niedziela, 25 listopada 2012

Nadal nic

na szczescie juz row zasypalam :)

Zaczelo sie Marché de Noël... jest pieknie!!
Zapach grzanego wina, piernikow i innych przysmakow drazni nos... lubie ten czas :)
Za miesiac Swieta!!! :)

piątek, 23 listopada 2012

Kociokwik

nadal czekam, mam nadzieje ze jutro dostane list, dzis poczta juz byla ale na ten list chyba za wczesnie.

W sumie to juz cos wiem, ale po tej wiadomosci wpadlam w taki dol, ze row Marjanski przy tym to nic!
Rano nikt do mnie nie dzwonil, wyslalam sms do gwiazdeczki, ona nadal nic nie wiedziala, zadzwonilam do biura w koncu kolo 11h30.
Odebral szef, i mowie: dzien dobry, tu MT przy telefonie, czy wie juz pan cos moze na temat wczorajszego egzaminu, zna pan wyniki? Na co on odpowiada: no wynikow nie mam, ale wiem, ze w wiekszosci nie bylo dobrze... no i to w sumie tyle, tak mnie to wbilo w fotel, ze nie zapytalam czy to dokladnie chodzi o mnie osobiscie czy ta wiekszosc o ktorej mowil to my wszyscy zdajacy egzamin. Skupilam sie na sformulowaniu "ce n'était pas bon", tak mocno, ze za mnie brzuch rozbolal! Dla mnie to znaczy, ze nie zdalam i tyle!
Odeslalam esa gwiazdeczce ze wyglada na to ze nie zdalam...ona zapytala skad wiem, odpisalam, ze dzwonilam do biura...i od tej pory cisza w eterze.

W kazdym badz razie juz oswoilam sie z mysla, ze nie zdalam. R. mi mowi cic sie nie stalo, zdasz, zrobisz poprawke...

Pomysle o tym w niedziele...

czwartek, 22 listopada 2012

Juz po...

Tzn po egzaminie...

a z jakim wynikiem go zakonczylam, to za cholere nie wiem! Moze dowiem sie jutro!

Ale od poczatku...

Od poniedzialku moja panika siegala zenitu, we wtorek to byla istna katastrofa, jazdy byly masakryczne! Moja gwiazdeczka juz sil do mnie nie miala, ja do siebie zreszta tez nie... Wczoraj przy srodzie spotkalam sie z moimi kolezankami, polskimi kolezankami, ktore akurat przyjechaly z poludnia fr i druga spod Colmar, posmialysmy sie, zrelaksowalysmy, wieczorem dziewczyny pojechaly, a ja dawaj znow mi sie korba wlaczyla....
R wrocil wieczorem, i zaczelismy gadac... dyskutowac, az nagle R. przemienil sie w tego, no... "koucza" ;) i zaczal mnie motywowac niczym Rockego Balboa przed walka :P Prawda jest taka, ze mi chlop poustawial w bance, przestalam sie bac!!! Yeahhhh, cel osiagniety, nie powiem, ale dobrze mi zrobil ten seans psychoterapeutyczny z wlasnym chlopem!!!
Dzis rano obudzilam sie bez zadnej buli w zoladku, zero stresu, luzik, nic kompletnie nie czulam, wiedzialam, ze mam jazdy rano i mam pojechac dobrze, a popoludniu mam zrobic to samo co na porannej jezdzie.
Wykonac zadanie, osiagnac sukces!

Poranne jazdy wyszly mi dobrze, ha uslyszalam od gwiazdeczki ze jest ze mnie dumna, ze sie cieszy i mam zrobic to samo na egzaminie, a swiat bedzie moj!
Wrocilam do domu uskrzydlona...zjadlam kanapke z lososiem, bo omega 3 dobrze wplywaja na mozg, wiec zebym jasnosc myslenia zachowala...wypilam kawe, odpoczelam i pojechalam na egzamin.

Okazalo sie, ze wszyscy juz czekali, a egz mial sie zaczac o 13h15, zaczal sie jednak o 13h30...pierwszy byl moj kolega z jazd, znalismy sie, bo sie odwozilismy nawzajem po jazdach :) tez nie wie czy zdal, ale jak wysiadl to mine mial nietega...poszedl szybko nawet za duzo nie dalo sie z nim pogadac...no i potem byla juz moja kolej, na szczescie ...bo oprocz mnie czekaly jeszcze 4 osoby...

