Strony

sobota, 9 listopada 2013

Wspomnienia z Compiègne (Picardie)

Takie o to zmyslne przejscie wymyslilo sobie Imperatorstwo by moc bezposrednio z palacu przechodzic do teatru...

Ten bruk niejedno widzial, i niejeden pewnie siegnal tego bruku...


Kot jaki jest kazdy widzi :)



 Palac Napoleona III


 Jak to mowia "grunt to frunt" :) gdyby nie ta rura po lewej byloby bardzo klimatycznie! Wystarczylo skrecic w prawa strone - przy donicach, by zobaczyc....


Taki piekny ogrod cesarski...pomimo jesiennej pory roku, nadal cudowny!!




Miec taki widok z okna....




Salon de Thé w carskim ogrodzie ... cos obskurnie pieknego...z muzyka barokowa w tle...
no i to nic, ze ciasta byly niesmaczne :) herbato za to pierwsza liga!











Dzieci swietnie sie odnajduja w cesarskich ogrodach...nawet po tyluset latach :) 


Kot w szeleszczacych lisciach... 




Kosciol sw. Jakuba ...w ktorym, podczas porannej modlitwy  zostala pojmana Joanna d'Arc ... 
Rok 1430 ... nie byl dla niej rokiem szczesliwym...





 Wiekszosc kosciolow i katedr przeze mnie odwiedzanych w Pikardii, kryja w sobie symboliczna muszle sw. Jakuba...



Wiecznosc wyziewa z kazdego rogu tego miejsca...



Hotel de Ville czyli merostwo ... cos bajecznego...


sklepik tylko z kubeczkami i filizankami...az oczy bolaly :)




Coz Francja to jednak kraj kontrastow, piekna i brzydoty...czasem mam wrazenie, ze owa brzydota jest sztuka... bo i sztuka jest jej nie zauwazyc :)


piątek, 1 listopada 2013

Powrot do codziennosci...

W Paryzu bylo cudownie, Pikardia mnie zachwycila, zobaczylam nowe miejsca, a i na te, ktore kiedys juz spogladaly moje oczy odkrylam po raz kolejny, zobaczylam je inaczej.
Moja pierwsza podroz bez R. nie licze bowiem tej podrozy do Polski kiedy jej celem byl odbior mojego dowodu osobistego.

Przyznaje, ze ta podroz mnie zmienila... upewnilam sie tylko w przekonaniu, ze bardzo potrzebuje poczucia niezaleznosci i chyba najbardziej mi na tym zalezy. Lubie tez byc sama ze soba, nie przeszkadza mi samotnosc, aczkolwiek brakowalo mi R...
Powrocilo we mnie tez cos, co wydaje mi sie, ze przez te 6 lat zycia we Francji gdzies sie zagubilo, jakas refleksyjna i artystyczna czesc mnie odnalazla sie na Montmartre, w tym dzikiem tlumie zwiedzajacych i handlujacych ludzi, i kiedy przytulilam sie bazyliki Sacré Coeur... i kilka dni wczesniej, w Pikardii, kiedy zwiedzalam ogromna katedre notre Dame w Laon...
Kloci sie wiec tomozee niektorym z byciem w zwiazku, ale nie mnie :) zrozumialam tez, ze zwiazek z R jest fajny,i kocham tego faceta bardzo mocno.... mimo to, ze R nie jest taki jak bym chciala, on ma tego swiadomosc i nad tym pracuje. A ja wiem, ze musze bardziej w niego wierzyc, i nie projektowac na niego moich mysli, w ktorych przewija sie film, ze R to slaby zawodnik, bo to nieprawda!!!!

Powrocilam wiec z Parisa i znow zyje z codziennoscia na plecach, ale w glowie mam pelno planow, i jestem przepelniona niesamowita energia. Moje mini wakacje to zwiedzanie, odpoczywanie, picie wina, smakowanie, i rozmowy o wszystkim i o niczym oraz spotkania z cudownymi babeczkami, ktore tez maja swoje problemy, male i duze... ale walcza one ze swoja codziennoscia, by byc szczesliwymi!!
I to jest wlasnie to z czym wrocilam ze Stolicy, moja pamiatka z Paryza, to nie miniaturowa wieza Eiffel, ktora mozna przywiesic do kluczy, ale sila i przekonanie, ze cokolwiek by sie nie dzialo, jestem w stanie BYC, ZYC i w tym wszystkim byc szczesliwa, bo to JA o tym decyduje!!

Tymczasem jednak, wczoraj zaliczylam impreze Halloweenowa, ktora nie byla tak fajna jak w tamtym roku, ale mimo wszystko podobalo mi sie :) A jutro juz ide do pracy.
Ciezko zaczynac w weekend, ale w sumie co za roznica, wazne zeby pensja na koniec miesiaca radowala moje oczy! :) A za 7 tygodni znow Boze Narodzenie...w sklepach pojawily sie juz swiateczne dekoracje, wczoraj kupilam pudelko na ciastka, za cale 2euros ... piekne jest :) i choc ciastek pewnie za wiele nie zrobie, to sobie przyzeklam, ze jednak wypelnie to pudelko... czekam juz na ferie swiatecznych swiatelek, rozswietlajacych miasto i na grzane wino. Lubie ten czas, i za chwil pare zaczne sie do niego przygotywac.

Na razie pozwole sobie zyc ciagle wspomnieniami z moich "samotnych" wakacji i postaram sie z Wami podzielic zdjeciami, ktore udalo mi sie zrobic, dzis jednak odpuszczam to sobie i spadam pod koldre... coz pazdziernik bardzo mnie rozleniwil ale i zmeczyl, fakt pozywtywnie zmeczyl, ale wyspac sie tez musze...
Listopad bedzie pracowity...

Jesien w Compiègnie mienila sie kolorami... 
spokoj otaczal mnie ze wszystkich stron... cisza...
ja lubie cisze!