niedziela, 21 grudnia 2014

Swiatecznie

W moim mieszkaniu jest juz tak pięknie, przytulnie, no po prostu ładnie i świąteczne, ze wcale nie mam ochoty jutro wyjezdzac do Szwagierki, bo tam zawsze przysłowiowe go baby i dziada brakuje. Po prostu jest balagan żeby nie powiedzieć ze burdel. Moje poczucie estetyki będzie cierpieć a na dodatek tęsknić będę za kota, bo dla niej mam juz opiekunke , która zresztą sama zaproponowała te pomoc i tym samym kota zostaje w domu.

Wracając do wystroju mieszkania, to w tym roku wybralam tradycyjną czerwień i biel, która w połączeniu z szaroscia i zielenią współgra pięknie. Stwarza nastrój ciepła, milosci, radości i po prostu zblizajacych sie Swiat. Wyjątkowo radośnie jest w kuchni ale to z racji papierowej torby po zakupach w Maisons du monde, torba z ekscentrycznym Mikołajem mnie tak urzekla, ze szkoda mi jej było się pozbywać. Odlozylam więc ja na półkę i codziennie zastanawialam się jak można by ja wykorzystać. Olsnilo mnie podczas sprzatania kuchni, gdy zastanawialam się jak ukryć różowy kolor doniczek, który w tej chwili nie pasuje kompletnie do niczego. Tym sposobem moje geranium wygląda znacznie lepiej jak nas świąteczny czas przystało :) zresztą zobaczcie sami







Bombka, którąś widzicie przyjechala z Polski, jest prezentem od mojego brata, który spędził pierwszy weekend grudnia w Krakowie, w tle widać miniaturowa krakowska szopke, Jest prezentem od mojej Mamy, i muszę przyznać, ze wraz z Lajkonikiem pasują świetnie :) bombka zawisla nas świeczniku, który przywiozla mi w tym roku Mama, a świecznik jest prezentem od mojego Taty i mam go juz bardzo długo. Jak widzicie mam kilka przedmiotów, które stanowia dla mnie sentymentalna pamiątkę. Pewnie Wy również posiadanie w swoich domach takie rzeczy, czyż nie? :) 

A na koniec zapraszamy na chwilke do mojego salonu, gdzie rozgoscil się jak u siebie, mój nowy fotel...wprawdzie ze sklepu go nie przywiozlam, ale za to wpadł mi w oko na stronie, gdzie można kupić nowe i używane przedmioty, samochody, meble, sprzęt AGD, RTV.. Strona nazywa się www.leboncoin.com i często na nią zagladam by poszukać ikeowskich ektorpow w okazyjnej cenie. Tym razem na kanapy jeszcze mnie nie stac, ale w końcu i je kupie! Na te chwile mam fotel ektorpowy, który mnie tak zauroczyl, ze wprost zachorowałam na niego, a to przez to pokrycie w kratkę. Przyznaje, ze nawet pojechalam po niego do szwajcarskiej Bazylei choć droga mnie stresowala, a GPS odmówił wspolpracy w centrum miasta i przez to kluczylam jakiś czas myslac, by szukacv autostrady na Francję. Na cale szczęście puknelam się  w głowę i powiedziała sobie, ze skoro juz jestem tak blisko,  to nie odpuszczenie i wrócę z fotelem chocby nie wiem co! 
Tak tez się stało :) trafilam przy tym na tak mila pania, ze pomogła mi fotel zniesc i wpakowac do auta, a nas dodatek zaplacilam za niego o 20 euros mniej niż właściciele chcieli, z racji ich rychłej przeprowadzki, a fotel praktycznie nieużywany i jeszcze ma drugi pokrowiec całkiem biały. Przyznacie wiec sami, ze zrobilam dobry interes i przy tym wszystkim spelnilam swoje marzenie!
I tego Wam życzę na ten świąteczny czas... Spelniajcie swoje marzenia, choćby te całkiem malenkie, w końcu od czegoś trzeba zacząć :)


P.S. nowy fotel miłością ogromna pokochała Kota, wiec jak na razie to czesciej na niego patrzę i oko nim cieszę, niż na nim siedze, ale w sumie wcale mi to nie przeszkadza :) 