Zatem, wyjechalam dokladnie o 14:08 wrocilam o 14:30 :) pan bardzo mily, i przypomnial mnie sobie z egz teoretycznego... ma pamiec skurczybyk... wsiadlam, przywitalam sie, popatrzylam sploszona w jego oczy ... wiecie taki chwyt, nie? ;)
On sie mnie pyta skad z Polski jestem, ile Lodz od Warszawy lezy, czy dlugo we Francji jestem, i ze dobrze po francusku gadam, oczywiscie na wszystkie pytania odpowiedzialam, podziekowalam pieknie, nadal nie wpatrujac sie mocno w jego oczy, przyznaje zaczelam sie troche stresowac...
Pan mi wytlumaczyl jak bedzie ten egzamin wygladac, i zapytal czy ma mowic wolniej hehehe, ale ze kapowalam, wiec niech se gada jak gadal :)
Ustawilam wszystko jak trza, siedzenie, lusterka, zapytalam czy wszyscy zapieci, lacznie ze mna, zamknelam drzwi - bo to obowiazkowe teraz, ze trzeba wcisnac ten przycisk zamykania drzwi, i powiedzialam ze jestem gotowa.
Kazal mi jechac, caly czas bylo wsio ok, kazal mi zaparkowac, tylem wzdluz kraweznika - kurcze nie wiem jak to sie nazywa po polsku :/ Zaparkowalam, ale wiadomo jak stereotypowa baba :P poprawialam, ale tu jest to dozwolone, wiec luz bleus, kraweznika w kazdym razie nie dotknelam i na niego nie najechalam :) powiedzialam ze manewr zakonczylam, wiec na luz wrzucilam i hamulec zaciagnelam. Kazal mi powiedziec jakie sa ostatnie dwie szyfry z kilometrazu przejechanego czyli wiedzialam, ze bedzie pytanie :) Pytanie dotyczace auta, a dokladnie jego wnetrza. Padlo na akumulator!
Pomyslalam sobie: Rany Boskie!
Po pierwsze zapomnialam wylaczyc silnik, a juz nacisnelam na klameczke otwierajaca klape, i wysiadlam z auta coz... egzaminator wylaczyl :P Zorientowalam sie jak juz mialam ta klape otwierac hahahah
Pokazalam gdzie akumulator, a on do mnie, a co trzeba zrobic jesli okaze sie, ze akumulator jest rozladowany? Mysle se dobra, wiem i mowie, ze trzeba drugie auto sprawne i kable, ktore trzeba podpiac pod jeden i drugi akumulator, a on do mnie jak trzeba podpiac? mysle se no to teraz przejebawszy, bo nie mam pojecia... ale se przypomnialam co mi mowila moja gwiazdeczka i mowie mu cos o polaryzacji, a ten do mnie tak, dobrze, ale jak, plus do plusa czy minus z plusem....ja se mysle, no blondynka, bo za cholere nie wiem!!! ale zaraz mnie inna mysl naszla dobra jak polaryzacja wiec niech bedzie + z + i - z - .... no i on mowi ok dobrze!!!! Odetchnelam, bo zaraz dodal, mozemy kontynuoawac...
no i pojechalim... kazal mi zrobic jeszcze w malej uliczce, cos czego nienawidze !!!! a mianowicie jechac tylem wzdluz kraweznika... o dziwo wyszlo mi!! Oczywiscie caly czas musialam lbem krecic, jak pajac na sznurku zeby na bezpieczenstwo zwracac uwage, ... no i pozniej musialam jechac na autostrade.
Kurna wjechac wjechalam, na wszystkie biegi sie zalapalam, ale tu mi pan nagle zwrocil uwage, ze nie jestem w Pologne, i ze odleglosc od samochodu jadacego przede mna jest za mala (tu sie zestresowalam, no bo kurna se mysle, nie jest dobrze! juz nie jest idealnie), zwolnilam wiec, szczegolnie, ze mi kazal brac zjazd... no i zjechalam ok, ale zaraz bylo rondo i tu tez sie troche zamotalam z tego stresu, zle sie ustawilam troche, i pozniej, jadac po rondzie nie trzymalam sie idealnie prawej strony, na co mi tez zwrocil uwage :/ kolejna wtopa se mysle, ale wybrnelam jakos z tego, bo sama podjelam inicjatywe, zeby zmienic to ustawienie...
Pozniej juz znow po miescie jechalam, tutaj juz znow wsio bylo ok, wjechalam ponownie na parking, zaparkowalam, kazal mi znow podac dwie ostatnie szyfry, i pytanie znow bylo z teorii ale z wnetrznosci autowych tym razem, czyli jak wiedziec, ze bak jest pusty ;) i tyle... pan mi powiedzial, ze dostane wyniki poczta, tym razem spojrzalam gleboko mu w oczy - wiecie zeby zafiksowac mu w glowie, ze mam zdac :D powiedzialam pieknie merci, on do mnie, po polsku dziekuje bardzo i do widzenia, wiec ja po polsku tez dziekuje i milego popoludnia...
Ot i tyle...niestety dzis na tym egzaminie, w samochodzie nie bylo mojej gwiazdeczki tylko inna babka, znam ja troszeczke, ale no nie z nia jezdzilam... Nie zrobila zadnego gestu, no nic nie zauwazylam, ze jest ok czy nie ok...
Zadzwonilam wiec pozniej do mojej gwiazdeczki, opowiedzialam wszystkie wtopy dokladnie, a ona do mnie wez przestan, on lubi polki, ma sentyment, przestan wymyslac, bedzie ok, i powiedziala mi, ze ta Marie nie wraca juz do biura dzisiaj, i ze jutro rano po 9h do mnie zadzwoni, bo na pewno od rana to bedzie glowny temat wszelakich rozmow, i Marie jej powie co i jak. Zatem... czekam do jutra....

Jestem zestresowana i czuje, ze padam... taka niewiadoma wykancza!!!
Co jak co, ale wolalabym od razu uslyszec co i jak... a nie czekac i meczyc sie ta niewiadoma...

Nie mam zadnych przeczuc... co dziwne, bo zazwyczaj jestem pewna czy zdalam czy nie... a tu, kompletnie nie wiem! Pan egzaminator bowiem mial twarz pokerzysty i choc na koniec mowiac "do widzenia" usmiechnal sie, to wg mnie byla to tylko wymiana uprzejmosci...
Rety, chyba sie napije wina z tego wszystkiego, wowczas szybciej przyjdzie ta 9h rano... teraz to dopiero mam bule w zoladku i stres...
Oby do jutra... zebym juz wiedziala... zebym nie musiala czekac na list!!

wtorek, 20 listopada 2012

Bez Cenzury!

JA PIERDOLE.........
............ KURWA JEGO MAC........


mam ochote sama siebie pierdolnac w leb i powiedziec, ze jestem nienormalna i posrana, i robie z widly igly...

ZEN bejbe, po prostu ZEN.... a wszystko bedzie tak jak trzeba! Nie?



P.S. mialam uprzedzic, zeby nie czytali wrazliwi, ale pieprzyc to... i tak byscie przeczytali! :P

Moja piosenka na uspokojenie ...

poniedziałek, 19 listopada 2012

Strachy na lachy?

W sobote odwiedzila mnie moja kolezanka z lawki, z francuskiej lawki!
Siedzialysmy obok siebie na zajeciach na tych, na ktorych spedzilam ostatnie pol roku mojego zycia :)
Co jest najfajniejsze, kolezanka owa, nie skorzystala z telefonu by mnie uprzedzic o swojej wizycie, tylko po prostu zadzwonila do drzwi!!
To zdarzenie, jest naprawde warte zapisania w jakims kalendarzu, jako, ze zaden francuz nie zrobi takich rzeczy! No chyba, ze jest to francuz z rodziny!
Nie wiem, moze w PL tez juz tak jest, ze najpierw anonsuje sie swoje przyjscie, uzgadnia termin, ale ja jak jeszcze pamietam, to po prostu jesli sie kolo kogos przechodzilo i mialo sie ochote, to sie po prostu dzwonilo do drzwi i czesc, bez zbednych ceregieli. Pilo sie pozniej kawe, jadlo ciastka i gadalo! :)

