środa, 20 maja 2015

Czekanie na cud

Znow dopadl mnie spadek formy psychicznej.
Nie wytrzymuje juz sama ze soba, sama nie wiem czego chce, a jak juz znowu wiem czego chce, to mnie jako optymistke z wyboru i z uwielbienia dopadaja czarne mysli o bezsensie i beznadziejnosci.

Wszystko przez problemy, ktore mialy sie skonczyc, a one sa nadal... nie chce sie uzewnetrzniac, ale wiem jedno jesli R nie dostanie tej zaleglej kasy, to znow popadnie w stan juz prawie dyndania na sznurze, a ja jak na razie ciagle go podtrzymuje, zeby sie ta petla nie zacisnela na jego szyi - zmeczona juz jestem, bo mnie nikt nie trzyma, sama musze sie trzymac, ta resztka sil...

Jesli tych pieniedzy nie dostanie, to podroz do PL wezmie w leb, a ja naprawde nie wiem jak to wytlumacze przyjaciolce, ktora kilka tygodni temu sama chciala zrezygnowac z wyjazdu, bo jej pierworodny nawywijal, ze az strach i glowa mala i nie miala funduszy na to.

A teraz my...

Do wyjazdu zostaly 2 tygodnie...

A my jestesmy w finansowej czarnej dupie... R kase zarobil, a nadal jej nie ma... kilka tysiecy euro...
Pisze to tylko po to zeby sobie ulzyc, i po cichu licze na cud...
one sie czasem zdarzaja, moze i nam sie w koncu to przytrafi... zeby moj chlop w koncu uwierzyl, w to, ze cos mu sie w zyciu udaje!

Ja ciagle wierze i nigdy nie zwatplilam i w R. i w cuda!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz