czwartek, 8 października 2009

Co mam zrobic, zeby sie chcialo tak, jak mi sie nie chce!?

Mam tyle obowiazkow w domu, a nie moge sie zmobilizowac, by je robic od samego rana!

Co sie ze mna dzieje, to nie wiem. Zawsze wychodzilam z zalozenia, ze najpierw zrobie to co potrzeba, a pozniej zajme sie rzeczami przyjemnymi, ale tez obowiazkowymi :) Teraz natomiast wszystko mi sie jakos poprzekrecalo, i dzien zaczynam od przyjemnych obowiazkow, a nie od tego co najwazniejsze. Lenistwo mnie kurza stopa jakies dopadlo i tak sobie mysle, ze wszystko bym lepiej sobie potrafila zorganizowac gdybym tylko miala dodatkowe zajecie. Moze kiedy zaczne znow francuski, na ktory sie ponownie zapisalam, to jakos wszystko sie inaczej pouklada, chociaz...kto to wie...

Robota mi potrzebna jakas tez, R. na szczescie rozumie moja potrzebe, sam probuje mi cos znalezc, pomaga i wspiera, ale ciagle nic...

Deprymuje mnie to strasznie, przez co popadam w jakies odretwienie chyba. Zaczynam myslec, ze moze w Polsce z praca byloby jednak latwiej niz tutaj, i czuje, ze nie jestem nikomu potrzebna, ot taki sobie ze mnie czlek, co wstaje rano, pije z R. kawe, odwzajemnia mezowski pocalunek na dobry dzien, zamyka za nim drzwi i ... tapla sie we wlasnym sosie pelnym domowych obowiazkow, ktore wydaja sie nie miec konca, ktore nie przynosza juz jakiegos zadowolenia...
Odliczam dni do przyjazdu Matki Polki, dzieki temu przynajmniej zmobilizowalam sie do jednego... do chudniecia, bo z wakacji przywiozlam 4 kg nadbagaz i w cholere musze sie go pozbyc. Zreszta dzieki Kminkowi i naszemu wyscigowi chcialo mi sie cokolwiek z tym zrobic, rywalizacja obudzila we mnie ducha walki, i cale szczesci, bo inaczej to bym na Swieta chyba sama byla jedna wielka bombka choinkowa ;))
Zazdroszcze szczuplym i nic tego nie zmieni :PP

A tak w ogole to buty sobie kupilam we wtorek... i nawet mi sie podobaja... to juz jest cos :))) kurcze a jakbym miala jeszcze kasiorke to bym sobie jeszcze jedne kupila... kocham buty i moglabym je kupowac codziennie :PP
Oooo i na spacerze bylam, nad morzem... cudnie bylo... tylko za krotko...Na dowod tego wklejam kilka fotek :)))














:))

4 komentarze:

  1. jak to niewiele do szczęścia potrzeba kobiecie... nowe buty i już banan na twarzy :))))... a obowiązki?... jeść nie wołają przecież /no, może poza kotem, ale ileż to roboty?/ :))))...
    a morze o tej porze jest super :)))...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja myslałem, że tam bedą fotki butów. Ha, ha, ha. Masz z pracą to co ja z angielskim. Wiem że trzeba wiem że powinienem na głowie stanąć i nic. Lezy odłogiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. nic nie pekaj, jeszcze sie nauczysz od zabyjadöw hihihi!!!
    Twöj SKY

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj Majeczko.
    Musze przyznać, że chyba sam też zmieniłem zsady i zaczynam od rzeczy przyjemnych i takimi kończę. Trochę mi to przeszkadza ale jak przyjemność za to. Jak znajdę przepis na zmianę to sie zgłoszę:-) Pozdrawiam. kacper

    OdpowiedzUsuń