Kolezanka owa wlasnie tak zrobila, nawet nie znala mojego adresu, wiedziala tylko gdzie mieszkam, bo jej kiedys pokazywalam, a ona odnalazla chacjende i moje nazwisko na domofonie :) Byla wlasnie w moich okolicach, wiec stwierdzila, ze zaryzykuje, ze albo bede albo nie. No i bylam :)
Oj ucieszylam sie bardzo, bo kolezanke bardzo lubie, lekko w zyciu nie ma, ale zawsze jest usmiechnieta i po prostu ciepla, pomocna. Poza tym obydwie robilysmy prawo jazdy :) no wlasnie okazalo sie, ze kolezanka w sierpniu je zdala, a ja ... no w czwartek mam ten egzamin...

Gadalysmy przez bite 4 godziny, o zyciu, o tym czy cos sie zmienilo u niej i u mnie od tego czasu, no i oczywiscie o egzaminie. Rety prawde mowiac, to w sumie troche zaluje, ze poruszylam z nia ten temat, bo wlasnie od soboty spac nie moge, tzn spie, ale czuje ciagly stres i sie budze, pozniej zasnac nie moge!!! Sciska mnie w dolku, mam drgawki, boli mnie brzuch i snia mi sie jakies koszmary! W sobote snil mi sie egzamin, ale chyba to byl jej egzamin, tylko, ze na jej miejscu bylam ja...
Kolezanka mi mowi, to nic trudnego, jak jezdzisz, robisz wszystko jak trzeba to zdasz, poza tym egzamin trwa 30 min wiec nawet sie nie spostrzezesz, a to juz koniec, i po wszystkim.
Taaaa no i w sumie wszystko ok, tez tak to sobie wyobrazam wlasnie, tylko to moje zdenerwowanie zaczyna mnie draznic... moze zaczne cwiczyc codziennie, zeby ogarnac sie troche, wowczas wiecej endorfin bede miala i one zabija stresowe hormony :)

Dzis jezdze po poludniu (15h-17h), jutro w poludnie (11h-13h), a w czwartek mam ostatnia godzinke rano (9h-10h), i po poludniu(od 13h)juz egzamin...
Czuje sie w sumie pewnie, ale wiem nad czym musze jeszcze popracowac... no i przede wszystkim zredukowac ten irracjonalny lek...
Kurcze no i w sumie zaluje troche, ze przyszla ta kolezanka. Wczesniej nie mialam takich sensacji, takiego stresu. I w ogole, to specjalnie ograniczylam troszeczke swoj kontakt z ludzmi wlasnie z tego powodu :) zeby nie gadac o tym :) a tu takie buty... ech teraz to nie pozostaje mi nic innego jak zapamietac z tej rozmowy najwazniejsze rzeczy dla mnie, jakby co to je wykorzystac i koniec, w sumie tak troche jestem bogatsza o pewna wiedze :)

No nic to, oby do czwartku, trzymajcie prosze kciuki, szczegolnie zeby mnie spokoj ogarnial, i zebym trafila na fajnego egzaminatora :)
Jak tylko bede cos wiedziec, to dam znac!! Mozliwe, ze moja gwiazdeczka powie mi jednak wczesniej jaki jest wynik, zebym nie musiala czekac na ten list w takiej niepewnosci i stresie... :)

czwartek, 15 listopada 2012

No i juz

Maniek pojechal... przedtem jednak pojechali z R. do Niemiec i zakupili w ruskim sklepie pelno polskich kielbas, majonezow, ogorkow, slodyczy i czego dusza zapragnie :) Maniek wpadl do sklepu jakby w zyciu zarcia nie widzial :) Ale dobrze go rozumiem, bo my sami na poczatku to wpadalismy do tego sklepu z jezorem wywieszonym do pasa, wszystko sie chcialo kupic, bo polskie :) A we Francji takich przysmakow nie ma! Cwikly sie nie kupi, nie ma lewara, a poza tym w Niemczech taniej, co tez wlasnie Maniek od razu zauwazyl. Namawiamy go na kolejny przyjazd, moze na Swieta, zeby przyjechal razem ze swoja R. atmosfera swiateczena zaczyna sie rozkrecac na calego, i kazde miasto, miasteczko, a czasem i wioseczka bedzie mialo swoje Marché de Noël...Moglibysmy dzieki temu spedzic razem Swieta, a i na Sylwestra tez mamy juz mozliwosc sie wybrac, i my mamy zamiar skorzystac...no ale pozyjemy zobaczymy, w sumie mogliby przyjechac, pozwiedzali by troche, bo tak Maniek przyjechal, a w sumie nic nie zobaczyl, nawet na starowke nie mieli czasu podskoczyc. Nastepnym razem zatem :)

