niedziela, 3 maja 2009

majowo

Wiosna sie zaczela. Rano budzi nas spiew ptakow, szkoda tylko, ze jest dosc chlodno... w polandzie jednak temperatura bardziej sprzyja.

U mnie wszystko toczy sie niby leniwie, ale czasem cos gruchnie dosc glosno. Zycie jakos toczy sie swoim rytmem, odliczaniem czasu do kolejnych wakacji spedzonych wraz z Latorosla, spotkaniami ze znajomymi, rodzina... a przede wszystkim wzielam sie za siebie i za swoj wyglad.
Zrzucilam juz (od 23 marca) 6 kilo i sporo centymentrow z obwodow, czuje sie fantastycznie i zdarza mi sie co raz czesciej kupowac sobie fajne ciuchy :))
Koledzy R. zaczynaja co raz glosniej mowic mu o tym jak mu zazdroszcza takiej zony, ba nawet w jego towarzystwie zaczynaja mnie adorowac, prawia komplementy :)) No i dobrze!!

Zdarza sie, ze mam z R. ciezsze chwile, bardzo nawet ciezkie, nie bede sciemniac, zdarzylo mi sie juz nawet postawic sprawe na ostrzu noza i powiedziec, ze pewne rzeczy mnie tak wkurzaja, ze jesli sie nie zmienia, to niestety ale nasz zwiazek moze wowczas nie przetrwac. Nie jest to straszenie, szantaz emocjonalny rowniez nie... to raczej chec dbania o sama siebie! Wyostrzyl mi sie instynkt samozachowawczy, wiem, ze zycie to nie tylko slodycz, ze to takze slony smak codziennosci.
Mimo wszystko ja sama jestem dla siebie najwazniejsza, w koncu bycie w zwiazku nie moze byc udreka dla jednej ze stron, przynajmniej ja sklonnosci do masochizmu nie wykazuje.

Nie myslcie tylko sobie, ze przechodzimy jakis kryzys :) bo sprawa jest przegadana i zyjemy dalej, a R. musze powiedziec, ze stara sie bardzo. Ciesze sie z tego, bo to znaczy, ze proces myslowy mu sie jednak jakis wlaczyl ;)

A w ogole to ponad tydzien temu zaczelo mi sie troche chorowac. Nerki znow daly znac o sobie (odmiedniczkowe zapalenie nerek), biore antybiotyk, poza tym w tym samym czasie przyplatala sie do mnie grypa z mega temperatura i katar wprost okropny. Na szczescie czuje sie juz dobrze i od tygodnia nie leze juz w lozku :)) oby tylko teraz wyniki USG i innych badan byly dobre, bo jesli nie to znow czeka mnie jakies leczenie, a na to mi szkoda kasy... wole ja wydac na ciuchy, bo przez to chudniecie to musze garderobe wymienic ;PP

... no i jak widzicie... zyje sobie jakos ... a moj slubny tak kombinuje, mysli i planuje zeby w koncu kupic dom, a nie wynajac... i ciagle powtarza, ze najlepiej zeby mial niebieskie okiennice, a jak nie bedzie takowych mial to je sam pomaluje... bo to ja wlasnie o takim domu marze :))) koniecznie z niebieskimi okiennicami, i predzej czy pozniej bede taki dom miala :)))

pierwszy wiosenno-majowy spacer nad morzem :)))

8 komentarzy:

  1. Zycze Ci, Kochana, tego domu z niebieskimi okiennicami, jak nie wiem co. Wiem, ze predzej, czy pozniej on sie pojawi, bo jak Ty juz sobie cos postanowisz to sie realizuje sila rzeczy. Sciskam Cie chudziaku (tylko nie przesadz, blagam, z tym zrzucaniem).

    OdpowiedzUsuń
  2. No .... po slubie z reguly sporo sie zmienia. :) Powodzenia.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. U! na ostrzu noża. Myślę, że wiesz co robisz Majeczko. Pozdrawiam. Kacper

    OdpowiedzUsuń
  4. Bellis kochana dziekuje jak nie wiem co :DDD
    z chudzeniem siebie nie przeszadzam spoko, wszystko mam pod kontrola...wlasnego meza hehehe

    Maranku - prawda to co mowisz, dlatego czasem trzeba tupnac noga :)) Nie dziekuje, zeby nie zapeszyc ;))

    Kacperku - tak, mysle, ze wiem co robie. Pozdrowka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz ty co? Następnym razem jak dojdzie do takiej sytuacji to napisz o co ci chodzi na kartce. Zakryj ją i odkryj. Potem pomyśl że z takiego powodu rozleciało ci się małżeństwo trzy lata temu. I ustąp mu. Małżeństwo głównie polega na dopasowaniu się obu ludzi do siebie. I najczęściej to my nie mamy racji. Casa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Najważniejsze to obgadywać na bieżąco wszystkie sprawy. Takie zadawnione, nie dopowiedziane robi się z czasem coraz większe i wtedy powstaje problem.... A tego chyba nikt nie chce ;-)
    No... Chyba, że już po prostu nie ma o czym rozmawiać....

    Fiu

    OdpowiedzUsuń
  7. Casa - wierz mi, ze wlasnie w poprzednim malzenstwie zawsze ustepowalam i coz... wyszlam na tym wiadomo jak. Poza tym naprawde nie kruszyla bym kopii o byle pierdole, szczegolnie, ze komentujaca tu Bellis zna mnie bardzo dobrze i wie, ze jesli nie ma potrzeby to nie mowie nic...zatem...dopasowac sie trzeba, ale kto powiedzial, ze dopasowanie sie to ustepowanie???? Jesli dla Ciebie to tak wyglada, to moze wlasnie dlatego Twoje malzenstwo skonczylo sie tak, a nie inaczej?? Wybacz za tak wysuniety wniosek, ale i Ty pozwoliles sobie na wnioskowanie :)) Poza tym R. po namysle przyznal mi racje i nie dlatego, ze ja mam na nia monopol tylko dlatego, ze zrozumial w czym jest problem.

    FJustys - dlatego zawsze mowie od razu co i jak... tylko w tym przypadku mowilam, mowilam, mowilam i mowilam...az przelala sie tzw czara goryczy i wylalam zolc znow mowiac...na szczescie ten kubel zimnej wody otrzezwil mojego meza, i sprawil, ze jest wszystko w jak najlepszym porzadku :))

    OdpowiedzUsuń
  8. podobają mi się nowe wcielenia Wiosny... co roku inna... nieprzewidywalna... dobry haj, to inny haj /a może odwrotnie?/... ale jak czasem walnie ten swój haj... to tylko takie... ooo... potem dopiero przychodzi ten Latek-skwarek... sam nie wie, o co mu chodzi, to tak se zajrzy... czasem za wcześnie, czasem za późno... idiota jeden :)))))... bo Lato to głupie jest :)))))...

    OdpowiedzUsuń