Wesolych przygotowań do Swiat Wam wszystkim :) 

niedziela, 7 grudnia 2014

Marché de Nöel à Colmar / Jarmark Swiateczny w Colmar

Colmar to jedno z 3 glownych miast w Alzacji. Strasbourg jest na polnocy Alzacji, Mulhouse czyli Miluza na poludniu, a Colmar.. posrodku tych dwoch ot centrum i serce Alzacji :)
Stare miasto jest bajkowe i kazdy kto bedzie w Alzacji powinien to miasto zobaczyc.
Teraz mamy taki wyjatkowy czas, ze prawie w kazdym miescie, a nawet miasteczku czy wiosce jest maly badz duzy jarmark... sa to magiczne miejsca, pelne koloru, radosci, szczescia, ludzi i tylko dobrej fajnej energii.
Ja w piatek mialam przyjemnosc spacerowac po Marché w Colmar z piekna osoba, ktora jest naprawde moja bratnia artystyczna dusza ot moge rzec, ze przebywanie w towarzystwie Kasi, to tak jakby znalezc wode na pustyni.. odnalazlam osobe, ktora wprost idealnie pasuje do mojego zycia, ktorego mi brakowalo tutaj od zawsze... ot artystycznie jestesmy tak samo uwarunkowane :)
Kasia tez prowadzi bloga, z pieknymi zdjeciami i historiami nie raz podawalam do niego linka, i zrobie to jeszcze raz :) http://tylkoretroblue.blogspot.fr/

Moj blog jest zupelnie inny, bo pisze tu bardzo prywatnie... ten blog to taka forma mojego pamietnika, towarzyszy mi od kiedy zyje we Francji, to po prostu czesc mojego zycia.

A teraz kilka zdjec Swiatecznego Colmar




























Wino grzane i kielbaska 







sobota, 6 grudnia 2014

St Nicolas ... Mikolajki

Taka o to slodka postac przybyla dzis do naszego domu... bo tak w Alzacji nalezy swietowac Mikolajki, do tego kubek goracej czekolady i jest tak jak trzeba..
Manala nie jest niestety dla mnie, z racji glutenu, ale jest dla wszystkich innych ot to po prostu drozdzowa buleczka, prawie jak chalka :)


Pomimo Mikolajek, dzien byl dla mnie calkiem zwykly, ale jutro postaram sie wrzucic zdjecia z wczorajszego spaceru z Kasia po Colmar... oj magicznie jest bardzo.. Swieta sa jednak piekne!

Do jutra kochani i dziekuje Ci Kasiu :)

czwartek, 4 grudnia 2014

Nowa szata

zmienilam sobie blogowe zdjecie okladkowe :) Swieta za pasem, a skoro nasze mieszkanko zaczyna sie stroic w swiateczne ozdoby to dlaczego nie i blog :)
Przyznaje tez od razu, ze tylko srodkowe zdjecie jest mego autorstwa, natomiast dwa poboczne sa odkryte przeze mnie na mojej ukochanej stronie jaka jest Pinterest, wykorzystalam je u siebie bo sa po prostu przepiekne!! Mam nadzieje, ze nikt mi nie edzie mial tego za zle, a jesli tak to oczywiscie zmienie to... ale szkoda by bylo, bo bardzo mi sie podoba ta skladanka!

W moim zyciu jak wiecie wiele zmian, pierwsza to koniec kontraktu - nadal czekam na wszystkie papiery, dzis napisalam maila do szefowej z prosba o pomoc w szybszym zalatwieniu tej sprawy, bo przez to nie moge zlozyc dossier w Pôle emploi (urzad pracy), a to znaczy, ze odwleka sie tez w czasie decyzja o wysokosci mojego zasilku (chômage). Mam nadzieje, ze sie streszcza i wyplaca tez mi zalegle pieniadze!!
Ech ta francuska administracja!!
Od kiedy nie pracuje zajelam sie domem, wysprzatalam juz calkowicie salon... lacznie z myciem moich wysokich okien, i zmiana firan, co nie jest takie latwe, bo moje mieszkanie ma 3 metry wysokosci, wiec wymaga to pewnej sprawnosci i umiejetnosci ;)
Dzis wzielam sie za nasza sypialnie, umylam juz okno, firanki a raczej zaslonki bo tylko to mam w oknach juz sie piora, chodniczki tez... cale szczescie, ze mam na to czas, wiec nie musze sie spieszyc. R dzis wrocil do pracy, dwa cale dni cieszylismy sie soba, fajnie tak poczuc jak sie za soba teskni i, ze za nami ktos teskni :)
R z tej milosci prywiozl mi 2,5 kg sera ... szalenstwo :) ale one sa tak dobre, ze ciezko nie jesc, nawet jesli potem boli brzuch... coz laktoza tez mi nie sprzyja, jak nic...

Mama znow jest w szpitalu na 6 tygodni tym razem na rehabilitacji, dostanie przepustke na Swieta. Pogodzila sie juz troche z tym, ze w tym roku nie zrobi zadnych ciasteczek, ani pierogow... tak naprawde nie zrobi niczego, bo po prostu jej lewa reka nie jest sprawna. Mam nadzieje, ze pobyt w szpitalu pomoze jej wrocic do sprawnosci pozwalajacej jej na swobodne uzywanie tej reki, tak by mogla sobie sama radzic, jesli nie, to nawet nie chce myslic co sie bedzie dzialo ... psychologa bedziemy musieli szukac jak nic... No ale nie ma co myslec na zapas, to nic nie da. Dzieki temu, ze mama jest w szpitalu moj brat tez moze sie troche zajac swoim zyciem, a u niego tez duzo zmian, codziennie mysle o nim i posylam dobre mysli, zeby wszystko sie poukladalo po jego mysli! Kocham go ponad zycie!!

W Alzacji zapowiadaja snieg na sobote, oby nie, bo jakos psychicznie gotowa na to nie jestem gotowa, a na dodatek nawet nie wiem czy opony mam calo roczne czy tylko letnie, zimowych bowiem na pewno nie mam, na razie jezdzi sie spoko, ale coz za 16 dni mamy wyjezdzac wiec wolalabym wiedziec, musze do Manka chyba zadzwonic, zasiegnac jezyka...
Aaa wczoraj kupilam naszej Kocie puszorek... na podroz, bo jej obrozka juz za mala na nia, i coz, no jak w obrozce da rade jeszcze jakos chodzic, tak w puszorku to tragedia, kladzie sie na podlodze, gryzie, no widac ze ja uwiera a raczej przeszkadza na futrze to cos :) No i fakt, ze ta czesc ktora laczy czesc na zyje i na brzuch powinna byc dluzsza badz tez regulowana, bo wg mnie ona jest za krotka i paseczki ktore przylegac powinny pod lapami na brzuchu, wpijaja sie jej troche pod przednie lapy... zkoda ze nie ma tu rusznikarza, pamietam jaki piekny puszorek mial moj pierwszy kot, cudo!! nie bylo zadnego problemu z zakladaniem go nigdzie kota nie uwieral, idealnie dopasowywal sie do jego ciala kiedy chodzil.. a teraz te badziewia jakies takie dziwne... Nic to poszukam moze jeszcze czegos innego, bo na wyjazd bede musiala miec kota na smyczy, dla jej i naszego bezpieczenstwa!

zatem jak widzicie, choc nie wiem czy widzicie, bo przez te moje nie za czeste bywanie tutaj, to mi sie i towarzystwo komentujace wykruszylo jak widze :) czas u mnie zapiernicza, u Was pewnie tez... najwazniejsze, ze zdrowi z R jestesmy, choc czeka nas zakup okularow dla R bo on juz nawet sms doczytac czasem nie daje rady.. i aparat sluchowy tez by sie chyba przydal, bo telewizor ma ustawione takie czestotliwosci glosnosci ze moje ucho tego nie ogarnia :) Ech no po 40 to tak juz to jest chyba .. mnie to czeka za 2 lata ;)

Dbajcie wiec o siebie, mnie jutro czeka maly spacer po Colmar z cudna Kasia, z bloga Retro blue moze jakies zdjecia zrobie... i moze i grzanca wypije.. w koncu byc na Marché de Noel i nie napic sie grzanca... no nic to zobacze, bo i autem jade wiec kusic losu nie lubie...
Do nastepego razu moi mili, ubierajcie sie cieplo!!


bisous!

piątek, 21 listopada 2014

Zycie

bywa trudne, szczegolnie kiedy sie mieszka ponad tysiac kilometrow od najblizszej rodziny.
Od poniedzialku do srody zylam troche na innej planecie.
Moja mama miala udar mozgu, niedokrwienny, przez chwile miala afazje, ktora sie cofnela na szczescie, ale lekkie porazenie lewej strony jeszcze pozostalo, lewa reka jest b slaba, mama nie jest w stanie utrzymac telefonu, lewa noga tez nie w pelni sprawna... Wczoraj mama mogla juz wstac i pojechac sama do toalety, na wozku oczywiscie.. lekarze mowia ze idzie ku lepszemu, ale nadal jest zagrozenie zycia, bo wylew byl w niedziele, a moja mama sobie z nim przechodzila...
Maly dzieci maly klopot, duze dzieci duzy klopot, starsi rodzice .... klopoty duzych i malych razem wziete...  taka to prawda.
Wczoraj odpoczelam wyluzowalam sie tak bardzo, ze moje cialo natychmiast podchwycilo ten luz i wyklulo sie przeziebienie. Pije juz herbate z imbirem i miodem, musze sie jakos postawic na nogi, szczegolnie ze dzis mam impreze swiateczna w pracy , kolacja i wino i czeki gwiazdkowe beda rozdawac, wiec jak moglabym nie isc ;) W plecach tez mi cos trzasnelo, no sypie sie :)
Do Polski powinnam jechac, ale nie mam kiedy na razie. Jestem sama, R pojechal znow w Alpy, ale wcale nie na narty tylko do pracy. Poza tym kota samego w domu na tak dlugi czas nie moglabym zostawic samego no i ja jeszcze pracuje do konca miesiaca. A 1. grudnia musze sie zarejestrowac w Pôle emploi zeby jak najszybciej dostac zasilek dla bezrobotnych czyli chômage. Ech popieprzylo sie sporo, ale tak to juz, jak sie pouklada troche to bach rozpierdziucha sie robi. Nie jestem zla ani zawiedziona, mysle ze to wszystko co sie wydarzylo, wydarzylo sie po cos, to jest pewna proba dla mnie i dla mojej rodziny.
Wiem tez ze potrafie zyc calkiem sama, bez R. nie tesknie juz za nim tak szalenczo jak kiedys, bo wiem ze wroci, potrafie byc sama ze soba i bardzo doceniam ten czasµ. Jest to tez test na sprawdzenie tego jak zyje z wlasna rodzina, wyjechalam 7 lat temu, wiec z astrologicznego punktu widzenia moge rzec, ze Saturn rzadzi, a po 7 latach niektorzy mowia, ze wszystko sie zmienia, i fakt, zmienia sie.. mozna powiedziec ze po 7 latach zbierasz to co zasiales, wiec jesli dbales o swoj plon to zbierzesz godne plony, jesli nie to nie bedzie co zbierac bo bedziesz miec same straty...
Ja zbieram plony ale i stalam sie madrzejsza, dojrzalsza. Nie wiem co bedzie za jakis czas, ale wiem, ze musze nadal pracowac i nie moge usiasc na laurach.
Wiem ze mama by chciala mnie zobaczyc, ja tez chce zobaczyc sie z mama, ale to chyba bardziej moj brat mnie potrzebuje.... skomplikowane to wszystko do przepracowania we mnie samej.

Odbiegajac od tematow rodzinnych..w poprzedni weekend czulam chec odkrywania mojej kuchni na nowo, pieklam i robilam konfitury z jablek o piernikowym smaku. Pieknie mi to wszystko wyszlo, tak slodko i od serca... uslyszalam tez wiele pieknych slow pod swoim adresem, mile to...
Tak musze powiedziec, ze to milosc sprawia, ze jestem tworcza, ale milosc do samej siebie, ale bez zadufania w sobie, milosc i zaufanie do siebie, sprawia, ze czuje sie silna i wiem czego chce!

A oto wynik mojej milosci:

 Ciasto marchewkowe bez mleka bez glutenu ale za to z przyprawa piernikowa :) 
Przepis TUTAJ

    A to konfitura jablkowo-piernikowa, idealna na dodatek do prezentu gwiazdkowego :)

Do nastepnego razu... juz niedlugo adwent...


wtorek, 11 listopada 2014

Juz 11 listopada

fajnie, ze w koncu czas przyspieszyl ;) we wrzesniu myslalam ze nie wyrobie, bo tak ciagnely sie te dni...
Na szczescie zaraz bedzie polowa listopada.
Czekam na koniec mojego kontraktu jak na zbawienie, dzis tez ide do pracy za 2h zaczynam, skoncze o 20h, a jutro na 7h.... Olaboga jak mi sie nie chce, dzien wolny od pracy i ostatni to dzien dlugiego weekendu, ale coz nie kazdy ma wolny weekend tym bardziej dlugi weekend. Nic to za chwile bedzie grudzien i skonczy sie cos bym mogla rozpoczac inne cos :D
Juz wiem na pewno, ze potrzebuje pracy tworczej, i zamierzam isc w tym kierunku... daje mi to ogromna radosc, i chec do zycia, daje mi to szczescie... bez tego czuje sie po prostu jak bym byla pusta w srodku...

A tak z innej beczki, jesien rozgoscila sie na calego w Alzacji, ale rozpieszcza nas mimo wszystko sloncem i temperatura znosna, deszcz pada od czasu do czasu, ale nie ma co narzekac, w koncu listopad i jesien...
Miluza stroi sie na Swieta, i zaczynam czuc Magie Swiat, w Niemczech kupilam juz przyprawe do piernikow bo zamierzam upiec pierniczki ..... zamiar jest, ochoty na razie jednak nie :)
Na starowce, a raczej na jej rynku wszystko powoli przygotowuje sie do Swiatecznego czasu, za dwa tygodnie beda juz stac drewniane budki, karuzela, bedzie kolorowo, gwarno i zapachy grzanego wina i nalesnikow z czekolada beda draznic nos. Czekam na ten moment, z utesknieniem :)


niedziela, 2 listopada 2014

LIstopad

powital nas sloncem i cieplem, to zapewne ostatni weekend tak mocno skapany w sloncu, od jutra juz nastanie plucha, chlod i jesienny wiatr bujajacy prawie golymi drzewami...
W domu pale swieczki, bo i weekend wspominkowy, wprawdzie o bliskich mi zmarlych mysle w sumie prawie kazdego dnie, to jednak dzis, w Dzien Zadusznych jestem w Polsce z najblizszymi.
Jest tez jeszcze jeden powod dla ktorego mocno kieruje swe mysli w strone mojej rodziny, i mojego brata.. .. dlugo wczoraj z nim rozmawialam. Ech zycie bywa pokrecone... nawet bardzo....

