no nic na razie wiecej nie mowie, ale tytulowe zmiany szykuja sie i to w dosc ekspresowym tempie. Wwszystkie znaki na niebie i ziemi je wskazuja!!
Jak juz bede miec pewnosc, to na pewno je Wam oglosze, a jak na razie... weekenduje sie w koncu piatek jest :))
A co do mojego gadania po francusku i dogadania sie w klinice weterynaryjnej to bylo to tak:
Nasza Kota stala sie kobieta Kota!
Do skonczenia roku brakuja jej jeszcze 2 miesiace, i czas przyszedl na to by sie przepotwarzyla z kociego podlotka, w dorosla kocice... czyli mowiac inaczej ruja Kote dopadla, a przy okazji i nas samych!
Kota spedzila 5 nocy zamknieta w lazience. R. byl sklonny juz pozbyc sie jej z domu, bo do szalu doprowadzala swoimi wyciami i miaukami. Ja lalam lzy, bo Kota to moje szczescie i radosc przeogromna i pozbyc sie jej z domu nie dam.. serce by mi chyba peklo.
W kazdym razie po 5. nocy Koty w lazience, postanowilam isc do weterynarza wypytac coz ja mam poczac z tym zwierzem moim, przede wszystkim zalezalo mi na tym, zeby Futrzasta juz sie nie meczyla i co logiczne my rowniez!
Weszlam do kliniki, ktora jest oddalona od naszej chalupy raptem kilka minut drogi pokonywanej w obuwiu.
Za kontuarem recepcji stala mila pani, ktora akurat rozmawiala przez telefon, obok niej mloda okularnica - mysle, ze jakas praktykantka pana doktora oraz pan doktor we wlasnej osobie. Rozpoznalam go po ubranku typowym dla lekarza czyli niebieska bluza z dekoltem w serek i niebieskie gacie... jeszcze tylko trepow mu brakowalo i poczulabym sie prawie jak za dawnych czasow w robocie.
Mysle sobie, no to niezly sklad mi sie trafil jak na pierwszy raz, mojego gledzenia w takim temacie... ale poginam dalej i z wyuczonym juz usmiechem oraz melodia spiewam "Bonjour"... cierpliwie jednak czekam az pani skonczy rozmawiac przez telefon, bo pan doktor dorzuca co chwila slowa do sluchawki... o czym byla mowa nie wiem, nie skupilam sie na tym, bo skupiona bylam na tym, jak zaczac moja przemowe zeby bylo dobrze!
Mloda okularnica przygladala mi sie wnikliwie i az sie balam, ze mam jakiegos pypcia na twarzy, albo pioro we wlosach, na szczescie przejrzalam sie przez chwile w jakiejs szybce i zobaczylam, ze ze mna wszystko jest w jak najlepszym porzadku.
Pani w koncu skonczyla rozmawiac i milo na mnie spojrzala, mowiac "Oui?" No to skoro ona tak, to ja tak:
- Dzien dobry jeszcze raz (tu znow melodyjny usmiech - bez tego we Francji "bonjour" nie istnieje!) Na poczatke przepraszam, za moj francuski, bo moge mowic jeszcze niezbyt dobrze, ale ciagle sie ucze :)
Odpowiedzieli wszyscy usmiechem - wiec nie byli wrogo nastawienie do mnie! To wazne moglam wiec kontynuowac swoj wywod!
-Przyszlam po pomoc, poniewaz mam problem..
Tu zawiesilam glos jak dobry aktor, wszyscy spojrzeli na mnie wyczekujaco, pewnie sobie pomysleli, ze to nie ta klinika skoro potrzebuje pomocy, oni sa od zwierzat a nie od ludzi... coz obcokrajowiec moze pomylic weterynarza z ludzkim lekarzem... wiadomo uczy sie ciagle czlowiek... Doktor sie usmiechnal szeroko bo pewnie tez sobie tak pomyslal, przez co szybko dodalam:
- mam problem z moim kotem, a raczej z moja kotka, ktora miauczy, bo poczula wiosne i namietnie chce kota, by sie z nim kochac! (po francusku ten tekst o kochaniu brzmi o wiele ladniej!:)) Jest mloda, ma 10 miesiecy, caly czas jest z nami w domu i nie wypuszczam jej na dwor. Nie chce zeby zaszla w ciaze, bo nie chce miec problemu pod postacia kotow, ktore pozniej bede musiala komus wydac. No i chce zeby naprawde zostala z nami w domu.
