poniedziałek, 8 marca 2010

Palec Bozy?! Wierze i mam nadzieje!

No dobra, to tak w dniu tak uroczystym zapodam ta nowine! :))

Przeprowadzamy sie!!!

Zeby nie bylo to dodam od razu, ze o 700 km dalej niz teraz mieszkamy.
Przyszedl w koncu czas by opuscic Nord-Pas-de-Calais na korzysc Alsace...
Ja pierdziu... nadal mi to jakos ciezko wszystko ogarnac.

Od poczatku jednak, bo wszystko zadzialo sie znow dzieki internetowi.
Pamietacie przeciez, ze ja i R. to tez historia internetowa :)) No i tym razem tez tak wyszlo.
Udzielam sie bowiem na pewnego rodzaju portalu, poznalam tam wiele ciekawych osob, w tym kilka dziewczyn, ktore mieszkaja we Francji, tylko w innych regionach tego kraju.

Przed Swietami Bozego Narodzenia jedna z tych internetowych kolezanek wyslala mi maila, z propozycja pracy dla mojego R. (tak nawiasem mowiac to ma ten chlop szczescie, mnie to zadna robota sama znalezc nie chce, a dla niego to zawsze cosik wpadnie...:)).
Jej maz ma firme budowlana i zatrudnia duzo ludzi, potrzeba mu kierownika budowy.
Na dwoch innych budowach ma juz kierownikow Polakow (bo zatrudnieni sa tam glownie Polacy), ale potrzebuje jeszcze jednego... dodatkowy plus, ze R. zna francuski szczegolnie dotyczacy pracy.

R. sie krygowal, mial wiele obiekcji, kolezanka nie namawiala, ale prosila zeby zadzwonic, bo jednak przez telefon troche lepiej zalatwiac takie sprawy, a poza tym okazalo sie, ze wszystkie obiekcje, ktore mial sa do obalenia!
Jak widac dlugo myslal o tej propozycji. Okazala sie ona nadal aktualna, i po tych 2 miesiacach przyszedl jednak czas na burze mozgow i w koncu doszlo do polaczenia telefonicznego obu panow.
Okazalo sie zatem, ze proponuja mu:
Samochod firmowy i nawet telefon firmowy.
Kontrakt na stale, pierwszy miesiac pracy jest probny na stanowisku owego szefa ekipy, za stawke godzinowa taka, ze tutaj nawet jakby na rzesach stanal to by tyle nie zarobil.
Czeka go ciezki miesiac, bo bedzie mial pod soba okolo 20 chlopa prosto ze Slaska... przyszly szef R. powiedzial, ze im bardziej beda na niego psioczyc i jezdzic po nim tym lepiej... zatem wiadomo, ze ludnosc owa nie bedzie nalezala do potulnych. Psyche wiec trzeba bedzie miec twarda, dupe tez, o sercu nie wspominam. O zadnym kumplowaniu sie z nimi mowy byc nie moze...kurcze chyba musze R. uzbroic w jakas wiedze psychologiczna, zeby sie nie dal podchodzic w zaden sposob :)
Jesli uda mu sie wytrwac ten miesiac proby to szefowac bedzie nadal, ale za jeszcze wieksza stawke! Jest wiec o co powalczyc!!!
W najgorszym wypadku, jesli nie podola to w firmie i tak zostaje zatrudniony nadal na CDI czyli na stale. Stanowisko inne, ale za stawke nadal wieksza niz zarabia tutaj.
Zatem mimo wszystko gra warta swieczki.