Skorzystalam tez z mojego wolnego weekendu, Halloween wypadl w piatek, wiec w sobote przelezalam, a dzis przesiedze... weekend w pizamie byl mi chyba bardzo potrzebny, bowiem przez ten czas wyprodukowalam Pierogi z Farszem z Czerwonej Soczewicy - rewelacyjny, tak dobre, ze nawet R sie skusil, choc zazwyczaj nie tyka pierogow jesli nie sa one z miesem badz z kapusta i grzybami... przepis jest tutaj i goraco go polecam!

A dzis z rana obudzilam sie z checia upieczenia ciasta, do porannej kawy... znalazlam bardzo prosty przepis bez mleka, jajek i glutenu bo jestem na niego uczulona, ale wykorzystalam make gryczana.
Ciasto jest przepyszne i oczywiscie proste (przepis znajduje sie tutaj).... bo innych nie robie :)


Jak widac przygotowuje sie do zimy... bo w sumie kto nie lubi tych dlugich wieczorow pod kocem z kubkiem herbaty z cytryna ... no kto? :)

Przepis:

1,5 kubka mąki (uzylam gryczanej))
1/2 - 3/4 kubka cukru 
1 łyżka cukru z wanilią
szczypta soli 
3 łyżki kakao (albo 1,5 łyżki karobu)
1 łyżeczka sody
1/3 kubka oleju
1 łyżka octu (balsamicznego, jabłkowego lub winnego)
1 kubek zimnej przegotowanej wody lub ulubionego płynu (soku, kompotu, mleka owsianego)

Wszystkie suche skladniki wymieszac w misce, dodac potem plynne i wymieszac lyzka.
Mozna dolozyc owoce.
Przelac ciasto do brytfanki, wczesniej ja naoliwylam i wysypalam maka, ja uzylam takiej brytfanki na babke. A potem wlozylam je do nagrzanego piecyka na okolo 30 min az do suchego patyczka... Piec w 180°C

:) ot i tyle

wtorek, 28 października 2014

Jesien

Rozgoscila sie ta jesien po calosci, nawet nie wiem kiedy lato minelo i nawet nie zorientowalam sie, ze to juz 3 miesiac kiedy zniknelam z bloga. Przyznaje, ze czas przemyka mi przez palce, a i na pisanie srednio chec mam. Generalnie nic nie robie dla mnie, ot ograniczam sie do sprzatania, gotowania, prania i do jakis imprez, ktore jakos przestaja mnie krecic coraz bardziej. Za to rozmowy przy winie wrecz przeciwnie wciagaja mnie az do bolu i pozwalaja mi poczuc sie wolna i nieskrepowana...
Minely moje urodziny, ktore dzieki temu ze wypadly w sobote, to zaczelam je swietowac juz od piatku i skonczylam w niedziele poznym wieczorem :) Obchodzilam tez kolejna rocznice zycia we Francji a mianowicie przelecialo juz 7 lat... uchhhh nawet nie wiem kiedy ...
A poza tym za 5 tygodni koncze moj kontrakt i bardzo sie z tego ciesze! Czas na zmiany...
Odliczam dni do Swiat, bo spedzimy je na polnocy FR, u siostry R i naszych przyjaciol...

Czekam tez na czas kiedy bede mogla zajac sie wlasnym domem, a raczej jego wnetrzem, szukam nowych kanap do salonu... mam kilka rzeczy do przemalowania, a i chce w koncu przejechac sie na starocie bo bardzo mi juz tego brakuje! Poza tym chce zaczac znow robic na drutach i chce miec maszyne do szycia...  No i wlasnie dlatego marze o zmianie w zawodowej sferze mojego zycia, tworczosc i kreacja jest mi w zyciu potrzebna, bez tego czuje sie bardzo uboga i niespelniona...

Coz, tymczasem jednak musze sie zbierac i zyc jeszcze w moim kieracie i codziennosci... cale szczescie, ze w srode mam zajecia z Sophrologie... jak ktos ciekawy co to, to niech zajrzy tutaj: :)

http://sofrologia.blogspot.fr/ po polsku :)

Znikam, mam nadzieje, ze nie na 3 miesiace :) Buzka!

poniedziałek, 21 lipca 2014

Lipiec

a prawie juz koncowka lipca :)
Jeszcze nigdy w zyciu tak bardzo nie marzylam o tym by byl juz conajmniej wrzesien.
Wiekszosc z Was powie, pokieralo babe .. ale nie bede sciemniac odliczam dni do konca kontraktu i mam nadzieje, ze Muriel wroci juz z urlopu wychowawczego i nie bedzie zamiaru go przedluzac w nieskonczonosc... czekam na 30 dzien listopada jak na zmilowanie, to bedzie ostatni dzien mojego kontraktu, niedziela i akurat to jest moj wolny weekend, wiec w sumie w piatek zakoncze moja prace!
Mialam tam pracowac pol roku, wyszedl rok i nie chce ani chwili wiecej, choc R mowi, ze pewnie gdyby mi zaproponowali CDI czyli kontrakt na stale to bym wziela. W sumie nawet nie wiem, nie mysle o tym, i wole by taki scenariusz nie mial miejsca, bo chce przejsc do kolejnego etapu zycia, zmienic kompletnie branze i moc realizowac swoje marzenia...

Jak widac tez minal miesiac kiedy ostatni raz cos tu napisalam.
Tak jakos wyszlo, bo zacielam sie troche, nie mam ochoty na spotkania z ludzmi, na rozmowy, ciezki okres w zyciu naszej rodziny troche nastal. Klopoty z PL, nie pozwalaja nam na zycie pelna piersia, bo kiedy juz myslelismy, ze wychodzimy na prosta i wszystko zaczyna sie powoli ukladac to niestety. Przyszla wiadomosc z PL, ktora bardzo nam wplynela na dusze, serca i ciala, i budzet, ze ciezko nam sie pozbierac i zyc znow normalnie. Tzn zyjemy normalnie, ale naprawde jest zupelnie inaczej. Mam wrazenie, ze za chwile znow wypadnie jakis przyslowiowy trup z szafy,  i choc pracuje bardzo z pozytywnym mysleniem, to musze jeszcze trzymac mocno w ryzach R., ktory jeszcze gorzej niz ja znosi te historie.

Dlatego chyba tak bardzo marze o zmianie pracy, by moc przejsc do czegos innego i zmienic tok myslenia.

W sumie mam ochote podzielic sie z Wami moim marzeniem, jedno juz bowiem jest w trakcie realizacji, ale o nim opowiem, kiedy stanie sie na tyle rzeczywiste bym mogla je dotknac :)

Od zawsze chcialam miec knajpke, kawiarnie, miejsce gdzie przy ciescie, kawie, herbacie, soku, lemoniadzie mozna milo spedzic czas. W PL duzo jest takich magicznych miejsc, we Francji w sumie wiekszosc kawiarnich jest utrzymana w jednym klimacie, bistro, gdzie przy papierosie i kieliszku wina spotyka sie czlowiek na apero... a ja bym chciala by bylo tak po domowemu, ot tak, jak gdyby sie po prostu wchodzilo do domu i gdzie mozna by bylo zasiasc na kanapie, fotelu. W sumie forma lanczykowa tez nie jest glupia, ale to chyba juz wyzszy poziom. Generalnie by bylo magicznie, artystycznie i ze starymi meblami, przedmiotami! Ktore mozna by bylo kupowac, z wyrobami artystycznymi... ech moglabym tak kontynuowac i gadac i gadac... projekt w glowie mam, i nawet kogos z kim moglabym probowac kombinowac ten biznes :)
No ale najpierw oby dotrwac do konca kontraktu....
A potem chwila odpoczynku, bo to przeciez po listopadzie przychodzi grudzien i Boze Narodzenie... ech jak wiec widzicie ja juz jedna noga jestem w jesieni :)
Mimo wszystko zycze Wam udanego lata, ciepla, slonca i pieknych chwil!
Do nastepnego...

Café Verte w Lodzi - ten stolik najmniejszy po lewej stronie, z lampka byl moim ulubionym :)
idealny na spotrania tête à tête ...



sobota, 21 czerwca 2014

Muffinki

Zgodnie z Wasza prosba podaje przepis na bardzo proste i pyszne muffinki.
Mozna je robic ot tak zwyczajnie, bez dodatkow, ale wg mnie swietnie smakuja kiedy dolozymy do nich cos wiecej :)
Ja czesto je robie z Nutella, albo ze Speculoos, albo wlasnie z konfiturami badz dzemem, ktory akurat mam w szafce czy w lodowce. Mozna do nich dolozyc kawalki czekolady albo owowce swieze badz mrozone... ot na co macie ochote!
Najwazniejsza jest tylko baza, czyli ciasto.. a reszta jest wg Waszego uznania i ochoty :)


Jesienne muffinki z dzemem truskawkowym....