Potrzebuje rozwiazania dla niej, zeby juz sie nie meczyla, i my rowniez - bo teraz jest naprawde ciezko z nia zyc pod jednym dachem!
Uffff skonczylam wywod - co niesamowite wszyscy mnie zrozumieli, bo zaraz mila pani powiedziala co i jak, ze zadnych uspokajaczy nie ma, mozna przepisac tabletki antykoncepcyjne i podawac jej 1 tabletke 1 raz w tygodniu. Tabletki te zlikwiduja okres rui, jednak nie poleca ich sie gdyz - tu wlaczyl sie do rozmowy pan doktor i dokonczyl zdanie - przy dluzszym stosowaniu tych lekow u kotek czesto zdarzaja sie ropomacicza , ponadto leki te sa kancerogenne. Kolejny sposob to szczepionka podawana raz na pol roku rowniez hormonalna, znow nie jest jej zwolennikiem z takich samych przyczyn jak tabletki... zostaje sterylizacja, ktora zaleca sie dokonac wlasnie po pierwszej rui.
W sumie na to rozwiazanie to bylam zdecydowana od poczatku. Jednak nie wiedzialam ile to kosztuje. Teraz juz wszystko wiem!
Koszt zabiegu to 97 euro!! W sumie nie wiem dlaczego nie cale 100, widac to 3 euro reszty to taka nagroda dla wlasciciela pacjenta, ze jednak sie zdecydowal...
W tej cenie jest rtg klatki piersiowej mojej koty, analiza krwi i szwy rozpuszczalne. Zabiegi robione sa we wtorki i czwartki, po wczesniejszym umowieniu sie przez telefon.
Kote musialabym dotransportowac o 8:30 rano do kliniki, a okolo godziny 18tej odbieram juz Futrzasta wybudzona i mam nadzieje, ze w dobrej formie pozabiegowej!
Pisze o tym wszystkim dzis, bo wlasnie wieczorem nastapi podanie 2. tabletki anty. Na zabieg kasy nie mam, tzn zbieram.... brakuje mi jeszcze 80 euro, mam jednak nadzieje, ze w kwietniu bedzie juz po wszystkim... no bo do kwietnia tylko mam czas, pozniej mi jakos nie pasuje...
Ale o tym dlaczego akurat taki miesiac wchodzi w gre, bedzie, ale troche pozniej...
A teraz filmik tylko dla ludzi o silnych nerwach :P
piątek, 5 marca 2010
zmiany
Etykiety:
film,
francuski,
jezyk,
klinika,
kot,
l'œstrus,
la langue française,
la clinique,
la vie,
le chat,
le film,
le vétérinaire,
Nord,
polnoc,
ruja,
weterynarz,
zycie
poniedziałek, 1 marca 2010
Knajpowe spostrzezenia
W sobote poszlismy opijac nasz nowy nabytek.
Jest nim czarny, wyszczuplajacy Renault megane, zwany przeze mnie Meganka - czyli jednak marzenia sie spelniaja :)) Rocznikowo jest to nastolatka, wchodzaca w wiek buntu miejmy jednak nadzieje, ze nie bedzie nam dopiekac, i z radoscia spedzi ona pod naszymi tylkami jeszcze sporo czasu!
Brakuje jej jeszcze do perfekcyjnego wygladu kolpakow srebrzystych, ale to wiadomo detal jest, moze nawet w tym tygodniu podejde do sklepu zeby je kupic, a moze zamowic, bo za cholere w takich rzeczach to ja zupelnie nie orientuje.
Jak dla mnie jest bajerka i ma sterowanie radyjkiem juz w kierownicy... ech no ale ja nie o tym...
W kazdym razie jezdzic juz czym mamy i R. w koncu moze sam dysponowac czasem pracy, i wychodzic punkt 17ta do domu, a nie tak jak ostatnio... zdarzalo sie, ze przyjezdzal po 18tej... bo tak go przywozili, oczywiscie nikt mu za te nadgodziny nie placil, a kiedy przyszedl raz pozniej na poranne miejsce, w ktorym czekal na J. bo zabieral go stamtad do pracy, to uslyszal, ze to J. jest szefem i moze sie spozniac... na co moj R. powiedzial, ze jak zostaje za darmo w pracy po godzinach to jest ok, i nikt tego nie widzi, ale w druga strone to jak widac juz szef widzi wszystko...
Przestalam szanowac J i A... ale o tym to kiedy indziej...
Zatem w sobotni wieczor trafilismy do knajpy naszych znajomych... ja przy winie, R. przy piwie...siedzimy, gledzimy, przegladamy gazety... przychodza rozni ludzie, wiekszosc ich juz znam - z widzenia i knajpowego bajdurzenia rzecz jasna - R. zna ich dluzej, ale to nie oznacza, ze lepiej. Zazwyczaj gramy we fleszetki czyli strzalki, albo w kosci - popularne tutaj 4 2 1. Nie wszystkich tutejszych gosci lubie, przyczyn jest wiele, jedna z nich jest naduzywanie, ale przymykam troche na to oko, bo w koncu siedze w knajpie wiec nie moge wymagac od ludzi trzezwosci. Poza tym mieszkam we Francji i znalezienie tutaj kogos, kto nie wypije szklanki czegokolwiek z % w ciagu dnia graniczy z cudem. Przynajmniej na mojej prowincji. W wiekszych miastach byc moze jest inaczej, ja jednak mowie o swiecie widzianym moimi oczami, o swiecie, w ktorym przyszlo mi zyc... Oj chcialoby sie czasem uciec od tego otumanionego tlumu, albo przynajmniej zrobic posrod niego selekcje. Ty z ta nienaturalna przerwa pomiedzy gorna 1 i 3 na lewo, pan w czapeczce na prawo, a ten gruby pan niech stoi gdzie usiadl, w koncu nikt tej masy nie da rady ruszyc... malolaty do domu!
Nie da sie jednak zrobic takiej selekcji i przegrupowania, przez co, wychodze z tych knajp szybciej niz czasem mysle, ze to zrobie. Od razu mowie, ze nie zawsze tak sie dzieje, bo i czasem atmosfera jest swietna i zabawa pelna para, tance sie odbywaja, i pogadac normalnie tez mozna.
Ostatnio jednak wyszlam wlasnie wczesniej, ale nie bylo to spowodowane tym, ze chcialam obejrzec zloty bieg Kowalczyk, przynajmniej jego finisz, tylko tym, ze nudzilam sie wsrod tej dziwnej masy, dziwnych ludzi... Towarzystwo R. bylo ok, ale w sumie jak ja juz sie nie bawie i nie czuje na silach robic teatru z soba w roli glownej, to wychodze... lepiej walnac sie do wyra i wyspac niz siedziec i pieprzyc trzy po trzy z kims, kto nawet nie wie o czym mowie ja i on.
I jednego takiego mlodego czlowieka wlasnie mialam watpliwa przyjemnosc poznac... poznac to za duze slowo, bo nawet imienia tego delikwenta nie pamietam, widac wazna informacja to nie byla.
Uznawal sie za Francuza przez drukowane i wielkie "F", a na ta litere to najbardziej pasowalo do niego "Fermier" czyli Farmer!
Usadowil sie przy moim boku i dawaj w gadki uderzac... kiedy mowilam do niego ja, badz R. powtrzal "mowcie po francusku, bo ja nic nie rozumiem"... no to od slowa do slowa podnosil chlopiec cisnienie, i gotowal atmosfere. Co dziwne kiedy powiedzialam mu po francusku, ze jest trudny z niego czlowiek to zrozumial bez problemu, wiec pociagnelismy watek, co by pograzyc tego Francuskiego fermiera.... i poszlo w ruch to, ze "widac brak mu mozgu skoro nie rozumie, bo inni rozumieja wszystko co do nich mowimy", a i nawet pewien nasz znajomy Pascal odparl, ze widac, chlopak edukacji nalezytej nie otrzymal i nie rozumie co sie do niego mowi.
Nastepnie dlugo mu tlumaczyl, ze nie jestesmy obywatelami tego kraju ale mowimy tym jezykiem,i to mowimy dobrze, a on niech probuje wysilic mozg jak czegos nie rozumie i pomysli troche, albo zapyta, a poza tym szacunek sie ludziom nalezy... na co ja przytaknelam i podziekowalam Pascalowi, za dobra mowe obrony, stwierdzajac, ze nie tylko ten szacunek nalezy sie nam ale i wszystkim innym ludziom. Monsieur Fermier niestety okazal sie oporny na ta wiedze... przeprosil nas podajac reke, ale za chwile dodal, ze on nie wie o co to cale halo! Pascal tylko wzruszyl ramionami i powiedzial "jest mi przykro", a my dodalismy "przeciez to nie Twoja wina" w koncu w kazdym kraju znajdzie sie taki, co robi z siebie w weekend alfe i omege, a w tygodniu rozrzuca merde na polu, celem uzyznienia gleby... i na dodatek nie wie, ze przed wyjsciem do ludzi wypadalo by sie umyc choc pod pachami, a jak pot zalewa mu ow newralgiczny punkt ciala to i w dobry antyperspirant trza zainwestowac. Kto ma mu o tym jednak powiedziec, chyba tylko francuskie krowy, ktore podejrzewam o to, ze odwracaja glowy w druga srone kiedy widza go w swoich wlosciach... Na wdechu dlugo sie pozyc nie da... krowa bowiem musi przezuc trawe, a czlowiek napic sie lyk piwa!
Na zdrowie!!
P.S.
a ja juz nawet u weterynarza sie dogadam :P ale o tym next time :)))
Jest nim czarny, wyszczuplajacy Renault megane, zwany przeze mnie Meganka - czyli jednak marzenia sie spelniaja :)) Rocznikowo jest to nastolatka, wchodzaca w wiek buntu miejmy jednak nadzieje, ze nie bedzie nam dopiekac, i z radoscia spedzi ona pod naszymi tylkami jeszcze sporo czasu!
Brakuje jej jeszcze do perfekcyjnego wygladu kolpakow srebrzystych, ale to wiadomo detal jest, moze nawet w tym tygodniu podejde do sklepu zeby je kupic, a moze zamowic, bo za cholere w takich rzeczach to ja zupelnie nie orientuje.
Jak dla mnie jest bajerka i ma sterowanie radyjkiem juz w kierownicy... ech no ale ja nie o tym...
W kazdym razie jezdzic juz czym mamy i R. w koncu moze sam dysponowac czasem pracy, i wychodzic punkt 17ta do domu, a nie tak jak ostatnio... zdarzalo sie, ze przyjezdzal po 18tej... bo tak go przywozili, oczywiscie nikt mu za te nadgodziny nie placil, a kiedy przyszedl raz pozniej na poranne miejsce, w ktorym czekal na J. bo zabieral go stamtad do pracy, to uslyszal, ze to J. jest szefem i moze sie spozniac... na co moj R. powiedzial, ze jak zostaje za darmo w pracy po godzinach to jest ok, i nikt tego nie widzi, ale w druga strone to jak widac juz szef widzi wszystko...
Przestalam szanowac J i A... ale o tym to kiedy indziej...
Zatem w sobotni wieczor trafilismy do knajpy naszych znajomych... ja przy winie, R. przy piwie...siedzimy, gledzimy, przegladamy gazety... przychodza rozni ludzie, wiekszosc ich juz znam - z widzenia i knajpowego bajdurzenia rzecz jasna - R. zna ich dluzej, ale to nie oznacza, ze lepiej. Zazwyczaj gramy we fleszetki czyli strzalki, albo w kosci - popularne tutaj 4 2 1. Nie wszystkich tutejszych gosci lubie, przyczyn jest wiele, jedna z nich jest naduzywanie, ale przymykam troche na to oko, bo w koncu siedze w knajpie wiec nie moge wymagac od ludzi trzezwosci. Poza tym mieszkam we Francji i znalezienie tutaj kogos, kto nie wypije szklanki czegokolwiek z % w ciagu dnia graniczy z cudem. Przynajmniej na mojej prowincji. W wiekszych miastach byc moze jest inaczej, ja jednak mowie o swiecie widzianym moimi oczami, o swiecie, w ktorym przyszlo mi zyc... Oj chcialoby sie czasem uciec od tego otumanionego tlumu, albo przynajmniej zrobic posrod niego selekcje. Ty z ta nienaturalna przerwa pomiedzy gorna 1 i 3 na lewo, pan w czapeczce na prawo, a ten gruby pan niech stoi gdzie usiadl, w koncu nikt tej masy nie da rady ruszyc... malolaty do domu!
Nie da sie jednak zrobic takiej selekcji i przegrupowania, przez co, wychodze z tych knajp szybciej niz czasem mysle, ze to zrobie. Od razu mowie, ze nie zawsze tak sie dzieje, bo i czasem atmosfera jest swietna i zabawa pelna para, tance sie odbywaja, i pogadac normalnie tez mozna.
Ostatnio jednak wyszlam wlasnie wczesniej, ale nie bylo to spowodowane tym, ze chcialam obejrzec zloty bieg Kowalczyk, przynajmniej jego finisz, tylko tym, ze nudzilam sie wsrod tej dziwnej masy, dziwnych ludzi... Towarzystwo R. bylo ok, ale w sumie jak ja juz sie nie bawie i nie czuje na silach robic teatru z soba w roli glownej, to wychodze... lepiej walnac sie do wyra i wyspac niz siedziec i pieprzyc trzy po trzy z kims, kto nawet nie wie o czym mowie ja i on.
I jednego takiego mlodego czlowieka wlasnie mialam watpliwa przyjemnosc poznac... poznac to za duze slowo, bo nawet imienia tego delikwenta nie pamietam, widac wazna informacja to nie byla.
Uznawal sie za Francuza przez drukowane i wielkie "F", a na ta litere to najbardziej pasowalo do niego "Fermier" czyli Farmer!
Usadowil sie przy moim boku i dawaj w gadki uderzac... kiedy mowilam do niego ja, badz R. powtrzal "mowcie po francusku, bo ja nic nie rozumiem"... no to od slowa do slowa podnosil chlopiec cisnienie, i gotowal atmosfere. Co dziwne kiedy powiedzialam mu po francusku, ze jest trudny z niego czlowiek to zrozumial bez problemu, wiec pociagnelismy watek, co by pograzyc tego Francuskiego fermiera.... i poszlo w ruch to, ze "widac brak mu mozgu skoro nie rozumie, bo inni rozumieja wszystko co do nich mowimy", a i nawet pewien nasz znajomy Pascal odparl, ze widac, chlopak edukacji nalezytej nie otrzymal i nie rozumie co sie do niego mowi.
Nastepnie dlugo mu tlumaczyl, ze nie jestesmy obywatelami tego kraju ale mowimy tym jezykiem,i to mowimy dobrze, a on niech probuje wysilic mozg jak czegos nie rozumie i pomysli troche, albo zapyta, a poza tym szacunek sie ludziom nalezy... na co ja przytaknelam i podziekowalam Pascalowi, za dobra mowe obrony, stwierdzajac, ze nie tylko ten szacunek nalezy sie nam ale i wszystkim innym ludziom. Monsieur Fermier niestety okazal sie oporny na ta wiedze... przeprosil nas podajac reke, ale za chwile dodal, ze on nie wie o co to cale halo! Pascal tylko wzruszyl ramionami i powiedzial "jest mi przykro", a my dodalismy "przeciez to nie Twoja wina" w koncu w kazdym kraju znajdzie sie taki, co robi z siebie w weekend alfe i omege, a w tygodniu rozrzuca merde na polu, celem uzyznienia gleby... i na dodatek nie wie, ze przed wyjsciem do ludzi wypadalo by sie umyc choc pod pachami, a jak pot zalewa mu ow newralgiczny punkt ciala to i w dobry antyperspirant trza zainwestowac. Kto ma mu o tym jednak powiedziec, chyba tylko francuskie krowy, ktore podejrzewam o to, ze odwracaja glowy w druga srone kiedy widza go w swoich wlosciach... Na wdechu dlugo sie pozyc nie da... krowa bowiem musi przezuc trawe, a czlowiek napic sie lyk piwa!
Na zdrowie!!

P.S.
a ja juz nawet u weterynarza sie dogadam :P ale o tym next time :)))
Etykiety:
bar,
Francja,
francuski,
jezyk,
klient,
l'agriculteur,
la campagne,
la France,
le bar,
le client,
le langage,
Nord,
polnoc,
rolnik,
wies
Subskrybuj:
Posty (Atom)