Wiaze sie z tym jednak wiele zmian, znow szukanie mieszkania, zamkniecie wszystkich spraw tutaj, czyli spakowanie calego dobytku, porozkrecanie mebli - tu moze byc problem, bo zostaje w kwietniu tutaj sama - R. jedzie juz do pracy - no i trza sie bedzie znow zajac zamknieciem wszelkich licznikow, przeniesieniem internetu i telefonu.
Teraz z perspektywy czasu wydaje mi sie, ze to co zrobilam 2 lata temu wyjezdzajac z Polski i przewracajac do gory nogami cale moje zycie, to byla betka ... nie wiem bowiem jak sie zabrac za to co mnie czeka... chyba musze jakis plan nakreslic, najwazniejsze jednak to znalezc tam mieszkanie!
Bowiem przez ten miesiac probny R. bedzie zakwaterowany z robotnikami... co akurat uwazam, za nie najlepsze rozwiazanie, bowiem wg mnie lepiej zachowac dystans i nie wlazic w zadne blizsze koneksje z ludzmi, ktorymi ma sie zlecac robote i patrzec im na rece.
W sumie kiedy ja pracowalam to w koncu wypracowalam sobie taka metode, czyli niespoufalania sie z nikim, ot praca to praca, zadnych tam takich sympatii, bowiem zawsze znalazl sie ktos, kto wladowal w odpowiednim momencie przyslowiowy noz w plecy badz podlozyl wypasiona swinie!
Bardzo bym wiec chciala zeby ta sprawe z mieszkaniem udalo sie zalatwic jakos inaczej i jak najszybciej. No i zebysmy jak najszybciej znow byli razem... R. juz przezywa troche to nasze rozstanie, ze w sumie od czasu slubu nie zostawalismy bez siebie na dluzszy czas, a tutaj caly miesiac....ja tez oczywiscie to przezywam, ale co zrobic, czasem sie trzeba pomeczyc, dla dobra zwiazku. W tym czasie kazde z nas bedzie mialo mnostwo zajec, tylko, ze R. bedzie na nowym terenie sam, i sam bedzie musial przetrzec szlaki, przede wszystkim wdrozyc sie w prace. Nawet nie wiecie jak bardzo mu kibicuje, i wspieram, bo ciesze sie, ze jest przed nim taka szansa, w koncu nie bedzie jakims popychadlem... beda od niego wymagac wiecej i bedzie pod sporym obstrzalem przynajmniej na poczatku, ale w koncu moze przyszedl moment na to by zajac lepsze stanowisko w zyciu, poleciec o ten jeden stolek wyzej, cos osiagnac!!!

Dla siebie tez upatruje szansy na wyjscie z tego marazmu, licze na to, ze uda mi sie w koncu znalezc prace, skonczy sie ten czas siedzenia i zamykania sie w sobie. Prawde mowiac zaczelam zauwazac u siebie co raz gorsze nastawienie do zycia, z wielu powodow... nie chce mi sie w to teraz zaglebiac.
W kazdym razie moze przyjdzie ten moment, ze odetchne, a nawet wezme znow swiezego gorskiego powietrza w pluca.
Jak mantre powtarzam sobie "bedzie dobrze" w koncu skoro sie cos zaczelo to trzeba isc za ciosem...

No wlasnie na dodatek ta kolezanka z Alsace zadzwonila dzis do mnie i powiedziala, ze ma znajoma, ktora ma szkole nauki jazdy i zapytala ja czy wie cos o tym, ze tutejszy Urzad Pracy robi dofinansowania ludziom do kursu prawa jazdy... no i coz, okazuje sie, ze i owszem...
Zatem jak tylko zadomowie sie w nowym miejscu to szoruje do ANPE zeby sie ponownie zapisac w szeregi bezrobotnych, szlifuje francuski i skladam odpowiednie papiery o dofinansowanie mojego kursu prawa jazdy!! Daja cale 1500 euro!! Toz to koszt calego kursu!! Zatem to nie dofinansowanie, ale pokrycie kosztow ;)) No to co... nie ma co sie zastanawiac, trza sie brac z tym za bary... R. mam nadzieje bedzie mnie troche uczyl w wolnych chwilach, tylko jakby co to neospasmine mu podam, zeby sie nie darl na mnie ;P.... no bo nie wiem czy Wam juz mowilam, ze samochod "nowy" mamy...
...sliczna, czarnulke, ktora mnie wyszczupli.... Renault Megane... no to coz... marzenia sie chyba spelniaja :)))

A i tak troche z innej beczki... chyba Matka Polka zawita do nas na Swieta :))
Ludzie.... znowu przytyje!! :PP

i tak cichutko tylko powiem, ze wierze w Nas :)) Damy rade, bo najwazniejsze, ze jestesmy razem... My i nasza Kota ;))

...palec Bozy?... Mulhouse.

