sobota, 10 grudnia 2011

Kawa z kardamonem

w takie dni jak ten, tylko taka kawa pomaga, i nie o to chodzi, ze spiaco jest jakos, pochmurno, wietrznie i mokro, tylko o to, ze jakis taki nastroj bardziej listopadowy mam niz grudniowy.
Kawa pyszna, a i dzieki niej zachcialo mi sie cos popisac.
Generalnie nie przelewam tutaj jakis glebokich mysli, moze ich nie mam :P
A moze, mi sie nie chce z nimi afiszowac, moze wole popisac o moim zwyczajnym zyciu, jak picie kawy i siedzenie w szlafroku w sobotnie przedpoludnie, i sluchania mojego ulubionego radia jakim jest francuskie RFM.

Dom staram sie ogarniac, przystrajac swiatecznie, ale niestety przez wiecznie trwajacy remont na klatce schodowej nie jest to takie latwe. Teraz panowie skonczyli w koncu gladzic sciany i sypac dookola bialym pylem gipsowym, widac juz nawet koniec tych prac, ale wlasnie od wczoraj dzialaja z diabelsko glosna maszyna na drewnianych schodach i przykleja kartki, o tresci "nie dotykac poreczy" "nie chodzic po polowie schodow" i juz sie zastanawiam czy mam zaczac uczyc sie fruwac, a moze lewitowac? Nie uda mi sie to jednak, bom za ciezka, i prawo grawitacji mialoby w moim przypadku niezly ubaw!

R. w pracy pogina, choc nie pracuje na etacie, zasilil bowiem jak na ta chwile szeregi bezrobotnych i czeka na wyplate swojego pierwszego zasilku dla bezrobotnych, ktory przyznano mu na 2 lata w wysokosci nie oszalamiajacej... w kazdym razie plan na otwieranie firmy jest, nawet zamowilam juz dla niego wizytowki. Przez net oczywiscie to zrobilam, sama je zaprojektowalam i wypelnilam trescia, i nawet wzielam sie za robienie bloga professionalnego dla niego, glownie ze zdjeciami jego prac. Minus jest tylko taki, ze komputer R. odmowil posluszenstwa i nasz znajomy, domorosly informatyk bedzie probowac odzyskac zdjecia z dysku tego umarnietego kompa. Kiedy to jednak nastapi to nie wiem.

Ja mam pierwsze jazdy za soba... nie zapeszam jednak... jakby co to na koniec stycznia mam miec juz egzamin... pozyjemy zobaczymy, jesli zdam to stawiam wirtualnego szampana! W kazdym razie kazdy dzien rozpoczynam od przegladania ogloszen z uzywanymi autami... nie ma to jak sie odpowiednio programowac, prawda? :))) Mam bowiem taki plan, ze jak tylko stane sie posiadaczka prawa jazdy to kupuje auto, nie jakas wypasiona bryke rzecz jasna, bo na to mnie nie stac, ale cos, czym bede mogla sie przemieszczac z nieukrywana satysfakcja, mam cicha nadzieje, ze cos do 1000€ max znajde. Kase na to auto bede miec, jesli zaczna mi placic za nauke i prace :) a to juz zaczyna sie od grudnia, pierwsze pieniadze powinnam wiec dostac juz w styczniu... no ale jesli okaze sie ze mam problem z papierami, a moze taki problem sie pojawic przez ten cholerny brak paszportu... no zobaczymy, najwyzej auta nie bedzie... ech dobra nie nakrecam sie negatywnie, co ma byc to i tak bedzie!

No i jakos kawa sie skonczyla... jak ktos ciekaw i tu zaglada, to wie teraz co u mnie :) niby nic, ale ciagle czasu nie mam, towarzysko sie rozwijam, znajomych sporo, a i jakos czas mi szybciej niz zwykle umyka...
W Alzacji czuc zblizajace sie Boze Narodzenie, na starowce stoi fantastyczna karuzela, pachnie grzane wino, swiateczne piosenki plyna do ucha, a usmiechnieci i rozbawieni ludzie sa wszedzie... pierniki, zabawki, i wszystko to co ze Swietami zwiazane mozna juz znalezc na alzackich starych uliczkach, a miasto na M. pomimo grudniowego deszczu wyglada pieknie, w Strasbourgu rownie przyjemnie, wiem bo bylam w poprzednia niedziele, ale karuzeli nie maja wiec... przegrywaja :PP

Na dowod krotki film :)

9 komentarzy:

  1. Bardzo znane mi klimaty:) Niemiecki "rynek", albo targi świąteczne. Nawet ratusz w tle był podobny do tych, które tutaj można spotkać:)) Kultury , szczególnie te nadgraniczne, się mieszają bardzo:))No i przyznam się, że nigdy nie piłam kawy z kardamonem... z cynamonem, z irish vodka, z chilli ,,,ale z kardamonem nie próbowałam...Jednak spoko- mam w domu kardamon. Zrobię kawę i dodam ciut:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ania, bo dla mnie Alzacja to nie Francja tylko Niemcy, ktorzy gadaja po francusku, a Ci starsi czesto po alzacku, po niemiecku zreszta tez :)) wiadomo ze akurat ten region przechodzil z rak do rak... az w koncu stal sie francuski...ale prawde mowiac nie jest to Francja, ktora pokochalam... dobrze ze choc smierdzace sery maja i dobre wino, ktore uwazam za najlepsze z francuskich :)))

    Czarny(w)Pieprzu.... a z cynamonem tez lubisz? :))

    pozdrowienia :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Te nadgraniczne tereny to wszedzie , prawie wszedzie, mieszaja sie ...
    wlasnie zamierzam zaparzyc sobie kawe z kardamonem....

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech w porównaniu z tym tandetny "rynek" na paryskich Polach Elizejskich naprawdę się nie umywa...
    Pozdrowienia i powodzenia z firmą męża :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Czara :))) wlasnie wczoraj wieczorem ogladalam emisje na M6, tuz po "Diner presque parfait" :) i pokazywali to cos na Polach Elizejskich... ech faktycznie, zebym sie tym jakos zachwycila to nie powiem. Niby fajne, bo iluminacje sa czarujace, no ale jakos brakuje mi tego nastroju... Pod tym wzgledem Alzacja jest jedyna :)) Kiedy mieszkalam w Pas de Calais, tez nie bylo takiego nastroju, bo i marché de Noël nie bylo... no i szum morza jakos dziwnie na mnie wplywal ;))
    Dzieki za zyczenia, potrzebujemy ich jak nie wiem co, bo co chwile wyskakuje cos, na co kompletnie nie jestesmy gotowi... mam na mysli pieniadze rzecz jasna... ech no ale takie zycie :/
    Pozdrawiam i milo mi, ze zajrzalas :))

    Ania, no i jak kawa?? :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Też bym chciał napisać byłem tam 3 dni temu, ale nie byłem a warto bo pięknie tam macie. Powodzenia życzę. Pozdrawiam:-)
    A chyba odgapię filmik.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kacperku "nigdy nie mow nigdy" :))) tego Ci zycze!!! :*** A filmik odgapiaj jesli tylko chcesz :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Na nastroje typowo listopadowe faktycznie pomaga kawa z ulubionymi dodatkami. Ja poza kardamonem lubię też z czekoladą lub z cynamonem.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń