mowil to my wszyscy zdajacy egzamin. Skupilam sie na sformulowaniu "ce n'était pas bon", tak mocno, ze za mnie brzuch rozbolal! Dla mnie to znaczy, ze nie zdalam i tyle!
Odeslalam esa gwiazdeczce ze wyglada na to ze nie zdalam...ona zapytala skad wiem, odpisalam, ze dzwonilam do biura...i od tej pory cisza w eterze.

W kazdym badz razie juz oswoilam sie z mysla, ze nie zdalam. R. mi mowi cic sie nie stalo, zdasz, zrobisz poprawke...

Pomysle o tym w niedziele...

czwartek, 22 listopada 2012

Juz po...

Tzn po egzaminie...

a z jakim wynikiem go zakonczylam, to za cholere nie wiem! Moze dowiem sie jutro!

Ale od poczatku...

Od poniedzialku moja panika siegala zenitu, we wtorek to byla istna katastrofa, jazdy byly masakryczne! Moja gwiazdeczka juz sil do mnie nie miala, ja do siebie zreszta tez nie... Wczoraj przy srodzie spotkalam sie z moimi kolezankami, polskimi kolezankami, ktore akurat przyjechaly z poludnia fr i druga spod Colmar, posmialysmy sie, zrelaksowalysmy, wieczorem dziewczyny pojechaly, a ja dawaj znow mi sie korba wlaczyla....
R wrocil wieczorem, i zaczelismy gadac... dyskutowac, az nagle R. przemienil sie w tego, no... "koucza" ;) i zaczal mnie motywowac niczym Rockego Balboa przed walka :P Prawda jest taka, ze mi chlop poustawial w bance, przestalam sie bac!!! Yeahhhh, cel osiagniety, nie powiem, ale dobrze mi zrobil ten seans psychoterapeutyczny z wlasnym chlopem!!!
Dzis rano obudzilam sie bez zadnej buli w zoladku, zero stresu, luzik, nic kompletnie nie czulam, wiedzialam, ze mam jazdy rano i mam pojechac dobrze, a popoludniu mam zrobic to samo co na porannej jezdzie.
Wykonac zadanie, osiagnac sukces!

Poranne jazdy wyszly mi dobrze, ha uslyszalam od gwiazdeczki ze jest ze mnie dumna, ze sie cieszy i mam zrobic to samo na egzaminie, a swiat bedzie moj!
Wrocilam do domu uskrzydlona...zjadlam kanapke z lososiem, bo omega 3 dobrze wplywaja na mozg, wiec zebym jasnosc myslenia zachowala...wypilam kawe, odpoczelam i pojechalam na egzamin.

Okazalo sie, ze wszyscy juz czekali, a egz mial sie zaczac o 13h15, zaczal sie jednak o 13h30...pierwszy byl moj kolega z jazd, znalismy sie, bo sie odwozilismy nawzajem po jazdach :) tez nie wie czy zdal, ale jak wysiadl to mine mial nietega...poszedl szybko nawet za duzo nie dalo sie z nim pogadac...no i potem byla juz moja kolej, na szczescie ...bo oprocz mnie czekaly jeszcze 4 osoby...

