wtorek, 18 stycznia 2011

ble, ble, ble...ble

i jakos tak mi nadal beznadziejnie, odretwiala jakas jestem koszmarnie, klopoty sie mnoza jak grzyby po deszczu, a ja je prawde mowiac przyklepuje i zamiatam pod dywan. Wychodze z zalozenia, ze i tak czy tak, kiedys wyjda na wierzch, a jesli nie wylaza teraz to niech se siedza dalej pod dywanem i czekaja... Biore sie za rozkminke problemow najwazniejszych, a te, ktore nie cisna mnie jak guma w zaciasnych majtach odlozone zostaly na polke...przypomna sie na pewno w odpowiednim momencie.
Zycie ucieka wprost szalenczo, dzien za dniem, cos sie konczy, i niby powinno sie cos zaczac, a tu nijak nie widze, zeby mialo sie cos zaczac, wrecz przeciwnie wiecej jest tego co sie juz konczy.
Strasznie duzo rozmyslam nad swoim zyciem, az chyba za mocno... czasem az mnie glowa boli. Ulozylam sobie plan, i zamierzam go zrealizowac, po pierwsze prawo jazdy, po drugie praca, po trzecie zycie... bo ono wymaga troski, po ostatnim bilansie zdrowia okazalo sie, ze mam anemie... tak, tak, ja tez bylam w szoku, bo to jakos nie idzie w parze z moja osoba, no ale jak wiadomo choroba nie wybiera. Uporam sie z tym, tak jak i z tymi nadmiarowymi kilogramami, ktore wprost uparly sie by mnie doprowadzac do szewskiej pasji, zatem tu tez kolejne postanowienie, lada chwila zaczynam ofensywne dzialania i postaram sie madrze zrzucac balast.
Staram sie tez ponownie wdrozyc w nurt pisania bloga, i znow mysle uporczywie o zmianie jego szaty graficznej, bo ta jakos przestala mi sie podobac, no i nuda wieje.
Z nowosci musze dodac, ze moj staz dobiegl konca, mam kontrakt o prace, ktory opiewal na cale 5 dni hehehe no ale lepszy rydz niz nic, poza tym dano mi nadzieje, ze w razie urlopow czy jesli ktos zachoruje to napewno bede pierwsza osoba, ktora bede chcieli u siebie widziec - milo, choc to tak naprawde nic nie zmienia w mojej sytuacji zawodowej. Zaczynam wiec znow szukac pracy, szukac nowej formacji, nie zamierzam spoczac na laurach, szczegolnie, ze moj francuski osiagnal poziom calkiem przyzwoity - choc oczywiscie ja nadal nie jestem jakos szczegolnie z siebie dumna, a w sumie powinnam byc! :)
Coz jeszcze moglabym dodac... aaaa wlasciciel naszego mieszkania powiedzial mi, ze w przyszlym tygodniu przyjda ludziska wymierzac okna, bo beda je wymieniac - i tu krzykne hura, bo okna sa stare, zniszczone i naprawde w zlym stanie wiec bez dwoch zdan trzeba je wymienic, no i remont na klatce schodowej sie zaczal i tu tez krzykne hura, bo i klatka schodowa obskurna jest bardzo, wymaga rowniez remontu... mam tylko nadzieje, ze przez te remonty nie okaze sie nagle, ze podniosa nam oplate za wynajem, badz zaskocza innymi wiesciami... no ale jak na ta chwile, to nie ma co sobie zasmiecac glowy zbednym gdybaniem, co ma byc to i tak bedzie...
A tymczasem ide pod prysznic, zeby zmyc z siebie zmeczenie calego dnia... mam nadzieje, ze niebawem tu wroce :)

5 komentarzy:

  1. ble ble ble ale trzymam Cie za slowo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz co? Z ta praca to jest fajna sprawa. Moze nie Twoja wymarzona posada, ale zawsze wlasny grosz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisz Kochana, pod dywan na razie nie zaglądaj. Dbaj o siebie! Ściskam Cię z dala i sama staram się jakoś wdrożyć blogowo. Na razie ciężko idzie.

    OdpowiedzUsuń
  4. E tam trzeba tryskać optymizmem. Za chwile za kolejnym krokiem już będzie dobrze. Komuś musi być dobrze więc akurat czemu nie tobie. Kiedyś wszystkie problemy muszą się skończyc bo jak sie nie skończą to się znudzą Ha, ha, ha.

    OdpowiedzUsuń
  5. Maja Berezowska jest wporzo :)))...

    OdpowiedzUsuń