poniedziałek, 15 marca 2010

Chwila oddechu

zycie toczy sie swoim rytmem.
Do mysli o przeprowadzce juz sie przyzwyczailismy.
Mebli zadnych ze soba nie zabieramy, no w sumie zabierzemy jeden, a mianowicie lozko.
Szafa, stol, krzesla... to trzeba bedzie kupic... no chyba, ze uda sie wynajac mieszkanie juz umeblowane... tak byloby w sumie najlepiej!
Na razie jednak czekamy na nasz weekend w Alzacji. Zarezerwowalam juz nam hotel na 26-28 marca. Co ciekawe okazalo sie, ze na weekendy znalezc wolny pokoj dla dwojga nie jest latwo. Turystyka zatem kwitnie.

Jestem bardzo ciekawa jak tam bedzie, i ciesze sie, ze spedzimy tam troche wiecej czasu. R. pozna swoje miejsce pracy, podpisze umowe, i licze na to, ze moze sie uda obejrzec juz jakies mieszkanie do wynajecia. Podekscytowana jestem.

Wczoraj R. przyniosl dla Koty transporter :))) Alez jestem zadowolona!
Dzis wlozylam tam moj sweter, ktorego oczywiscie juz nie bede nosic. Ona jakos lubi nasze swetry i w ogole najlepiej jej sie spi na ubraniach, na szczescie nie w szafie :)
Transporter stoi otwarty caly czas i zrobilismy to dlatego, zeby sie do niego przyzwyczaila, i nie bala. Jednak dopiero dzis kiedy wlozylam do srodka ten sweter Kota postanowiala wejsc do transportera i zobaczyc jak tam jest... oczywiscie nie siedziala tam dlugo, ale najwazniejsze, ze weszla tak, sama z siebie :)
Zatem pierwsze koty za ploty hehehe

A tak z innej beczki.... od przyszlego tygodnia zaczynam sie pakowac... pocieszajace jest jedno... znow powyrzucam ubrania, ktorych od ponad roku nie mialam na sobie! Tak samo zrobilam kiedy zmienialismy lokum rok temu.... w sumie jest to jedyny pozytyw przeprowadzek. Wyrzucam wowczas wszystko to, czego nie uzywam i nie nosze... badz cos co sie psuje, a szkoda mi sie z tym rozstac...

Kurcze .... w sumie to od nowego roku czulam, ze nadchodzi czas zmian... nie wiedzialam tylko, ze to az TAKIE zmiany....
...a w ogole to wiecie co.... do PL bym pojechala, choc na chwile! I do Barcelony!
Barcelone uwielbiam... a wszystko to przez wczorajszy program w TV, ktory ogladalismy wraz z R. Znow sie zapatrzylam w ten magiczny klimat Gaudiego....


Ech, a Matka Polka nie przyjedzie na Swieta... szkoda... ale, z drugiej strony moze jednak nie utyje.... az tak bardzo ;D

6 komentarzy:

  1. No tak. Przy remontach, przeprowadzkach czlowiek wtedy robi trzepanko szaf i pozbywa sie niepotrzebnych gratow. Kurcze trochem niezorientowana geograficznie. Musze na mapie zerknac gdzie ta Alzacja dokladnie lezy. Ona mi tak niemieckim traca (p) * A ta zamieszczona fotka- skoro takie widoki ogladalas po hiszpanskiej stronie to ja bardzo zazdroszcze. Jak chce namiastke czegos takiego widziec, to musze nakrecic M. na Köln. ***

    OdpowiedzUsuń
  2. o tak :) przy przeprowadzkach człowiek dostrzega ile ma gratów ( wiesz jakie było moje zdziwienie jak z 3 pokoi do kawalerki się przeniosłam :D ) I o Barcelonie też myślimy z R :) ( jak mnie nie rzuci do tego czasu ) patrze i patrzę ... to katedra? wzroku nie można oderwać !(Sagrada Familia?? ) Kobietko fajnie że masz się czym zająć :) i że weekend fajny Wam się zapowiada :) i ogółem... ze plusuje to życie u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. zajebista ta budowla... jedyny plus chrześcijaństwa, jaki wniosło ono do rozwoju cywilizacji, to architektura sakralna właśnie /poza radosną twórczością końca XX w. oczywiście/... ponoć do tej pory niedokończona?... w tym temacie to Zapatero mógłby już odpuścić i coś tam wyłożyć z budżetu, bo od strony estetycznej chyba warto...
    a Kota sobie poradzi... a właśnie, co z zabiegiem?... żeby nie było jak z tym dentystą, o którym myśli się tylko, gdy ząb boli, a jak przestanie, to się zapomina... i w końcu robi się rozkrok po całości :)))... nie ma co się śmiać... przetrzymasz ją kilka ruj bez kocura i ropomacicze jak w banku :P :)))...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ania no ta Alzacja to blizej Ciebie :)) Wiec faktycznie niemieckim traca i troche mi sie ciezko przyzwyczaic, bo ja obycia z tym jezykiem za bardzo nie mam... tzn wiele zapomnialam!! A w Hiszpanii to nie tylko takie widoki bylo dane mi podziwiac, w ogole to glownie chlonelam atmosfere i klimat tego miasta... cos niesamowitego... tam nie ma ciszy, tam zawsze cos sie dzieje, miasto zyje...
    Cisze spotkasz rano, kiedy wszyscy spia... a my juz chodzilismy pustymi uliczkami. Pamietam jak ciagalam R. po uliczkach, bo chcialam odnalezc sklep z butami, ktore upatrzylam sobie wieczorem... coz po pierwsze go nie znalazlam, a po drugie w Hiszpanii znalezc sklep otwarty kolo 10 rano, graniczy z cudem! Za to otwarte sa do poznych godzin nocnych... do tej pory zaluje, ze ich nie kupilam od razu.. takie zlote byly... A moje stare mokasyny po tej Barcelonie trafily do kosza... schodzily sie biedaczki :))

    Pesteczko jakiez glupoty gadasz z tym rzucaniem?! Normalnie az Cie przez kolane przeloze :PP Ja to sie tez boje ile mi tych pudel wyjdzie do tej przeprowadzki... szkoda, ze nie mozna tego przeniesc jak w Harrym Potterze... magii mi jakiejs potrzeba hehehe
    A do Barcelony musicie pojechac koniecznie!! Zareczam, ze spedzicie tam boski czas!!! I ta katedre zobaczycie na zywca... ona nadal jest w towarzystwie dzwigow roznej masci... ale co zrobic, jak ona jeszcze nie jest skonczona!!
    Ja musze jeszcze koniecznie zobaczyc muzeum Picassa... ech mam nadzieje, ze sie uda!! :)) A co tam pomarzyc dobra rzecz!! :)) Buziaki i wiesz... u Ciebie tez w koncu bedzie na plus!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Piter ja o zagrozeniach wiem, dlatego zabieg jest w planach, ale kase musze na niego miec!! Na razie Kota bierze piguly, odrobine pomagaja, choc ruje przechodzi znowu, tylko taka z lagodniejszymi objawami. Mam nadzieje, ze uzbieram w koncu te pieniadze, bo sama bym chciala miec to z glowy, zeby Futrzasta doszla do siebie jeszcze na starych smieciach. Nie chce jej fundowac, az tylu przezyc na raz!
    A co do architektury... odjazd po prostu :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj.. powiem ci tak - kiedy ktoś jedzie w miejsce, które nie znam to znak że jest to ktoś maksymalnie światowy. Planuje w tym roku pojechać do Hiszpani i zobaczyć Barcelonę. Zobaczymy, jak będzie.

    OdpowiedzUsuń