Zatem, do roboty :)

Skladniki:

2 szklanki maki
2/3 szklanki brazowego cukru
2 lyzeczki proszku do pieczenia
1 cukier waniliowy  -------- lub aromat waniliowy badz jakis inny, ktory lubicie i ktory bedzie dobrze komponowal sie z tym, co chcecie wlozyc do muffinek

---------------------------------------------------- produkty suche ------------------------------------------------

1 szklanka mleka
100g roztopionego masla ----- lub 1/2 szklanka oleju
1 jajko
-------------------------------------------------- produkty mokre ---------------------------------------------------

Potrzebujemy 2 miski:

Miska nr 1. to produkty suche czyli:
 maka +cukier +  proszek do pieczenia 
Mieszamy skladniki.

Miska nr 2.  to produkty mokre czyli:
mleko + roztopione maslo badz olej + 1 jajko (rowniez aromat, jesli jest to cukier waniliowy to dokladamy go do produktow suchych czyli do miski nr 1.)
Dokladnie mieszamy skladniki.

Nastepnie do miski nr 1. dodajemy stopniowo, badz od razu, skladniki z miski nr 2.
Czyli produkty suche laczymy z mokrym, dobrze do tego celu uzyc miksera.
Podczas mieszania mozna dolozyc owoce swieze, mrozone badz kawalki czekolady.

Foremki do muffinek wypelniamy do 2/3 wysokosci ciastem jesli ciasto ma juz w sobie dodatki. 
Jesli chcemy dolozyc Nutelle, Speculoos, badz konfiture, to proponuje foremki napelnic do polowy ciastem, a potem lyzeczka nalozyc wlasciwy dodatek, i dopelnic przykrywajac np. Nutelle, jeszcze warstewka ciasta.

Ciasto do foremek zawsze nakladam lyzka, a przed wstawieniem do pieca posypuje wiorkami kokosowymi, orzechami badz pralinkami... albo po upieczeniu po prostu cukrem pudrem.

Pieczemy 20min w 200°C


 Muffinki z maki bezglutenowej, wiec nie wyrosly az tak pieknie, ale smakowaly rownie dobrze!
Z konfitura z czarnej porzeczki.


Dobrze jest jednak sprawdzic muffinki patyczkiem. Sa one upieczone kiedy ciasto nie przylega juz do patyczka.

Muffinki po upieczeniu studzic na kratce...

Ot i cala filozofia, sprobujcie sa naprawde proste do zrobienia! Ja bowiem nie lubie siedziec dlugo w kuchni i kombinowac :P

Powodzenia i powiedzcie czy byly dobre :)
Smacznego!

piątek, 20 czerwca 2014

Jestem, zyje....

i choc pojawil sie mega problem finansowy mojej mamy, to jakos udaje mi sie nie sfiksowac... choc przyznaje, ze im czesciej o tym mysle, tym wieksza panika mnie ogarnia, ale... nic to, jak nie mialam za wielu problemow, tak dla rownowagi teraz mamy i jeszcze nie wiemy  jak go rozwiazac... ale oby sie udalo!

Poza tym pracuje, i zyje jak wszyscy inni... 
Wczoraj byla u mnie moja ukochana kolezanka Bulgarka, uwielbiam ja :)
Na ta okazje zrobilam muffinki, z powidel, ktore dostalam od innej bardzo mi bliskiej kolezanki, ktora niestety juz opuscila Alzacje i udomowila Pikardie :) 
Byla kawa, pogaduszki, i pyszne muffiny, ktore uwielbiam :D jesli ktos ma ochote  na przepis, to prosze o wiadomosc w komentarzu :D

Pozdrawiam moi mili czytacze! Obiecuje, ze postaram sie troche odblokowac na pisanie... 

A teraz... zapraszam na kawe... zobaczcie sami, ze miejsca na kanapie jest calkiem sporo :


środa, 14 maja 2014

dla uspokojenia czytaczy :)

moi mili, czasem w zyciu zdarzaja sie takie chwile kiedy czlowiek pada na ryj badz w niego dostaje i potem pada...
Ja dostalam z liscia, choc wiedzialam ze w koncu to nastapi, i choc najblizsza osoba mowiac mi o tym co jej zaczyna doskwierac w naszej relacji powiedziala to najdelikatniej jak potrafila - serio az sama z podziwu wychodze - to i tak zabolalo... najbardziej zabolalo mnie to ze ciagle oklamywalam sama siebie, ze to ja tak wlasnie ja moge byc troche nie halo, no bo ja taka idealna no do czego sie przyczepic?!!!. Dlatego juz nic nie bedzie takie jak kiedys, ja sie przez to zmienilam, moja relacja tez (bede bardziej egoistyczna, ale to w dobrym znaczeniu tego slowa, jesli mozna to tak ujac)... ale nie martwcie sie, nie rozwodze sie, nie odchodze, nie uciekam, tylko zebralam sie wczoraj z podlogi i zabralam za dzialanie. W sumie razem zabierzemy sie za dzialanie tylko kazde z nas na innym polu. Wyznaje bowiem zasade ze jesli chce sie zmian to trzeba je najpierw rozpoczac od siebie, ja zaczelam, R powoli.... co bedzie to nie wiem...
Wiem, ze wczoraj bylam w miejscu gdzie zrelaksowalam sie i przez chwile nie myslalam o tym co bedzie...
Jesli dam rade to napisze kiedys, jasniej o co w tym wszystkim biega... w sumie prosta sprawa, tylko trzymajcie kciuki zebym dala rade. Za pol godziny mam rdv z kims kto mam nadzieje ze da rade mi pomoc, bo inaczej nie chwyce tego byka za rogi, za cienka jestem niestety...Ale i tak najwieksza robota bedzie nalezala do mnie! Pozdrowienia i serio nie martwcie sie, zyje! I ide ku lepszemu ;)
pa!

niedziela, 11 maja 2014

Bo

od dzisiejszego wieczoru juz nic nie bedzie tak samo....i takie samo.
Doszlam do muru. Czas spojrzec sobie w twarz..

To tyle.
Przerwa w pisaniu trwa, kiedy sie skonczy nie wiem.

piątek, 25 kwietnia 2014

Tesknota

za blogiem ... co raz wieksza, ale jeszcze chwile potesknie bo za Mama bede tez tesknic, a ona juz w niedziele wieczorem wyjezdza, wiec nie ma mnie od jakiegos czasu...
Swieta minely, ja przeziebiona jestem... do pracy chodze, ot proza zycia...
No dobrze mi jest i korzystam wiec z tych ostatnich dni z Mama...
zajrze tu pozniej, moze w przyszlym tygodniu...


A tak bylo w Colmar tuz przed Wielkanoca... materialowe kaczko/kurki byly praktycznie wszedzie i nikomu nie przyszlo do glowy by to zniszczyc czy ukrasc...ot oko cieszyly i ladnie ozdabialy starowke :)


czwartek, 10 kwietnia 2014

Nowy - Stary stolik

Czas mija bardzo szybko, za chwile Wielkanoc, a Mama jest u nas juz 2 tygodnie...jeszcze pewnie chwila i bedzie chciala wracac, zreszta zaczyna juz o tym wspominac. No co zrobic logiczne, ze ciagnie ja do swojego domu, miejsca, ludzi i lozka :) Ja korzystam z tego pobytu Mamy maksymalnie, bo jestem calkowicie zwolniona z zajec w kuchni, co mnie po prostu uskrzydla i czuje sie jak na wakacjach !! :)
No cudownie mi!! I tylko staram sie nie myslec o tym, ze bedziemy musialy sie rozstac...

Ale nie skupiajmy sie na rzeczach smutnych, lepiej myslec pozytywnie i radosnie, mimo wszystko!
No bo i Swieta nadchodza.
Jak zawsze w Alzacji, Wielki Piatek jest juz dniem wolnym od pracy, i ja sie z tego ciesze pomimo tego, ze ide do pracy tego dnia, ale pozniej mam 3 dni wolnego... no zyc nie umierac! :) Bede spedzac Swieta z rodzinka, i z przyjaciolmi, i juz sie zastanawiam czy moja przyjaciolka polubi polski zurek, tej zupy akurat jeszcze nigdy nie probowala... no mam nadzieje, ze bedzie :)
W domu juz rozgoscily sie na calego wielkanocne kurczaczki i jajka... jeszcze tylko brakuje doslownie kilku detali, i bedzie jak trzeba.

Przejdzmy jednak do tematu tego postu, a mianowicie do stolu, ktory jak juz wiecie poddalam malemu odnowieniu, a moze raczej metamorfozie...
Oto niski stolik ktory sluzyl nam od kilku lat:
Tu jest umyty, i gotowy do metamorfozy:


A tu - na dolnym zdjeciu juz po przemianie.... czy ktos znalazl roznice? ;)


No to zapraszam na kawe, badz apero :))
Sciskam juz bardzo wiosennie i zycze Wam milych przygotowan do Swiat....

A na koniec polecam fajny Blog znaleziony w sieci, z ktorego zapozycze sobie takie szare wielkanocne zajace, ktore mozna wydrukowac z TEGO posta, bo sa w pliku PDF :)


Ciao!