niedziela, 11 stycznia 2009

poczatek

Powrocilam na blogowe przestworza, opuscilam onetowe strony na dobre. Moze tutaj bedzie bardziej przytulnie i intymnie.
Wrocilismy do domu, a ja cala w strachu. To chyba wynik tego, ze mimo tego, ze jest po staremu to czuje sie jakos inaczej. Po slubie jest wiele rzeczy do zalatwienia, poza tym nie ma co ukrywac finansowo jestesmy zagubieni. Moj strach jest podobny do tego kiedy przyjechalam tutaj po raz pierwszy, to raczej lek, obawa czy uda nam sie wyjsc na tzw prosta. Czy uda nam sie zrealizowac nasze plany. Tak bardzo bym chciala zeby bylo dobrze.
R. widzi, ze cos jest nie tak, a ja nie potrafie tego powiedziec, ze tesknie za rodzina i to cholernie, za przyjaciolmi...chyba tak podswiadomie ciezko mi sie pogodzic z pewnymi stratami. Juz nie uczestnicze w zyciu towarzyskim tak jak kiedys, nie spotykam sie z przyjaciolmi, czuje ze jest inaczej. Poza tym i tutaj nie czuje sie pewnie, jesto wynikiem tego, ze jezykowo nadal nie jestem alfa i omega. Dzis R. powiedzial mi, ze w Leclerc'u otwieraja nowa kawiarnie i potrzebuja ludzi do pracy. Kiedy to uslyszalam to serce mi zaczelo bic mocniej ze strachu nie ze szczescia, ze moze fajnie, ze sie cos pojawia...w srodku skulilam sie w sobie, jak dzieciak. Od powrotu do domu mam nie najlepszy czas, moze to oznaka tego, ze znow musze sie zaklimatyzowac, a moze to wynik tego, ze rozmyslam nad problemami, ktore lada dzien moga sie pojawic. Nie ma we mnie optymizmu i radosci zycia, chyba zostawilam je gdzies na lotnisku...oby zlapaly jak najszybciej samolot i wrocily do mnie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz