piątek, 5 marca 2010

zmiany

no nic na razie wiecej nie mowie, ale tytulowe zmiany szykuja sie i to w dosc ekspresowym tempie. Wwszystkie znaki na niebie i ziemi je wskazuja!!
Jak juz bede miec pewnosc, to na pewno je Wam oglosze, a jak na razie... weekenduje sie w koncu piatek jest :))

A co do mojego gadania po francusku i dogadania sie w klinice weterynaryjnej to bylo to tak:
Nasza Kota stala sie kobieta Kota!
Do skonczenia roku brakuja jej jeszcze 2 miesiace, i czas przyszedl na to by sie przepotwarzyla z kociego podlotka, w dorosla kocice... czyli mowiac inaczej ruja Kote dopadla, a przy okazji i nas samych!

Kota spedzila 5 nocy zamknieta w lazience. R. byl sklonny juz pozbyc sie jej z domu, bo do szalu doprowadzala swoimi wyciami i miaukami. Ja lalam lzy, bo Kota to moje szczescie i radosc przeogromna i pozbyc sie jej z domu nie dam.. serce by mi chyba peklo.
W kazdym razie po 5. nocy Koty w lazience, postanowilam isc do weterynarza wypytac coz ja mam poczac z tym zwierzem moim, przede wszystkim zalezalo mi na tym, zeby Futrzasta juz sie nie meczyla i co logiczne my rowniez!

Weszlam do kliniki, ktora jest oddalona od naszej chalupy raptem kilka minut drogi pokonywanej w obuwiu.
Za kontuarem recepcji stala mila pani, ktora akurat rozmawiala przez telefon, obok niej mloda okularnica - mysle, ze jakas praktykantka pana doktora oraz pan doktor we wlasnej osobie. Rozpoznalam go po ubranku typowym dla lekarza czyli niebieska bluza z dekoltem w serek i niebieskie gacie... jeszcze tylko trepow mu brakowalo i poczulabym sie prawie jak za dawnych czasow w robocie.
Mysle sobie, no to niezly sklad mi sie trafil jak na pierwszy raz, mojego gledzenia w takim temacie... ale poginam dalej i z wyuczonym juz usmiechem oraz melodia spiewam "Bonjour"... cierpliwie jednak czekam az pani skonczy rozmawiac przez telefon, bo pan doktor dorzuca co chwila slowa do sluchawki... o czym byla mowa nie wiem, nie skupilam sie na tym, bo skupiona bylam na tym, jak zaczac moja przemowe zeby bylo dobrze!
Mloda okularnica przygladala mi sie wnikliwie i az sie balam, ze mam jakiegos pypcia na twarzy, albo pioro we wlosach, na szczescie przejrzalam sie przez chwile w jakiejs szybce i zobaczylam, ze ze mna wszystko jest w jak najlepszym porzadku.

Pani w koncu skonczyla rozmawiac i milo na mnie spojrzala, mowiac "Oui?" No to skoro ona tak, to ja tak:
- Dzien dobry jeszcze raz (tu znow melodyjny usmiech - bez tego we Francji "bonjour" nie istnieje!) Na poczatke przepraszam, za moj francuski, bo moge mowic jeszcze niezbyt dobrze, ale ciagle sie ucze :)

Odpowiedzieli wszyscy usmiechem - wiec nie byli wrogo nastawienie do mnie! To wazne moglam wiec kontynuowac swoj wywod!

-Przyszlam po pomoc, poniewaz mam problem..

Tu zawiesilam glos jak dobry aktor, wszyscy spojrzeli na mnie wyczekujaco, pewnie sobie pomysleli, ze to nie ta klinika skoro potrzebuje pomocy, oni sa od zwierzat a nie od ludzi... coz obcokrajowiec moze pomylic weterynarza z ludzkim lekarzem... wiadomo uczy sie ciagle czlowiek... Doktor sie usmiechnal szeroko bo pewnie tez sobie tak pomyslal, przez co szybko dodalam:

- mam problem z moim kotem, a raczej z moja kotka, ktora miauczy, bo poczula wiosne i namietnie chce kota, by sie z nim kochac! (po francusku ten tekst o kochaniu brzmi o wiele ladniej!:)) Jest mloda, ma 10 miesiecy, caly czas jest z nami w domu i nie wypuszczam jej na dwor. Nie chce zeby zaszla w ciaze, bo nie chce miec problemu pod postacia kotow, ktore pozniej bede musiala komus wydac. No i chce zeby naprawde zostala z nami w domu.
Potrzebuje rozwiazania dla niej, zeby juz sie nie meczyla, i my rowniez - bo teraz jest naprawde ciezko z nia zyc pod jednym dachem!