9 komentarzy:

  1. Ciesze sie przeogromnie Maju!
    PatKoni
    Ps. Ten anonimowy co przewidywal przeprowadzke to bylam ja (tylko sie zapomnialam podpisac:)

    OdpowiedzUsuń
  2. tak myslalam, ze to Ty :)))

    Ciesze sie, ze i Ty sie cieszysz hehehe

    Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Wierzę w Was oboje :) że sobie poradzicie i R. da radę :) tylko na tych Ślązaków niech uważa bo to zakapiory straszne :) Taką szansę grzech byłoby nie wykorzystać !! I Ty sobie też zajęcie znajdziesz :( buzka moja siostrzyco astralna :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kibicuje Wam bardzo. Ten kto nie ryzykuje nic w zyciu raczej sie nie dorobi. No wiec cala naprzod:) Tylko takie mieszane uczucia mnie ogarnely kiedy czytalam o tym, ze R.musi byc taki nieustepliwy, twardy, i im wiecej beda na niego psioczyc to tym lepiej. Kurcze to co to za miejsce pracy? Jakis oboz przetrwania (p)? Bardzo to tak niefajnie brzmi. Gnoj ludzi, bo masz z bandziorami do czynienia? :) Poza tym kiedys slyszalam taka opinie o Polakach pracodawcach, ze pracuje sie koszmarnie, bo wlasnie o to gnojenie chodzi. Zreszta oni mu gledza, ze ma byc, z opisu wynika,ze postrachem ogolu, a przeciez moze sie okazac, ze pracownicy beda bardziej normalni niz sam szef. W kazdym badz razie jakos tak ...hm.... niefajowo:( ***

    OdpowiedzUsuń
  5. Tez o tym Ania myslalam, ale wlasnie uprzedzil nasze mysli przyszly szef R., ktory powiedzial to co i Pestka.... po prostu panowie nie wylewaja za kolnierz. A poza tym jak sama zauwazylas, moze warto zaryzykowac? Coz okaze sie jak to bedzie, jak na razie to mi sie teraz myslec nie chce! :)) :**

    OdpowiedzUsuń
  6. :) Nie tam, zebym sie czepiala. To dlaczego on nie zatrudnia niepijacych Francuzow, tylko bawi sie w takie tam uklady z pijakami? W sumie... jestem sobie w stanie wyobrazic dlaczego:)* W kazdym badz razie powodzenia***

    OdpowiedzUsuń
  7. W takim razie powodzenia zycze i duzo szczescia w nowym miescie. Niech sie spelnia Twoje plany zawodowe. A czy koty lubia sie przeprowadzac?

    OdpowiedzUsuń
  8. też kiedyś prowadziłem budowę, wiem, że naprawdę sporego wyczucia dystansu trzeba, bo ani pospolitować się nie można, ani zamykać w wieży w kości słoniowej... to zresztą dopiero kowadło, bo nad głową jeszcze młot szefostwa wisi... da sobie radę, bo chłop na poziomie przecież :)))))...

    OdpowiedzUsuń
  9. To fajnie, zawsze trochę odetchniecie finansowo. Z ludźmi bywa różnie. jak byłem kierownikiem to wprowadziłem prace po amerykańsku z otwartymi drzwiami parę razy się przejechałem na spoufalaniu z ludźmi a teraz tych drzwi nie mogę zamknąć tak się wszyscy przyzwyczaili do tej wspólnej pracy.
    Mam nadzieję że i ty sobie tam znajdziesz pracę. W ogóle jestem optymistą i myślę że będzie dobrze. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń