Strony

sobota, 12 października 2013

Mulhouse

Wszem i wobec racze doniesc, ze wracam do zdrowia po kolejnych dwoch chorobach!
Jak to mowia do 3 razy sztuka, wiec wg mnie wszystko jest ok, i limit wyczerpany. Zaliczylam, zapalenie oskrzeli a po niecalym tygodniu od skonczenia antybiotyku, zapadlam na koszmarna angine, i zapalenie pecherza, ktore przeszlo w zapalenie nerek. Ale tak jak mowilam, juz jest ok, czuje sie w koncu dobrze, bo po zapaleniu oskrzeli czulam, ze nie jestem w mistrzowskiej formie, teraz jest inaczej! Zatem na to konto zamowilam sobie plaszczyk w necie, w przyszlym tygodniu go zapewne otrzymam, i jedno tylko zaprzata moj umysl...oby rozmiarowka byla na mnie dobra i swietnie sie na mnie prezentowal! :)

A na koniec mego nadawania, z nad koldry, kilka fotografii miasta, w ktorym mieszkam... no to juz wszystko wiecie :)
Na starowkowym deptaku:


 Nalesniki z Bretonii w Alzacji... czemu nie? ;)

 Bo Miluza ma rozne twarze :)



 Place de la Réunion - plac przy katedrze na starym miescie, glowny plac wszelakich spotkan 



 Ratusz z 1432 w ktorym jest teraz Muzeum rowniez na placu Réunion

 Widok z okna Ratusza na Place de la Réunion, i stojaca na nim swiatynie Saint-Etienne z 1886 roku


..... zapraszam :)

wtorek, 24 września 2013

Dochodze do siebie

Od tamtego tygodnia czulam sie zle, jednak sobota, a raczej niedziela mnie dobila.
W sobote mialam urodziny, spedzilam je w pracy, a zaraz potem w lozku, wypilam wieczorem z R odrobine wina i to wszystko, na wiecej nie mialam sily. W niedziele rano szlam do pracy, wstalam o 6h o 5h30 jak zawsze nie dalabym rady... czulam sie w miare, ale juz kiedy wychodzilam z domu, bylo nie za fajnie. Zaczelam prace, ale dziewczyny widzialy, ze wygladam tragicznie i to nie dlatego ze balowalam... kaslalam okropnie, kaszel mnie dusil, prowokowal do wymiotow.
Wytrzymalam w pracy 3,5 godziny, potem wrocilam do domu, za obopulna zgoda kolezanek i zapewnieniem bym sie nie martwila tym, ze malo nas do pracy, kazaly isc do lekarza, a ja sie z nimi zgadzalam, bo naprawde do pracy sie nie nadawalam.
Zaskoczylam R. otwierajac drzwi :) on sie akurat wybieral na ryby, upewnil sie jednak, ze dam sobie rade sama, a ja o niczym innym nie marzylam tylko o tym by sie polozyc.... spalam, budzilam sie, temperatura rosla, kaszel tez nie odpuszczal, w sumie spalam na siedzaco, bo dzieki temu mniej kaslalam.
W poniedzialek rano poszlam do lekarza...
I coz okazalo sie, ze mam zapalenie oskrzeli.
Nasz mlody doktor zapisal mi silny antybiotyk, i cala reszte innych specyfikow, ktore naprawde postawily mnie na nogi! Musze tez przyznac, ze pierwszy raz od dluzszego czasu przespalam 12h, snem spokojnym, obudzilam sie dzis rano w dobrej formie, w koncu bez temperatury, z kaszlem znacznie lagodniejszym, przede wszystkim juz nie raniacym moja krtan, glos wrocil prawie do normalnosci, bo w niedziele nie bylam w stanie mowic, w poniedzialek jeszcze skrzypialam, a dzis juz moge normalnie uzywac aparatu mowy, choc o podniesieniu glosu moge zapomniec, o karaokre tym bardziej ;)
Zwolnienie mam do srody wlacznie, czyli do jutra. Pracuje generalnie do piatku, ale powiedzialam szefowej, ze jesli nie ma kogos do pracy na ostatni weekend wrzesnia to ja jestem dyspozycyjna...
Do pracy w czwartek sie wybieram, czuje, ze dam rade, moze nie bede szarzowac, ale mysle, ze dam sobie rade, skoro juz dzis bylam w stanie wykonac kilka czynnosci domowych, zatem nie chce siedziec na zwolnieniu, przeciez w poniedzialek juz tam nie ide wiec jak cos to sobie odpoczne :)
W koncu jakby nie patrzec czeka mnie 3 tygodniowy urlop, a pozniej znow do pracy.... oby juz bez chorowania, bo srednio mi sie to podoba, strata czasu kurna chata! Tym bardziej, ze pogoda w Alzacji jest iscie letnia, na piatek zapowiadaja 27°C ... fakt ranki rzeskie, ale pozniej pomimo juz kalendarzowej jesieni lato trwa, szkoda je tracic.... tym bardziej, ze winobranie sie zaczelo... przyznaje, czekam juz na Beaujolais noveau ... niecierpliwie, na te mlode, cierpkie i czerwone winko... ktore dopiero w listopadzie sie odkorkuje, ale czas przeciez leci jak szalony, czlowiek nawet sie nie spostrzeze, jak i Boze Narodzenie zacznie nas atakowac z kazdej strony....
Ja mysle, jednak, ze jeszcze przed listopadem sie odezwe tutaj, ostatnio mniej czasu, to i ochoty mniej na pisanie bylo, a zycie nadal plynie... nic ciekawego sie nie dzieje, tak poza tym... proza zycia, nuda, wiec nie narzekam, czasem lepsza proza niz ma cos rypnac niepostrzezenie i poplatac wszystko co sie da! No! :)

A jakby ktos kiedys mial ochote przejechac sie szlakiem alzackich win, i winnic to zapraszam :D