niedziela, 22 grudnia 2013

Wesolych Swiat!

Juz wam zycze :)
Zmeczona jestem bardzo, ale nic to po Swietach sobie odpoczne :)
Badzcie szczesliwi i radosni w ten czas, objadajcie sie do woli,  w swieta kalorii sie nie liczy :P
Spedzajcie czas z najblizszymi i smiejcie sie do rozpuku :) Smiech to zdrowie, i tego zdrowia tez wam zycze! :)

Nasza choinka... grubachna i karlowata... ale bardzo urocza .. prawie jak ja :P


A jak znajde chwilke to pochwale sie moim swiatecznym salonem...ktory w ogole przeszedl metamorfoze, szczegolnie kolorystyczna :)

Pozdrawiam Swiatecznie, czekajac na moich gosci, ktorzy sa juz w drodze do nas.. :)


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Jest juz bardzo swiatecznie

Kapusty ugotowalam, pierogi ruskie i z kapusta i z grzybami tez mam, sledzie w oleju zrobil R. i zamknal je szczelnie w sloikach, by doczekaly Wigilii. Nawet mak juz mam zmielony, zamrozony...pozniej bede odmrazac i doprawiac, na makowce...
Leci bowiem ten czas nieublaganie, umyka, wracam z pracy, ide do pracy, jakies zakupy, sprzatanie i kolejne apero z przyjaciolmi w miedzyczasie i nawet czlowiek za datami w kalendarzu nie nadaza.
A Swieta ida, czy chcemy czy nie, jest ten 24 dzien grudnia w kalendarzu i nie chce byc inaczej.
Przyjezdzaja do nas przyjaciele z Pas de Calais, dlatego tak pichce inaczej bym sobie polowe tych rzeczy darowala, a tak poszalec moge, i nawet sprawia mi to przyjemnosc. Dom tez coraz bardziej robi sie swateczny, probuje zagonic R. do malowania jeszcze, ale za kazdym razem ktos dzwoni i kolejna robota wyskakuje... wiec juz nawet nie czekam, tylko ubieram to nasze mieszkanko w swiateczne szatki, by me oko cieszylo.
Oczywiscie jeszcze bede pichcic, sledziki po kaszubsku, sledzie pod pierzynka, rybe zapiekana w ciescie z serkow topionych, pasztet miesny, salatke jarzynowa zrobie, lososia w galarecie, ryby smazone i nawet barszcz czerwony, bo mi R dziure w brzuchu o niego wierci, oprocz tego na Wigilie bedzie grzybowa z kasza...oj duzo mam tego...ale dam jakos rade.... choc zobacze czy w ogole dam zrobic to wszystko z mojej listy potraw :) Niestety ja nie typ mojej mamy, ktora pracujac od 6h do 18h potrafila jeszcze wieczorem ukrecic cokolwiek w kuchni... no ja nie dam rady.. dzis bylam tak zmeczona po pracy, ze obiad zrobilam i pranie wstawilam, na wiecej nie bylo mnie juz stac, po prostu kaplica. Jutro ide po poludniu do pracy, wiec tez nic nie zrobie, srode mam wolna, moze wowczas sie da... optymistycznie patrze w przyszlosc mimo wszystko..

Mama nadal cierpi, ze nie przyjedzie do nas, ja tez cierpie, ale R. mnie trzyma jakos w kupie, pociesza, mama niestety ma pod gorke teraz, a ja mam zwieche, bo nie moge jej pomoc na tyle na ile bym chciala. Ojciec R. natomiast przyjezdza do siostry R. na polnoc Francji, juz w srode... R. tez jest przykro, ze nie zobaczy sie ze swoimi... ale najwazniejsze, ze mamy siebie...
Swieta to wyjatkowy czas w zyciu... chwila zwolnienia i ustawienia priorytetow... dla mnie zawsze najwazniejsza byla rodzina, i ta jest dla mnie R.. bo tutaj mam tylko jego.

Milych, swiatecznych przygotowan... :)

niedziela, 8 grudnia 2013

Ciasteczko na zimowe wieczory

Tylko jedno ocalalo, reszta niestety sie polamala :P
Ciasto na ciasteczka wykonalam na podstawie przepisu, ktory znalazlam w opakowaniu foremek... w sumie bardzo dobrze smakowaly te ciasteczka, ale niestety chyba cos bylo nie tak, bo pomimo trzymania ciasta zgodnie z zaleceniem przez godzine w lodowce, nie stalo sie bardziej twarde i sie kleilo :) A przy rozwalkowywaniu troche przesadzilam, i wlasnie przez to, ze bylo za cienkie, ciasteczka popekaly...a mowili zeby nie rozwalkowac za cienko, no nic to, nastepnym razem bedzie lepiej ;)
No to zapraszam :)


czwartek, 5 grudnia 2013

Dalszy ciag wspomnien, czyli zdjecia z Laon... Picardie...

Jesli ktos nie wie gdzie to, to od razu mu powiem, zeby sobie wystukal w necie :) jak cos bardzo prosze, podstawowe dane sa TU
Laon to kolejne sredniowieczne miasteczko, z niesamowita katedra Notre Dame... i pieknymi uliczkami, sklepikami... i tam tez zostalo moje serce, a to co poczulam w tej katedrze, naprawde trudne jest do opisania... bo takie rzeczy sie po prostu tylko czuje... Zatem zapraszam do ogladania i polecam niesamowita Picardie, na kazda pore roku... historia jest w niej ogromna!







I znow bylam przez chwile na szlaku sw. Jakuba...














 piekna modlitwa...
Notre Dame ... Nasza Pani .... czyli po prostu Matka Boska


















 Souris dans le grenier czyli Myszy na strychu .... taki sklep... pokochalam i wyjsc z niego nie chcialam... 






 Prawde mowiac danie jakim jest choucrute to typowe danie alzackie, wiec kompletnie nie spodziewalam sie, ze je znajde w Pikardii :)



 Szyld salonu fryzjerskiego :) Coup de Folie, mozna rozumiec na kilka sposobow, ale miedzy innymi jako chwila szalenstwa :) 
 Pralnia
Drogeria ... Jelen (Cerf)... nie zagladalam do srodka a szkoda moze by mieli mydlo Bialy Jelen ;)

*** 
I ja wiem, ze jeszcze do Pikardii kiedys wroce!!
mam nadzieje, ze daliscie rade dotrwac do konca mojej podrozy :)
A teraz ide piec ciasteczka... w koncu Swieta za 20 dni!!!!