Uffff skonczylam wywod - co niesamowite wszyscy mnie zrozumieli, bo zaraz mila pani powiedziala co i jak, ze zadnych uspokajaczy nie ma, mozna przepisac tabletki antykoncepcyjne i podawac jej 1 tabletke 1 raz w tygodniu. Tabletki te zlikwiduja okres rui, jednak nie poleca ich sie gdyz - tu wlaczyl sie do rozmowy pan doktor i dokonczyl zdanie - przy dluzszym stosowaniu tych lekow u kotek czesto zdarzaja sie ropomacicza , ponadto leki te sa kancerogenne. Kolejny sposob to szczepionka podawana raz na pol roku rowniez hormonalna, znow nie jest jej zwolennikiem z takich samych przyczyn jak tabletki... zostaje sterylizacja, ktora zaleca sie dokonac wlasnie po pierwszej rui.
W sumie na to rozwiazanie to bylam zdecydowana od poczatku. Jednak nie wiedzialam ile to kosztuje. Teraz juz wszystko wiem!
Koszt zabiegu to 97 euro!! W sumie nie wiem dlaczego nie cale 100, widac to 3 euro reszty to taka nagroda dla wlasciciela pacjenta, ze jednak sie zdecydowal...
W tej cenie jest rtg klatki piersiowej mojej koty, analiza krwi i szwy rozpuszczalne. Zabiegi robione sa we wtorki i czwartki, po wczesniejszym umowieniu sie przez telefon.
Kote musialabym dotransportowac o 8:30 rano do kliniki, a okolo godziny 18tej odbieram juz Futrzasta wybudzona i mam nadzieje, ze w dobrej formie pozabiegowej!

Pisze o tym wszystkim dzis, bo wlasnie wieczorem nastapi podanie 2. tabletki anty. Na zabieg kasy nie mam, tzn zbieram.... brakuje mi jeszcze 80 euro, mam jednak nadzieje, ze w kwietniu bedzie juz po wszystkim... no bo do kwietnia tylko mam czas, pozniej mi jakos nie pasuje...

Ale o tym dlaczego akurat taki miesiac wchodzi w gre, bedzie, ale troche pozniej...

A teraz filmik tylko dla ludzi o silnych nerwach :P

4 komentarze:

  1. O matko dobra! skąd ja to znam... to wycie kotki. Mieliśmy kiedyś kotkę i też takie problemy z nia były. Mój ojciec, zwolennik wolności dla zwierząt, walczyl azeby stworzenie wypuścić. Poza tym kotka dobierała się do niego, co go okropnie złościło (p).
    Czyli co? Mamy czekać do kwietnia na post wyjaśniający i dotyczacy zmian? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba na razie zmiany pozostaną tajemnicze. To buduje napięcie a w dodatku wywołuje natręctwo zaglądania tu co chwilę, bo a nuż coś się wyjaśni.
    Maju - jestem dumna z Twojego dogadywania się w tym trudnym języku. Jak dziś pamiętam Twoje zwątpienie, że za żadne skarby świata się nie nauczysz francuskiej gadki.
    Buziak wielki!

    OdpowiedzUsuń
  3. było zapytać, toć się przecież znam na tym... na ruję najlepszy Atarax /Hydroxizinum Hydrochloricum/, dawka 10 mg /taka wersja mniejsza, zwana "dziecięcą"/... to taki łagodny uspokajacz, po którym kota się wyluzuje i "prześpi biedę"...
    /lek jest podobny działaniem do Relanium /Valium/, ale to dotyczy ludzi... dla kota Relanium jest toksyczne/!!!/ i nawet najmniejsza dawka może go zabić/...
    sterylizacja... no cóż, smutna konieczność... jest taka szkoła, że najlepiej pozwolić się kotce raz okocić, bo jest potem stabilniejsza hormonalnie i odporniejsza... ale pogląd to dyskusyjny i zdania na ten temat są podzielone... sam zabieg od lat jest dość lajtowy, ale mimo to, kota pewnej uwagi później wymaga... gdy się już wybudzi całkiem po narkozie, będzie dosyć obolała, w końcu mimo lajtowości zabiegu to jednak chirurgia jest, musi się wygoić... tu znowu zastosowanie znajduje wspomniany Atarax...
    ale... ale... ale...
    co prawda napisałem, że "się znam", ale priorytet ma oczywiście zdanie lekarza weterynarii, bo ja nim przecież nie jestem...
    powodzenia :))...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesli chodzi o zmiany, ja typuje na przeprowadzke (gdzies daleko)...

    OdpowiedzUsuń