Nasz wypasiony espace stoi juz pod domem :) naprawde jest w swietnym stanie!! Nawet Maniek - a ten jest mechanikiem, i potrafi naprawic prawie kazde auto - powiedzial, ze trafilo sie nam ono jak slepiej kurze ziarno, bo generalnie za taki stan auta to srednio 3,5-4 tys euro sobie licza, a my mamy to auto za ... nawet nie 1 tys euro!! Sprawdzilam dzis rano przez neta, na specjalnej stronie czy czasem samochod nie jest obciazony mandatami, albo zajety przez komornika, ale czarno na bialym stoi, ze nie, i ze jest z nim wszystko ok. Wsiadlam dzis sobie do tego auta, i tak sie juz nie moge doczekac kiedy nim pojade :) ech ... no ale czekam cierpliwie! Moze w weekend wezme go troche wysprzatam, bo widzialam, ze trzeba by go odkurzyc, i moze na myjnie podjechac, ale moze to zrobie dopiero jak juz bede miala prawko, na razie sie wstrzymam, zeby nie robic sobie jeszcze wiecej chetki :P
R. poszedl zalatwiac ubezpieczenie, mam nadzieje, ze wybierze cos rozsadnego...zreszta to po to zeby znalezc cos jak najszybciej, nasz poprzedni ubezpieczyciel wcale nie byl tani, a teraz mozna znalezc juz cos bardziej interesujacego, lepsze pakiety. Mialam isc z nim, ale stwierdzilam, ze nie, pozwole mu sie wykazac, bo ostatnio nie daje mu na to szans, przez to, ze ja sie wszystkim zajmowalam :P No to dzis nadszedl ten dzien, ze sam moze to zrobic, a ja i tak poszukam innej oferty jakby co, przeciez ubezpieczyciela zawsze mozna zmienic :D

No i to tyle, zadnych nowosci nie mam, oprocz wlasnie tej, ze srebrny "espasik" cieszy moje serce :D


środa, 14 listopada 2012

No na psa urok

Wlasnie sie dowiedzialam, ze preniesli mi egzamin, bo za duze oblozenie bylo!
No i tez cholera trafilo na mnie :/ A ja juz sie nastawilam, ze w piatek bedzie po wszystkim!!!!
Juz pogode czarowalam, i tak wyczarowalam, ze w piatek ma byc slonecznie i cieplo, a tu teraz czekac musze nadal... niby nie dlugo, bo kolejny egzamin za tydzien, w czwartek, 22 listopada, tez cos kolo 13h00. Jazdy jeszcze mam w poniedzialek i wtorek, pozniej rano w czwartek, przed egz i ponoc nie powinno byc zadnych niespodzianek - tak mowi moja gwiazdeczka - i ze R. moze dla mnie auto kupowac! No auto wlasnie dzis trafi w nasze rece, a ja bede musiala cierpliwie poczekac zeby sie nim przejechac...
Tak sobie mysle, ze moze to specjalnie tak sie podzialo z tym egzaminem, zebym zrozumiala, ze nie zawsze jest tak jak sie chce, i ze czasem trzeba na wszystko poczekac - tu Aniowe slowa sie klaniaja :P chyba mialas racje moja droga, prorok jakis z Ciebie czy co? :P

