Stol mam od bardzo kochanej, kolezanki "alzackiej", ktora oswoila juz inny region Francji. Jest on dla mnie bardzo wazny i nie potrafilabym sie z nim rozstac, poza tym bardzo mi sie zawsze podobal :)
Stolik nie raz przeszedl chrzest bojowy...zalanie winem, posiadal slady po kieliszkach od wina, szklankach z roznymi napojami :) kubkach z kawa i nie wiem czym jeszcze, po prostu posiadal slady uzycia, i juz od jakiegos czasu chcialam go poddac liftingowi, i wlasnie dzis przyszedl ten dzien.
Kupilam farbe blanc cassé czyli "zlamana biel" i maluje waleczkiem gabkowym, a o efektach mojej pracy poinformuje Was troszke pozniej, kiedy juz farba wyschnie, na razie bowiem czekam na polozenie kolejnej warstwy ...
Pozdrowienia! :)