Zatem, wyjechalam dokladnie o 14:08 wrocilam o 14:30 :) pan bardzo mily, i przypomnial mnie sobie z egz teoretycznego... ma pamiec skurczybyk... wsiadlam, przywitalam sie, popatrzylam sploszona w jego oczy ... wiecie taki chwyt, nie? ;)
On sie mnie pyta skad z Polski jestem, ile Lodz od Warszawy lezy, czy dlugo we Francji jestem, i ze dobrze po francusku gadam, oczywiscie na wszystkie pytania odpowiedzialam, podziekowalam pieknie, nadal nie wpatrujac sie mocno w jego oczy, przyznaje zaczelam sie troche stresowac...
Pan mi wytlumaczyl jak bedzie ten egzamin wygladac, i zapytal czy ma mowic wolniej hehehe, ale ze kapowalam, wiec niech se gada jak gadal :)
Ustawilam wszystko jak trza, siedzenie, lusterka, zapytalam czy wszyscy zapieci, lacznie ze mna, zamknelam drzwi - bo to obowiazkowe teraz, ze trzeba wcisnac ten przycisk zamykania drzwi, i powiedzialam ze jestem gotowa.
Kazal mi jechac, caly czas bylo wsio ok, kazal mi zaparkowac, tylem wzdluz kraweznika - kurcze nie wiem jak to sie nazywa po polsku :/ Zaparkowalam, ale wiadomo jak stereotypowa baba :P poprawialam, ale tu jest to dozwolone, wiec luz bleus, kraweznika w kazdym razie nie dotknelam i na niego nie najechalam :) powiedzialam ze manewr zakonczylam, wiec na luz wrzucilam i hamulec zaciagnelam. Kazal mi powiedziec jakie sa ostatnie dwie szyfry z kilometrazu przejechanego czyli wiedzialam, ze bedzie pytanie :) Pytanie dotyczace auta, a dokladnie jego wnetrza. Padlo na akumulator!
Pomyslalam sobie: Rany Boskie!
Po pierwsze zapomnialam wylaczyc silnik, a juz nacisnelam na klameczke otwierajaca klape, i wysiadlam z auta coz... egzaminator wylaczyl :P Zorientowalam sie jak juz mialam ta klape otwierac hahahah
Pokazalam gdzie akumulator, a on do mnie, a co trzeba zrobic jesli okaze sie, ze akumulator jest rozladowany? Mysle se dobra, wiem i mowie, ze trzeba drugie auto sprawne i kable, ktore trzeba podpiac pod jeden i drugi akumulator, a on do mnie jak trzeba podpiac? mysle se no to teraz przejebawszy, bo nie mam pojecia... ale se przypomnialam co mi mowila moja gwiazdeczka i mowie mu cos o polaryzacji, a ten do mnie tak, dobrze, ale jak, plus do plusa czy minus z plusem....ja se mysle, no blondynka, bo za cholere nie wiem!!! ale zaraz mnie inna mysl naszla dobra jak polaryzacja wiec niech bedzie + z + i - z - .... no i on mowi ok dobrze!!!! Odetchnelam, bo zaraz dodal, mozemy kontynuoawac...
no i pojechalim... kazal mi zrobic jeszcze w malej uliczce, cos czego nienawidze !!!! a mianowicie jechac tylem wzdluz kraweznika... o dziwo wyszlo mi!! Oczywiscie caly czas musialam lbem krecic, jak pajac na sznurku zeby na bezpieczenstwo zwracac uwage, ... no i pozniej musialam jechac na autostrade.
Kurna wjechac wjechalam, na wszystkie biegi sie zalapalam, ale tu mi pan nagle zwrocil uwage, ze nie jestem w Pologne, i ze odleglosc od samochodu jadacego przede mna jest za mala (tu sie zestresowalam, no bo kurna se mysle, nie jest dobrze! juz nie jest idealnie), zwolnilam wiec, szczegolnie, ze mi kazal brac zjazd... no i zjechalam ok, ale zaraz bylo rondo i tu tez sie troche zamotalam z tego stresu, zle sie ustawilam troche, i pozniej, jadac po rondzie nie trzymalam sie idealnie prawej strony, na co mi tez zwrocil uwage :/ kolejna wtopa se mysle, ale wybrnelam jakos z tego, bo sama podjelam inicjatywe, zeby zmienic to ustawienie...
Pozniej juz znow po miescie jechalam, tutaj juz znow wsio bylo ok, wjechalam ponownie na parking, zaparkowalam, kazal mi znow podac dwie ostatnie szyfry, i pytanie znow bylo z teorii ale z wnetrznosci autowych tym razem, czyli jak wiedziec, ze bak jest pusty ;) i tyle... pan mi powiedzial, ze dostane wyniki poczta, tym razem spojrzalam gleboko mu w oczy - wiecie zeby zafiksowac mu w glowie, ze mam zdac :D powiedzialam pieknie merci, on do mnie, po polsku dziekuje bardzo i do widzenia, wiec ja po polsku tez dziekuje i milego popoludnia...
Ot i tyle...niestety dzis na tym egzaminie, w samochodzie nie bylo mojej gwiazdeczki tylko inna babka, znam ja troszeczke, ale no nie z nia jezdzilam... Nie zrobila zadnego gestu, no nic nie zauwazylam, ze jest ok czy nie ok...
Zadzwonilam wiec pozniej do mojej gwiazdeczki, opowiedzialam wszystkie wtopy dokladnie, a ona do mnie wez przestan, on lubi polki, ma sentyment, przestan wymyslac, bedzie ok, i powiedziala mi, ze ta Marie nie wraca juz do biura dzisiaj, i ze jutro rano po 9h do mnie zadzwoni, bo na pewno od rana to bedzie glowny temat wszelakich rozmow, i Marie jej powie co i jak. Zatem... czekam do jutra....

Jestem zestresowana i czuje, ze padam... taka niewiadoma wykancza!!!
Co jak co, ale wolalabym od razu uslyszec co i jak... a nie czekac i meczyc sie ta niewiadoma...

Nie mam zadnych przeczuc... co dziwne, bo zazwyczaj jestem pewna czy zdalam czy nie... a tu, kompletnie nie wiem! Pan egzaminator bowiem mial twarz pokerzysty i choc na koniec mowiac "do widzenia" usmiechnal sie, to wg mnie byla to tylko wymiana uprzejmosci...
Rety, chyba sie napije wina z tego wszystkiego, wowczas szybciej przyjdzie ta 9h rano... teraz to dopiero mam bule w zoladku i stres...
Oby do jutra... zebym juz wiedziala... zebym nie musiala czekac na list!!

wtorek, 20 listopada 2012

Bez Cenzury!

JA PIERDOLE.........
............ KURWA JEGO MAC........


mam ochote sama siebie pierdolnac w leb i powiedziec, ze jestem nienormalna i posrana, i robie z widly igly...

ZEN bejbe, po prostu ZEN.... a wszystko bedzie tak jak trzeba! Nie?



P.S. mialam uprzedzic, zeby nie czytali wrazliwi, ale pieprzyc to... i tak byscie przeczytali! :P

Moja piosenka na uspokojenie ...

poniedziałek, 19 listopada 2012

Strachy na lachy?

W sobote odwiedzila mnie moja kolezanka z lawki, z francuskiej lawki!
Siedzialysmy obok siebie na zajeciach na tych, na ktorych spedzilam ostatnie pol roku mojego zycia :)
Co jest najfajniejsze, kolezanka owa, nie skorzystala z telefonu by mnie uprzedzic o swojej wizycie, tylko po prostu zadzwonila do drzwi!!
To zdarzenie, jest naprawde warte zapisania w jakims kalendarzu, jako, ze zaden francuz nie zrobi takich rzeczy! No chyba, ze jest to francuz z rodziny!
Nie wiem, moze w PL tez juz tak jest, ze najpierw anonsuje sie swoje przyjscie, uzgadnia termin, ale ja jak jeszcze pamietam, to po prostu jesli sie kolo kogos przechodzilo i mialo sie ochote, to sie po prostu dzwonilo do drzwi i czesc, bez zbednych ceregieli. Pilo sie pozniej kawe, jadlo ciastka i gadalo! :)

Kolezanka owa wlasnie tak zrobila, nawet nie znala mojego adresu, wiedziala tylko gdzie mieszkam, bo jej kiedys pokazywalam, a ona odnalazla chacjende i moje nazwisko na domofonie :) Byla wlasnie w moich okolicach, wiec stwierdzila, ze zaryzykuje, ze albo bede albo nie. No i bylam :)
Oj ucieszylam sie bardzo, bo kolezanke bardzo lubie, lekko w zyciu nie ma, ale zawsze jest usmiechnieta i po prostu ciepla, pomocna. Poza tym obydwie robilysmy prawo jazdy :) no wlasnie okazalo sie, ze kolezanka w sierpniu je zdala, a ja ... no w czwartek mam ten egzamin...

Gadalysmy przez bite 4 godziny, o zyciu, o tym czy cos sie zmienilo u niej i u mnie od tego czasu, no i oczywiscie o egzaminie. Rety prawde mowiac, to w sumie troche zaluje, ze poruszylam z nia ten temat, bo wlasnie od soboty spac nie moge, tzn spie, ale czuje ciagly stres i sie budze, pozniej zasnac nie moge!!! Sciska mnie w dolku, mam drgawki, boli mnie brzuch i snia mi sie jakies koszmary! W sobote snil mi sie egzamin, ale chyba to byl jej egzamin, tylko, ze na jej miejscu bylam ja...
Kolezanka mi mowi, to nic trudnego, jak jezdzisz, robisz wszystko jak trzeba to zdasz, poza tym egzamin trwa 30 min wiec nawet sie nie spostrzezesz, a to juz koniec, i po wszystkim.
Taaaa no i w sumie wszystko ok, tez tak to sobie wyobrazam wlasnie, tylko to moje zdenerwowanie zaczyna mnie draznic... moze zaczne cwiczyc codziennie, zeby ogarnac sie troche, wowczas wiecej endorfin bede miala i one zabija stresowe hormony :)

Dzis jezdze po poludniu (15h-17h), jutro w poludnie (11h-13h), a w czwartek mam ostatnia godzinke rano (9h-10h), i po poludniu(od 13h)juz egzamin...
Czuje sie w sumie pewnie, ale wiem nad czym musze jeszcze popracowac... no i przede wszystkim zredukowac ten irracjonalny lek...
Kurcze no i w sumie zaluje troche, ze przyszla ta kolezanka. Wczesniej nie mialam takich sensacji, takiego stresu. I w ogole, to specjalnie ograniczylam troszeczke swoj kontakt z ludzmi wlasnie z tego powodu :) zeby nie gadac o tym :) a tu takie buty... ech teraz to nie pozostaje mi nic innego jak zapamietac z tej rozmowy najwazniejsze rzeczy dla mnie, jakby co to je wykorzystac i koniec, w sumie tak troche jestem bogatsza o pewna wiedze :)

No nic to, oby do czwartku, trzymajcie prosze kciuki, szczegolnie zeby mnie spokoj ogarnial, i zebym trafila na fajnego egzaminatora :)
Jak tylko bede cos wiedziec, to dam znac!! Mozliwe, ze moja gwiazdeczka powie mi jednak wczesniej jaki jest wynik, zebym nie musiala czekac na ten list w takiej niepewnosci i stresie... :)

czwartek, 15 listopada 2012

No i juz

Maniek pojechal... przedtem jednak pojechali z R. do Niemiec i zakupili w ruskim sklepie pelno polskich kielbas, majonezow, ogorkow, slodyczy i czego dusza zapragnie :) Maniek wpadl do sklepu jakby w zyciu zarcia nie widzial :) Ale dobrze go rozumiem, bo my sami na poczatku to wpadalismy do tego sklepu z jezorem wywieszonym do pasa, wszystko sie chcialo kupic, bo polskie :) A we Francji takich przysmakow nie ma! Cwikly sie nie kupi, nie ma lewara, a poza tym w Niemczech taniej, co tez wlasnie Maniek od razu zauwazyl. Namawiamy go na kolejny przyjazd, moze na Swieta, zeby przyjechal razem ze swoja R. atmosfera swiateczena zaczyna sie rozkrecac na calego, i kazde miasto, miasteczko, a czasem i wioseczka bedzie mialo swoje Marché de Noël...Moglibysmy dzieki temu spedzic razem Swieta, a i na Sylwestra tez mamy juz mozliwosc sie wybrac, i my mamy zamiar skorzystac...no ale pozyjemy zobaczymy, w sumie mogliby przyjechac, pozwiedzali by troche, bo tak Maniek przyjechal, a w sumie nic nie zobaczyl, nawet na starowke nie mieli czasu podskoczyc. Nastepnym razem zatem :)

Nasz wypasiony espace stoi juz pod domem :) naprawde jest w swietnym stanie!! Nawet Maniek - a ten jest mechanikiem, i potrafi naprawic prawie kazde auto - powiedzial, ze trafilo sie nam ono jak slepiej kurze ziarno, bo generalnie za taki stan auta to srednio 3,5-4 tys euro sobie licza, a my mamy to auto za ... nawet nie 1 tys euro!! Sprawdzilam dzis rano przez neta, na specjalnej stronie czy czasem samochod nie jest obciazony mandatami, albo zajety przez komornika, ale czarno na bialym stoi, ze nie, i ze jest z nim wszystko ok. Wsiadlam dzis sobie do tego auta, i tak sie juz nie moge doczekac kiedy nim pojade :) ech ... no ale czekam cierpliwie! Moze w weekend wezme go troche wysprzatam, bo widzialam, ze trzeba by go odkurzyc, i moze na myjnie podjechac, ale moze to zrobie dopiero jak juz bede miala prawko, na razie sie wstrzymam, zeby nie robic sobie jeszcze wiecej chetki :P
R. poszedl zalatwiac ubezpieczenie, mam nadzieje, ze wybierze cos rozsadnego...zreszta to po to zeby znalezc cos jak najszybciej, nasz poprzedni ubezpieczyciel wcale nie byl tani, a teraz mozna znalezc juz cos bardziej interesujacego, lepsze pakiety. Mialam isc z nim, ale stwierdzilam, ze nie, pozwole mu sie wykazac, bo ostatnio nie daje mu na to szans, przez to, ze ja sie wszystkim zajmowalam :P No to dzis nadszedl ten dzien, ze sam moze to zrobic, a ja i tak poszukam innej oferty jakby co, przeciez ubezpieczyciela zawsze mozna zmienic :D

No i to tyle, zadnych nowosci nie mam, oprocz wlasnie tej, ze srebrny "espasik" cieszy moje serce :D


środa, 14 listopada 2012

No na psa urok

Wlasnie sie dowiedzialam, ze preniesli mi egzamin, bo za duze oblozenie bylo!
No i tez cholera trafilo na mnie :/ A ja juz sie nastawilam, ze w piatek bedzie po wszystkim!!!!
Juz pogode czarowalam, i tak wyczarowalam, ze w piatek ma byc slonecznie i cieplo, a tu teraz czekac musze nadal... niby nie dlugo, bo kolejny egzamin za tydzien, w czwartek, 22 listopada, tez cos kolo 13h00. Jazdy jeszcze mam w poniedzialek i wtorek, pozniej rano w czwartek, przed egz i ponoc nie powinno byc zadnych niespodzianek - tak mowi moja gwiazdeczka - i ze R. moze dla mnie auto kupowac! No auto wlasnie dzis trafi w nasze rece, a ja bede musiala cierpliwie poczekac zeby sie nim przejechac...
Tak sobie mysle, ze moze to specjalnie tak sie podzialo z tym egzaminem, zebym zrozumiala, ze nie zawsze jest tak jak sie chce, i ze czasem trzeba na wszystko poczekac - tu Aniowe slowa sie klaniaja :P chyba mialas racje moja droga, prorok jakis z Ciebie czy co? :P

W kazdym razie, ten tydzien mam na powtarzanie teorii jeszcze, i relaksik, a nastepny tydzien, musi byc juz moj! A czwartek mam byc najszczesliwsza osoba pod sloncem :D
W sumie we FR nie wiadomo zaraz po egzaminie czy sie go zdalo czy nie. Jest to zabronione, ze wzgledu na to, ze swego czasu egzaminatorzy byli atakowani, przez tych, ktorych oblali! Moze jednak wydusze to od mojej instruktorki(mojemu R. jego instruktorka powiedziala, jak wracali z egz wiec moze i mnie powie), i nie bede musiala czekac na list, w ktorym bedzie oznajomiony wynik egz. List w sumie przychodzi w ciagu jakos 2 dni, ale jak wypadnie egz w czwartek, to moze sie zdarzyc, ze list przyjdzie dopiero w poniedzialek... a a ja bym chciala przestac zyc w niepewnosci, i wiedziec na czym stoje :)
Na koniec dodam tylko, ze majac papierek, ktory przysylaja poczta, w ktorym jest napisane "favorable", mozna juz jezdzic autem bez problemow, zastepuje on prawo jazdy, na ktore trzeba poczekac maksymalnie 2 tygodnie, ktore tez przysylaja poczta.
W sumie fajna sprawa, ulatwiajaca zycie :D

Ech no to zwalniam Was z trzymania tych kciukow w piatek, trzymajcie w przyszly czwartek, bardzo mocno!! :D