W kazdym razie, ten tydzien mam na powtarzanie teorii jeszcze, i relaksik, a nastepny tydzien, musi byc juz moj! A czwartek mam byc najszczesliwsza osoba pod sloncem :D
W sumie we FR nie wiadomo zaraz po egzaminie czy sie go zdalo czy nie. Jest to zabronione, ze wzgledu na to, ze swego czasu egzaminatorzy byli atakowani, przez tych, ktorych oblali! Moze jednak wydusze to od mojej instruktorki(mojemu R. jego instruktorka powiedziala, jak wracali z egz wiec moze i mnie powie), i nie bede musiala czekac na list, w ktorym bedzie oznajomiony wynik egz. List w sumie przychodzi w ciagu jakos 2 dni, ale jak wypadnie egz w czwartek, to moze sie zdarzyc, ze list przyjdzie dopiero w poniedzialek... a a ja bym chciala przestac zyc w niepewnosci, i wiedziec na czym stoje :)
Na koniec dodam tylko, ze majac papierek, ktory przysylaja poczta, w ktorym jest napisane "favorable", mozna juz jezdzic autem bez problemow, zastepuje on prawo jazdy, na ktore trzeba poczekac maksymalnie 2 tygodnie, ktore tez przysylaja poczta.
W sumie fajna sprawa, ulatwiajaca zycie :D

Ech no to zwalniam Was z trzymania tych kciukow w piatek, trzymajcie w przyszly czwartek, bardzo mocno!! :D

poniedziałek, 12 listopada 2012

Maniek

Od wczorajszego wieczoru jest u nas najlepszy kumpel R. w sumie to on jest nasz, moj i R. ot po prostu ja z naszym kumplem rozumiem sie swietnie, mamy czasem wrecz identyczne podejscie do zycia, poglady, podobnie myslimy, a moze raczej mamy podobnie poukladane w bance...czyli jestesmy z tej polki rozwaznych, zawsze myslimy przed, a nie po fakcie.

Coz moj R. to jakos taki nie jest, ale w sumie od zawsze wiedzialam ze R. to R. niby dorosly, dojrzaly a czasem kompletnie zagubiony, na szczescie mamy z R. jakies polaczenie niewidzialne dla oka, ze znamy swoje mysli, ot czasem nawet patrzec na siebie nie musimy, a i tak wiemy co nam po glowach chodzi!
Maniek jest fajny gosc po prostu, taki nasz brat!
Ciesza sie nam michy, ze go mozemy goscic u siebie!
Maniek mieszka nadal na polnocy FR, tam sie chlopaki poznali, i ja tez wlasnie tam poznalam Manka. Duzo wspomnien mam z polnoca dzieki Mankowi i jego drugiej polowie, ktora akurat podobna jest do mojego R. ... co za dziwny zbieg okolicznosci, prawda? Wlasnie wczoraj sie posmialismy, ze ja i Maniek mozemy sie wspierac w naszej codziennosci, by dawac rade zyc z tymi naszymi drugimi polowkami :)

Przyznam sie, ze bardzo cieszy mnie to, ze ktos jest w chacie jeszcze oprocz nas...jakis pelniejszy wydaje mi sie wowczas ten dom, wiecej w nim zycia. Dziwne, bo do tej pory lubilam ta nasza domowa cisze... Niby nie za duza ta zmiana, bo przeciez chlopaki poginaja i wracaja dopiero wieczorem, ale jakos tak milo jest, hmmm rodzinnie?
Chyba musze popracowac nad tym odczuciem, ktore ostatnio mocno daje mi do myslenia.
No ale w przerwach na to myslenie, nadal sciska mnie w dolku,bo przeciez juz w ten piatek egzamin... jutro mam kolejny jazdy, mam nadzieje, ze je mam, bo w poprzednim tygodniu, w czwartek moja instruktorka miala pewien zabieg i byla w szpitalu. Mam nadzieje, ze wszystko z nia ok. Na razie nikt do mnie nie dzwoni, wiec chyba nie ma zadnych zmian...
No a w srode scenic juz bedzie w naszym posiadaniu, w czwartek wiec pojde go zarejestrowac i ubezpieczyc... a co kuc zelazo poki gorace trzeba!
Ach jak bym chciala sie juz nim przejechac, tak po prostu z przekonaniem, ze juz w koncu moge prawnie prowadzic auto i jechac byle gdzie, nawet na polnoc FR... odwiedzic przyjaciol! :)


czwartek, 8 listopada 2012

No i

wszystko poszlo dobrze, a nawet jeszcze lepiej!
Udalo sie mi wynegocjowac fantastyczne warunki, wszystko odbylo sie w bardzo spokojnej, wrecz powiedzialabym ze przyjacielskiej atmosferze!
Damy sobie jakos rade, a siostra R. ... w sumie nawet nie mamy zamiaru jej o tym informowac.
Jestem dumna z siebie, i w ogole szczesliwa, ze spadlismy na te przyslowiowe 4 lapy :)

Dzis rano R. mial jeszcze jakies wazne rdv. Nie dopytywalam sie, bo wiedzialam, ze czesto ma spotkania zawodowe, nawet rano. Zreszta wiedzialam, gdzie to spotkanie i z kim. Umowilismy sie, ze spotkamy sie juz w sadzie. Nie zadawalam juz zadnych pytan na temat tego spotkania, bo wydawalo mi sie to niepotrzebne, zreszta nie w tej sytuacji tuz przed wejsciem na sale. Poza tym omawialismy nasza sprawe, taktyke etc...
W kazdym razie, zaczal mi mowiec o tym swoim porannym rdv, dopiero po naszym "byc albo nie byc"... ze ogladal auto (o ktorym juz rozmawialismy kilka razy, wiec wiedzialam co nieco), takie, zebym i ja mogla nim jezdzic, bo to co mamy, to raczej jest tylko zlomem, w ktore nie ma co ladowac pieniedzy... a zreszta jest tak stare, ze ja nie chce nim jezdzic... ma ssanie, i inne tam takie, poza tym jak nim jade to sie boje ze sie rozpadnie...
No i w przyszlym tyg, mamy juz miec auto tez przechodzone, ale po prostu o wiele lepsze i takie pode mnie troche :D Kurcze, fajny ten moj R. :) ale oswiadczylam mu, ze niech sie nie zdziwi jesli ja tez bede mu mowic o pewnych rzeczach z lekkim opoznieniem, ale przed faktem! No,i tyle :D
"nowy" wehikul ponizej :)


No to tylko to prawko mi potrzebne!!! Help me God :)

środa, 7 listopada 2012

Przed czwartkiem

Ciezko jest, bo jutro jest sprawa w sadzie, o niesplacany kredyt.
Kredyt wzielismy dla siostry R., na nazwisko R. rzecz jasna, a teraz bujamy sie z sadami i komornikami... niby okolo 2 tys € trzeba jeszcze splacic, siostra R srodkow nie ma, no my tez nie...ale splacic bedziemy musieli my, mam nadzieje, ze wszystko sie jakos ulozy.
Z siostra R. dogadac sie nie idzie, juz nam sie nawet nie chce, powiedziala, ze odda jak bedzie miala, no czyli zapewne nigdy. Ech rodzina...szkoda gadac...

Mam nadzeje, ze nie bedziemy lezec i kwiczec. Zapewne dowala na nazwisku R. zakaz bankowy... zreszta nawet nie wiem, pierwszy raz spotykam sie z czyms takim. W sumie nie denerwuje sie... staram sie myslec pozytywnie, i lacze nadzieje, ze wszystko sie pouklada, i nie dobije mnie to rozpraszajac przed egzaminem...

Ide gotowac kapuste, uspokoje sie troche...

wtorek, 6 listopada 2012

Milo :)

Ciesze sie, ze tu zagladacie :)
Obiecuje popisac cokolwiek wiecej o tej arabskiej Francji, za czas jakis. Na razie bowiem tak mnie pochlania prawo jazdy, ze nie potrafie myslec o niczym innym!!

Mam nadzieje, ze w przyszly piatek bede pewna siebie, zdecydowana, usmiechnieta i kompletnie niezestresowana!!! Najlepiej zebym czula sie tak jak przy zdawaniu czerwcowego egzaminu dyplomowego :) czyli po prostu luzik z ogromna pewnoscia siebie, profesjonalizmem i usmiechem :D

Wiec teraz do przyszlego piatku (16/11) prosze sciskac kciuki,i myslec o mnie by splynal na mnie spokoj i genialnosc w prowadzeniu auta, bym spokojnie przemknela przez ulice M., bez zadnych pieszych lazacych jak swiete krowy i rowerzystow zaplatanych wiatrem, w delikatnym jesiennym sloncu, i zeby egzaminator byl mily, i przyjaznie do mnie nastawiony, w dobrym humorze i by oczywiscie napisal w tym moim dossier: favorable :)

No to powiedzialam co chcialam :D
do zobaczenia :D