Nie potrafilam wczesniej, za duzo zalu we mnie bylo, smutku przerazliwego...
Smierc przyszla, znienacka, zaczaila sie i zabrala blogowego Przyjaciela.
Wiadomosc ta, byla tak szokujaca, ze pomimo tego, ze nie jestem rodzina Casy, to czulam sie z nim zzyta przez niwidzialna nic internetu...serce mi peklo kiedy zobaczylam na FB wpis jego syna o tym, ze Maciek odszedl....
Plakalam przez caly dzien, nie mogac sie skupic na niczym...
Internet polaczyl mnie z R, oraz jeszcze z wieloma osobami, ktore poznalam dzieki czatom, portalom, i blogom...
To sa wirtualni przyjaciele, ale z krwi i kosci, i wlasnie dzis zrozumialam jakze oczywista rzecz: oni tez umieraja..
Zycie to nie jest jakas popieprzona gra gdzie mamy 7 zyc niczym koty czy inni kosmiczni wojownicy. Za kazdym komputerem jest zywy czlowiek, ma nerki, pluca, i serce.... serce, ktore z czasem przestaje bic.. ale do tego czasu zyje swoje zycie...ot tak, smaruje rano kanapke maslem i pije herbate, wieczorem zjada paczke czipsow, choc wie, ze od nich sie tyje, popija piwem, ale przeciez piwo dobrze wplywa na nerki... Wsiada na rower i choc bola kolana, to jedzie dalej... bo zycie tez jedzie dalej, nie staje w miejscu... chyba, ze Ktos decyduje za nas... na to, juz nie mamy zadnego wplywu...
W nocy, snilo mi sie, ze blog Casanovy http://xxxcasanovaxxx.blog.onet.pl/ zostal kompletnie wyczyszczony z tresci, bylo tylko czarne tlo... obudzilam sie i powiedzialam do siebie - "O nie, przeciez dzieki temu blogowi Maciek tam dalej jest... to nie moze byc prawda!!!!" - z rana od razu poszlam do komputera i weszlam na jego blog... na szczescie to byl tylko zly sen, bo blog nadal tam jest...
Macka juz nie ma z nami, fizycznie, ale jest dalej w tym co pisal....
Blog wisi w sieci i mam nadzieje, ze tak pozostanie.
Zostanie tez w moim pasku blogow ulubionych, nie moge usunac Przyjaciela, choc wiem, ze juz nigdy przeciez nie napisze nowego postu...
Maciek, Cananova, Przyjaciel... to dzieki niemu zaczelam pisac bloga... pierwszego bloga na Onecie, ktorego juz nie ma, bo przenioslam sie tu, onetowy blog usunelam... troche zaluje...
Zaczelam pisac swojego bloga, bo zaczelam komentowac jego, dosc zaczepnie, droczylismy sie czesto, ale bez agresji, ot wymiana pilek, jak w tenisie... A potem nagle zrozumielismy, ze jestesmy do siebie podobni, i samotni... Tak, to dlatego powstaja blogi, z samotnosci... z niemoznosci podzielenia sie z innymi swoimi myslami, no i nie ma co ukrywac, czasem po prostu pewne rzeczy jest zdecydowanie latwiej napisac, niz powiedziec...
Teraz ja juz nie jestem samotna, bo odnalazlam sama siebie, i czuje sie ze soba dobrze nawet kiedy jestem sama, robie tez w zyciu rzeczy, ktore kocham, w zyciu prywatnym tez jestem szczesliwa... Dlatego i na blogu tresc juz nie ta sama co kiedys, blog ewoluuje... bo ja sie zmieniam.... Nie czuje w sobie juz tej przerazliwej pustki...
Maciek, tez sie zmienial... uczestniczylismy w jego zyciu, komentowalismy je, smialismy sie wspolnie... Lubilam przysiasc u Casy z kawa... tak po prostu jak sie to robi gdy odwiedzamy przyjaciol, wpadamy na kawe i ciastko, pogadac....
Casa, to jest fajny facet ....byl, i on sam nawet chyba nie wie, jak bardzo mi kiedys pomogl, kilkoma mailami, slowami... wymienialismy sie tez przepisami... to nawet dosc szumne slowo, bo Maciek nie umial gotowac, a ja kiedy zamieszkalam z R tez niestety bylam w tej materii zielona jak koperek na wiosne... przepisy w stylu "wez garnek, zagotuj wode i wrzuc makaron, dodaj troche soli, ale uwazaj, bo sol jest niezdrowa, wiec moze nie sol, tylko ugotuj, ale uwazaj, bo makaron sie rozgotowuje, mnie sie kiedys rozgotowal. Powiem Ci, ze ciezko potem wymieszac taki makaron z sosem ze sloika."
Tak... taki byl Casa, i taki wlasnie pozostanie w mojej pamieci...Zwykly facet, z niezwykla osobowoscia...ironiczny, zabawny, i z dystansem .... bedzie mi go cholernie brakowac.....
Zegnaj Casa nasz Przyjacielu, kiedys sie zobaczymy... no bo ilez mozna rozmawiac tylko w sieci :)
Caluje na nowa droge Twojego zycia...a moze teraz wpadniesz w koncu do mnie... sam mowiles, ze fajny ten moj balkon... wiesz to miejsce na wiklinowej walizce jest dla Ciebie... pamietaj!
Pamieci Przyjaciela .... nie tylko mojego...
M.
